Szyny były złe

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Szyny były złe

O “Tramwaju zwanym pożądaniem” Tenneesse Williamsa w reż. Darii Kopiec w Teatrze Ludowym w Krakowie pisze Szymon Białobrzeski.

Opublikowano: 2026-03-07
fot. Marek Zimakiewicz / Teatr Ludowy
Ocena recenzenta/tki: (4/10) – poniżej przeciętnej/rozczarowujący

Nie uniknę porównań do wersji filmowej – jest mi bliska ze względu na kinowe upodobania, broadwayowska zaś zbyt odległa z powodów geograficznych. Myślę też, że poprzez zestawienie obu dzieł lepiej wybrzmią słabsze i mocniejsze strony spektaklu.

Tym bardziej że sama historia jest bardzo podobna. Blanche wyjeżdża odwiedzić siostrę mieszkającą w Nowym Orleanie z Amerykaninem polskiego pochodzenia. Połączenie jej rozchwiania emocjonalnego z agresywnym usposobieniem Kowalskiego powoli eskaluje.

Interpretacje różnią się jednak rozłożeniem akcentów.

W spektaklu dużo dosłowniej potraktowano sugestie dotyczące życia seksualnego Blanche. Taka decyzja artystyczna uwspółcześnia historię przesyconą konwenansami, lecz jednocześnie ją spłyca, pozbawiając subtelnych aluzji i niedopowiedzeń. Daria Kopiec unika elips, stawiając na środki wyrazu oparte na nagości, multimediach i performowanym seksie – nie zawsze z satysfakcjonującym efektem.

Milan Kundera pisał, że kokieteria to niezobowiązująca obietnica spółkowania. W nowej wersji „Tramwaju zwanego pożądaniem” każda obietnica jest realizowana, przez co nawet najbardziej ostentacyjne gesty tracą swoje znaczenie. Na scenie nie zawiązuje się intymność, którą można by później zburzyć – postacie nie kąsają, ale zjadają siebie, kiedy nikt nie patrzy.

Gdyby spektakl był choć odrobinę subtelniejszy, zyskałby na wartości.

Podobny zarzut mam co do niektórych postaci. Filmowy Kowalski był – jakby to powiedział Witkowski – lujem. Mężczyzną nieświadomym swojej seksualności, o niepornograficznym ciele – naznaczonym pracą fizyczną, a nie siłownią i solarium. Toporne rysy, zwalista sylwetka, ciężkie ubrania – obiekt fetyszyzacji. Blanche swoimi arystokratycznymi uwagami świadomie prowokowała go do agresji, a jednocześnie pobudzała seksualnie.

Tylko że Daria Kopiec nawet tego luja, z definicji nieokrzesanego, jeszcze upraszcza. Sceniczny Kowalski nie jest mężczyzną, który pod wpływem językowych gier staje się niebezpieczny. To prymitywny agresor, który atakuje bez żadnego zapalnika.

Doceniam natomiast zmiany, jakie zaszły w postaci Blanche. Jej mitomania nie jest już tak ostentacyjna jak w filmie. Maria Chojnacka, mimo wulgarności niektórych scen, nadała swojej bohaterce subtelności aktorskiej, ujarzmiając hollywoodzką manierę Vivien Leigh.

Najbardziej dotkliwie odczułem brak pracy z przestrzenią – element, który w grze scenicznej wydaje się niewidoczny, a w rzeczywistości decyduje o atmosferze i dynamice relacji. Największe hollywoodzkie filmy opowiadały swoje historie właśnie poprzez świat przedstawiony. Ziarnisty obraz nakładał się na meble, książki, dania, napoje i wszystko inne, co można by nazwać domem. Nie oczekuję od Teatru Ludowego, że będzie kopiował dokonania największych scenografów w historii kina, ale oczekuję chociażby funkcjonalnych rozwiązań. Mieszkanie państwa Kowalskich nie jest ubogie, ale sterylne – to kilka białych krzeseł postawionych na krzyż, rura na środku pokoju i wanna wypełniona kulkami. Ta przestrzeń sceniczna nie informuje nas o rozbuchanych emocjach bohaterów, a już na pewno nie o kipiącym między nimi pożądaniu.

Co prawda widzę w scenografii próbę zbudowania bliskości między bohaterami poprzez stworzenie ciasnych przestrzeni czy narzucenie na mieszkanie iluzorycznej siatki. To jednak nie wystarcza – aranżacja sceniczna pozbawiona jest duchoty dnia codziennego.

Dodatkowym mankamentem są wykonania wokalne, które nie tylko nie wzbogacają narracji, lecz zaburzają jej rytm i koloryt, kolidując z nowoczesną oprawą inscenizacji i wprowadzając dysonans między formą a treścią.

„Tramwaj…” prowadzony przez Kopiec z pozoru zmierza w tym samym kierunku co jego poprzednik, lecz porusza się po innych torach, sprawiając momentami wrażenie, jakby miał się wykoleić.

Teatr Ludowy

Kategorie:


Cytat Dnia

„Istnieją niewielkie szanse na zmianę ludzkich charakterów. Pozostaje nam więc jedynie rozsądnie wybierać do nomen omen ciał przedstawicielskich ludzi, którzy potrafią utrzymać na wodzy chcicę i chciwość. Sejm niech pozostanie parlamentem, a tragedie i słabości człowieka oraz jego zachowania nieparlamentarne zostawmy teatrom”

Jerzy Szczudlik o „Erotycznych immunitetach, sexie i transformacji”, reż. Wiktor Rubin; Olsztyn24.com, 23.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL