Z wielkim smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Michała Frydrycha – człowieka teatru z krwi i kości, a dla wielu z nas po prostu serdecznego kolegi i przyjaciela.
Michał był przez lata filarem Teatru im. Aleksandra Fredry, wcześniej związany także z Teatrem Polskim w Bydgoszczy i Teatrem Polskim w Poznaniu. Na scenie stworzył dziesiątki ról – od klasyki po współczesność. Był m.in. Kreonem w „Antygonie”, Orgonem w „Świętoszku”, Cześnikiem w „Zemście”, Harpagonem w „Skąpcu”, Gospodarzem w „Weselu”, Scrooge’em w „Opowieści wigilijnej”, a także bohaterem „Małej apokalipsy”, „Kordiana”, „Kartoteki”, „Szewców” czy „Nie/Boskiej komedii”. Potrafił z równą siłą unieść role tragiczne i komediowe, klasyczne i współczesne. Był aktorem charakterystycznym, a zarazem niezwykle precyzyjnym – zawsze obecnym, skupionym, prawdziwym.
Miałem szczęście spotkać Michała także na scenie. Graliśmy razem w „Państwowym złodzieju” w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pamiętam jego spokój, rzetelność, poczucie humoru i tę szczególną koleżeńskość, która buduje zespół bardziej niż najdłuższe próby. Był partnerem uważnym, wspierającym, nigdy nie rywalizującym – takim, przy którym człowiek czuł się bezpiecznie.
Dla wielu środowisk był kimś więcej niż aktorem. W Gnieźnie współtworzył teatralną wspólnotę, angażował się w działania edukacyjne i społeczne, wspierał inicjatywy artystyczne. Był dobrą duszą zespołów, z którymi pracował. Zostawia po sobie role, wspomnienia i wdzięczność.
Michale, jeśli gdzieś istnieje jeszcze jakaś scena – wierzę, że spotkamy się na niej kiedyś znowu.
Rodzinie, bliskim i wszystkim, którzy Go kochali, składam najgłębsze wyrazy współczucia.
Teatr Fredry