Zawsze uważałem, że znaczna część lektur szkolnych nie jest dla młodzieży nudna, tylko obca. Dlatego doceniałem momenty, w których co liberalniejsza polonistka buntowała się przeciwko szkolnemu kluczowi i mówiła nam trochę więcej, niż przewidywała podstawa programowa. „Antygona” Roszkowskiego jest opowieścią właśnie takiej nauczycielki – wolnościowej w deklaracjach, a jednocześnie bezpiecznie wpisanej w system, który tylko pozornie próbuje podważać.
Spektakl zaczyna się współcześnie: panowie w podkoszulkach i wojskowych mundurach, Antygona w bluzie na suwak. To nie głosy starożytnych Greków, lecz echa wojny zza naszej wschodniej granicy. Teksty piosenek wzmacniają ten trop – bohaterowie porównują obsługę drona do gry na konsoli, wspominają czasy słuchania Billie Eilish i oglądania Barcelony. Wojna, która rzekomo się skończyła, wciąż organizuje ich język i myślenie. To proste, ale trafne paralele, które w przystępny sposób zmuszają do ponownego odczytania Sofoklesa.
Kluczową rolę odgrywa tu muzyka. Polonistka jest nowoczesna, więc stawia na rap – gatunek, który pozwala rytmicznie przekazywać informacje o świecie, postaciach i fabule. Kilka utworów rzeczywiście zostaje w głowie, głównie dzięki wykonaniom solowym, silnemu głosowi zbiorowemu i dobrej jakości produkcyjnej. Szczególnie wyróżniają się Wojciech Dolatowski, obdarzony czystym, nośnym wokalem, oraz Daniel Malchar z melodyjnym flow. Julia Kazana nadrabia drobne nierówności intensywną ekspresją.
Problem zaczyna się jednak w miejscu, w którym spektakl próbuje być „blisko młodych”. Trudno nie zadać pytania: który młody widz słucha dziś Bisza? To rap „inteligencki” – wystarczająco szorstki, by udawać bunt, a jednocześnie na tyle oswojony, by bez oporu trafić do szkolnego obiegu. Paradoksalnie to właśnie on okazuje się formą dostosowania. Dużo większe ryzyko – i większą świeżość – niosła ostatnia premiera „Nowego Pana Tadeusza, tylko że rapowego”. Spektakl, mimo swoich własnych problemów, opierał się na kwaśnych brzmieniach, nieskrępowanej ekspresji i bezkompromisowości – wyrastał z realnej kultury młodych, zamiast ją imitować.