Twierdzę i się potwierdzi

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Twierdzę i się potwierdzi

O „2:22 (Historia o duchach)” Danny’ego Robinsa w reż. Waldemara Śmigasiewicza w Teatrze Polonia w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Opublikowano: 2024-09-18
fot. Robert Jaworski

„Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom” – te słowa wkłada William Shakespeare w usta Hamleta, a jego rodak, pisarz, prezenter, dziennikarz i scenarzysta filmowy Danny Robins wielce udatnie potwierdza w swej brawurowej sztuce „2:22. (Historii o duchach)”, której światowa prapremiera na londyńskim West Endzie w 2021 roku od razu zachwyciła widzów i krytyków.

Autor uwodzi i czaruje wdziękiem straszliwej opowieści o duchach i o tym, co pozornie nierealne, czego logiczny umysł nie ogarnia, a jednak wyraźnie czai się gdzieś obok, blisko nas. Treść do wesołych nie należy, chociaż tekst i dialogi czasem mają delikatny, humorystyczny rys. Dobrze przemyślany, intrygujący kolaż złożony z psychologicznych portretów zachwycił również doświadczonego reżysera Waldemara Śmigasiewicza, który w Teatrze Polonia zrealizował spektakl o „horrorach tkwiących w nas”. „W teatrze potwornie trudno wystawić dobry thriller. Ja jeszcze nigdy czegoś takiego nie robiłem na scenie. To wymaga potwornej precyzji, zgranego zespołu, techniki” – powiedział z ogromną szczerością. Całe szczęście dysponuje znakomicie skrojonym scenariuszem Danny’ego Robinsa, który kolejny już raz podejmuje temat zjawisk paranormalnych. Całość ma swoją logiczną, przyczynowo-skutkową chronologię, wciągającą akcję z dynamicznymi zwrotami i napięciem niemal wgniatającym w fotel. Udało się reżyserowi warszawskiej wersji uchwycić złożoność ludzkich zachowań i siłę wzajemnego oddziaływania bohaterów w sytuacjach ekstremalnych.

Jenny wierzy, że świeżo wyremontowany, niedawno kupiony dom, w którym mieszka z rodziną jest nawiedzony, jednak jej mąż Sam nie chce o tym słyszeć i kpi z jej obaw. Czyż zmarli mogą znowu żyć? Pewnego wieczoru młodzi małżonkowie i jednocześnie rodzice rocznego dziecka, zapraszają na małe przyjęcie starą przyjaciółkę Lauren z jej nowym partnerem Benem, jednak pełna adrenaliny noc, w której wychodzą na jaw sekrety, a duchy mogą się pojawić lub nie, będzie zakłócać przebieg towarzyskiego, niezobowiązującego spotkania. W pokoju na górze płacze malutka córeczka i niedoświadczeni rodzice z czułością próbują ją uspakajać. Ostatecznie dochodzi do kłótni oraz dobitnej wymiany zdań – w tym czasie napięcie rośnie, by sięgnąć zenitu! Sam posługuje się faktami i nauką, chcąc rozwiać obawy żony, ale dyskusja zmienia się w żądanie dowodów, dlatego goście będą siedzieć do 2:22 i dowiedzą się w końcu, co tak naprawdę krąży w starym, podlondyńskim domu, nabytym od starej wdowy Margaret. Podczas długiego, straszliwego czuwania, Lauren i Ben opowiadają własne historie o spotkaniach z czymś niezwykłym, które wywołują dodatkową gęsią skórkę. Wiara i sceptycyzm ścierają się, a „coś” nieuchwytnego wydaje się dziwnie bliskie i przerażające… .

Niepokojący pejzaż dźwiękowy zwiększa owo narastające napięcie i odczucie grozy, podczas gdy duży zegar cyfrowy na ścianie odlicza nam do 2:22. Dodatkowo straszą wrzeszczące w nocy lisy, nagle gasnące światła i samo wrażenie, że w każdej chwili ktoś może pojawić się w dużych, szklanych drzwiach tarasowych, w przerobionym letnim pokoju, gdzie rozgrywa się cała akcja.

Opisane przez Danny’ego Robinsa wydarzenia dzieją się we współczesnym świecie, jednak ich korzenie tkwią w klasycznych, gotyckich opowieściach o duchach. Mrożąca krew w żyłach, ekscytująca opowieść wymaga od aktorów odpowiedniego doboru tonu, a od reżysera – wnikliwości i czujności oraz nie lada wyczucia wspomnianego stylu klasyki horroru. Cały zespół aktorski jest tu idealny, począwszy od Agaty Turkot w roli coraz bardziej roztrzęsionej mamy Jenny, przez jak zawsze znakomitego Krzysztofa Szczepaniaka w roli racjonalnego, choć sarkastycznego Sama, po uczynnego, wyrozumiałego, trochę rubasznego Bena – Michał Sitarski, który ma większe doświadczenie z nadprzyrodzonymi zjawiskami niż można by się spodziewać, aż po Marię Sobocińską w roli nieszczęśliwie zakochanej psychoterapeutki Lauren, przywołującej własne, niepokojące doświadczenia. Wspaniały aktorski kwartet, który nadaje ton i smak przedstawieniu, potrafi z techniczną biegłością oddać to, co kryje wnętrze każdego z bohaterów. Dzięki doskonałej obsadzie spektakl zachowuje koloryt i odpowiednią dynamikę. W końcu na scenie oglądamy thriller psychologiczny, nieco filmowy w dodatku (to nie zarzut!!). Obie aktorki z niewymuszoną precyzją i znawstwem pokazują charakter i emocjonalność swoich bohaterek, tak różnych, nie zawsze budzących sympatię, a jednak w czymś podobnych. Agata Turkot jako nieco neurotyczna (choć, jak się okazuje, nie bez powodu…), ale jakże wrażliwa, przesiąknięta lękiem Jenny gra bardzo zmysłowo. Dopracowana i zauważalnie przemyślana kreacja Marii Sobocińskiej – sfrustrowanej, pozornie silnej, jednak wewnętrznie kruchej terapeutki jest równie dobra. Obok nich panowie – cynik Sam Szczepaniaka (jak zawsze pozory mylą…) bawi i razi. Nieznośny, czasem boleśnie egoistyczny kpiarz ma jednak złożoną naturę. Gdy Krzysztof Szczepaniak zaczyna ściągać całą uwagę – gestem, słowem, ruchem, kiedy momentami gra pierwsze skrzypce, oczy widowni błyszczą jeszcze bardziej. Ale Michał Sitarski równo dotrzymuje mu kroku, wprowadzając lekko rozluźniający, konieczny w tak siejącym grozę scenariuszu element. I jest ujmująco sympatyczny w skórze Bena. Na scenie widzę normalnych, zwykłych ludzi, o wielce intrygujących osobowościach. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn zadziwiająco prawdziwych w swych pancerzach z lęku i pozorów.

Profesjonalizm musi znaleźć dopełnienie w scenografii – tu dba o nią Maciej Preyer. Światło Waldemara Zatorskiego i efekty specjalne – majstersztyk znanego iluzjonisty Wojciecha Rotowskiego, zostały idealnie dobrane. Ważna jest też bardzo nastrojowa muzyka Jakuba Śmigasiewicza. Reżyser najwyraźniej wykorzystuje wszystkie te aspekty, łącznie z prowadzeniem aktorów przez kryzysowe sytuacje, by nieco igrać z widownią, zaskakiwać, budować odpowiednie napięcie – takie, jakie znamy ze starych, dobrych horrorów.

Stylowa perła nie zdarza się często w teatrze, który raczej unika thrillerów, trudnych do pokazania na scenie. A przecież doskonały wieczór pełen dreszczyku emocji jest świetną okazją do pokazania szerokich możliwości teatru, do prezentacji umiejętności i różnorodności technicznej gry aktorów. Spektakl pozostaje w pamięci i wręcz chce się go zobaczyć kolejny raz!!

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL