W krainie niesamowitości

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

W krainie niesamowitości

O spektaklu „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Alicja Cembrowska. Skondensowany i nieoczywisty, pozornie chaotyczny, a jednak precyzyjnie skonstruowany. Spektakl “Wczoraj byłaś zła na zielono” w reżyserii Anny Augustynowicz w warszawskim Teatrze Dramatycznym to poruszający hołd dla inności i różnorodności, dla której teatr jest...
Opublikowano: 2025-02-26

O spektaklu „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Alicja Cembrowska.

Skondensowany i nieoczywisty, pozornie chaotyczny, a jednak precyzyjnie skonstruowany. Spektakl “Wczoraj byłaś zła na zielono” w reżyserii Anny Augustynowicz w warszawskim Teatrze Dramatycznym to poruszający hołd dla inności i różnorodności, dla której teatr jest środowiskiem naturalnym.

Po lekturze autobiograficznej książki Elizy Kąckiej pojawia się obawa zmieszana z zaciekawieniem. Jak? Jak opowiedzieć i pokazać w teatrze skomplikowaną (i tak nieprzeciętnie opisaną!) relację matki i córki z trochę innego świata? Czy próby wizualizowania tego świata mają sens? Jakie narzędzia sceniczne zaangażować, by nie zgubić mocy słów, a jednocześnie zbudować most komunikacyjny, z kimś, dla kogo te słowa wcale nie są konieczne i adekwatne?

Tekst Kąckiej jest doskonały i zniuansowany, trudno byłoby jednak oczekiwać, że przeniesiony “na surowo” z książki na scenę porazi odbiorców z równą mocą. Twórczynie zdecydowały się zaserwować go jako fugę czterogłosową. Już to określenie odsyła nas do formy muzycznej, która zostanie zrealizowana przez zespół aktorski. Zresztą – trudno nie odnieść wrażenia, że oglądamy specyficzny koncert. Dużo tu zabawy rytmem i powtórzeniami, polifonii, kakofonii. To wszystko przeplatane nastrojowymi dźwiękami skrzypiec (ukryta w cieniu Maria Wieczorek). W centrum znajduje się Anna Moskal. Trudno nie odnieść wrażenia, że to ona jest tutaj matką-dyrygentką-narratorką, chociaż postaci w spektaklu są niedookreślone i płynne. Nie ma sensu tracić energii na dociekania, kto jest kim i przyklejanie etykiet. Nie ma tu miejsca na stawianie sztywnych ram, one nie sprawdzają się w sytuacjach nadzwyczajnych. Nawet Ruda nie jest uchwytna, ukonkretniona, określona. Ukrywa się w głosach różnych osób. Przestrzeń w sobie udostępnia jej nie tylko matka-Eliza-Anna, ale również Marianna Linde, Karol Wróblewski i Mirosław Guzowski. Wszyscy mają przed sobą pulpity na egzemplarze “nut” – fragmentów z książki, które samodzielnie (!) wybrali.

Głosy czekają na swoją kolej, współbrzmią, odpowiadają, to znowu się nakładają, mieszają, lecą przed siebie. A przecież fugare po łacińsku to gonić. Fugaucieczka. Ruch jest jednym z tematów opowieści o matce, która próbuje odnaleźć się w tajemniczym świecie atypowej córki, a jednocześnie nie zniknąć w tym całkiem typowym – oskarżycielskim, oceniającym, nierozumiejącym. Chodzi trochę po omacku, by stopniowo, jak dorastające niemowlę, stawiać pierwsze pewne kroki. Ale też przewracać się, upadać, dbać o poobijane i zdarte kolana. Odpowiedzi kryją się w ruchu, w gestach. Niekoniecznie w słowach, chociaż paradoksalnie jest ich na scenie bardzo dużo.

Wyciszenie w chaosie i gonitwie przynosi scenografia (Marek Braun). W sensie wizualnym na scenie dzieje się wystarczająco. W tej przestrzeni panuje ład i porządek. Przed aktorkami i aktorami są pulpity nutowe, za nimi – weneckie lustra. Od widowni oddziela ich dodatkowa warstwa – transparentny materiał, który potęguje poczucie, że podglądamy, patrzymy na coś intymnego, niewidzialnego na co dzień. A może to nawet poczucie bacznego przyglądania się, wszak złe matki i niegrzeczne dzieci przykuwają wzrok, zwracają uwagę, prowokują, a wręcz zachęcają do komentowania. Czujny wzrok strażników ładu społecznego, przytłaczającą falę porad i mądrości, zagubienie w nurcie społecznych oczekiwań odzwierciedla nie tylko kakofonia dźwięków, ale też obrazów – animacji wyświetlanych na wspomnianej przezroczystej płachcie. Tym sposobem nakładają się na siebie kolejne plany, postaci się zwielokrotniają, maleją i powiększają. Robi się dziko. Ruda znowu nam się wyślizguje. I bardzo dobrze. Miejsce lisów jest na wolności. Pięknie patrzy się na wędrówkę do wolności w byciu sobą.

fot. ze spektaklu: Karolina Jóźwiak / Teatr Dramatyczny w Warszawie

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL