Odszedł artysta, który przez niemal cztery dekady współtworzył historię tej sceny, pozostając jej wierny jako swojemu drugiemu teatralnemu adresowi.
Absolwent krakowskiej PWST rozpoczynał karierę w Teatrze Śląskim w Katowicach, a dla kina odkrył go Janusz Kidawa. Już w młodości unikał łatwych klasyfikacji – nie chciał, by przylgnęła do niego etykieta amanta. Wolał role charakterystyczne, złożone, nieoczywiste. Tę artystyczną konsekwencję zachował przez całe życie.
Na scenie Teatru Wybrzeże stworzył dziesiątki ról – od klasyki po współczesność. Występował m.in. w „Balladynie”, „Hamlecie”, „Wesołych kumoszkach z Windsoru”, „Karmanioli, czyli od Sasa do Lasa” oraz „Mary Page Marlowe”. W spektaklu „Baba Chanel” brawurowo wcielił się w Tamarę Iwanowną – siedemdziesięcioletnią, bezkompromisową bohaterkę, udowadniając, że aktorstwo jest dla niego przestrzenią wolną od ograniczeń i schematów. Jak mówił z właściwą sobie ironią – „wystarczy się umalować i wyjść na scenę”.
Jego droga artystyczna nie była wolna od dramatycznych doświadczeń. Podczas pierwszego aktu „Marat/Sade” przeszedł rozległy zawał. Spektakl dograno bez niego, a gdy był znoszony do karetki, zapamiętał biegnącego obok dyrektora Krzysztofa Nazara z pytaniem, czy będzie w stanie zagrać następnego dnia. Do teatru wrócił – jak zawsze – z pokorą wobec zawodu i bez patosu.
Ostatnio zaskoczył widzów przejmującą, dziecięcą rolą w „Powarkiwaniach Drogi Mlecznej”. Jego Dziecko Chore na Raka nie było jednak dosłownym dzieckiem – było kondensacją kruchości i bólu, które potrafił oddać z niezwykłą subtelnością.
Jak pisał Jacek Wakar w albumie „Twarze Wybrzeża”, był artystą, który nie znosił etykietek. I takim pozostanie w naszej pamięci – nieoczywistym, wymykającym się klasyfikacjom, wiernym scenie i sobie.
Rodzinie i Bliskim składamy wyrazy współczucia.
Teatr Wybrzeże