Strategia reżyserki kontra dramat Tasnádiego

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Strategia reżyserki kontra dramat Tasnádiego

O „Facecie z papieru” Istvána Tasnádiego w reż. Leny Frankiewicz w Garnizonie Sztuki w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-02-06
fot. Aleksandra Zaborowska/Garnizon Sztuki
Ocena recenzenta/tki: (3/10) – słaby

Warszawska premiera „Faceta z papieru” Leny Frankiewicz w Garnizonie Sztuki przyciągnęła uwagę zarówno miłośników węgierskiego dramaturga Istvána Tasnádiego, jak i stałych widzów lokalnej sceny stołecznej. Frankiewicz w wywiadach wielokrotnie podkreślała, że interesuje ją „konfrontacja dramatu z teatrem formy”, subtelna groteska, rejestry mrożkowe oraz nieustanne napięcie między anarchią a wolnością jednostki. Na scenie jednak ta subtelna nić dramaturgiczna nie znalazła pełnego odbicia – zamiast dyskretnego balansowania między dramatem a formą, dominują sekwencje nadmiernie ekspresyjne i wizualnie rozciągnięte, które skupiają uwagę na fizycznym wymiarze aktorstwa, zamiast pozwolić widzowi skoncentrować się na psychologicznej głębi relacji i filozoficznej refleksji zawartej w tekście autora Wroga publicznego i Cyber Cyrana.

Już sama strategia reżyserki sugerowała pewien kompromis między ambitnym dramatem a oczekiwaniami publiczności Garnizonu, przyzwyczajonej do repertuaru lżejszego, można by rzec rozrywkowo-komediowego. Efektem są rozbudowane, taneczne sekwencje, w tym przydługa uwertura ruchowa, które zdają się próbą oswojenia tekstu poprzez nadmierną fizyczną ekspresję. Z pewnością inspiracją była tutaj niedawna przeszłość Wiktorii Gorodeckiej – aktorki o ogromnym temperamencie, która osiągnęła duży sukces w „Tańcu z gwiazdami”. Doświadczenie zdobyte w tym programie sprawiło, że reżyserka zdecydowała się na rozbudowaną sekwencję ruchową, mającą podkreślić ekspresję emocjonalną postaci. Niestety, w tym spektaklu temperament Gorodeckiej wymknął się spod kontroli. Ekspresja aktorki przekroczyła granice równowagi przedstawienia, a sekwencja taneczna przekształciła się w niekontrolowaną demonstrację energii, która zamiast budować napięcie, wprowadza element czysto rozrywkowy. Sam patrzyłem na to nie bez zdziwienia i konsternacji, zresztą w całej roli Gorodeckiej było coś nieznośnie irytującego. W przeszłości reżyserzy tacy jak Grzegorz Wiśniewski, Piotr Cieplak, Kuba Kowalski czy Jan Englert potrafili znakomicie poskramiać jej temperament, wydobywając pełnię aktorskiej ekspresji w sposób kontrolowany i precyzyjny w Teatrze Narodowym w Warszawie.

Podobny efekt przynosi gra Michała Czerneckiego, który w wielu momentach gubi rytm dramatycznej intymności na rzecz przekrzyczanej manifestacji. Zaskakująco dobrze wypadają natomiast młodsi aktorzy: Antek Sztaba (Kuba) i Weronika Humaj (Ada), wnosząc do spektaklu świeżość i subtelność, które pozwalają widzowi na chwilę oddechu. Ich reakcje na absurdalne sytuacje i prowokacje „Taty z tektury” tworzą niewielkie wyspy napięcia, zbliżając spektakl do potencjału, jaki tkwi w tekście Tasnádiego.

W samej fabule: podczas rodzinnego spotkania Ewa przynosi pod pachą wyciętą z tektury sylwetkę zmarłego męża. Z pozoru humorystyczna figura staje się symbolem patriarchatu, superego i moralnej władzy. Frankiewicz w rozmowach podkreślała, że spektakl ma pokazywać wyzwalającą moc konfrontacji z autorytetem. Na scenie jednak, w zderzeniu z nadmiernie rozciągniętymi sekwencjami ruchowymi i przesadną ekspresją Czerneckiego i Gorodeckiej, ta refleksja traci siłę. To, co w tekście jest subtelnym komentarzem społecznym, w inscenizacji bywa przytłoczone efektem wizualnym.

Choreografia Alisy Makarenko i jej rozbudowane sekwencje taneczno‑ruchowe stają się symbolem tego, co w tej realizacji działało „zbyt mocno” – ich długość i ekspresja skupiają uwagę widza na samej fizyczności aktorów, zamiast pozwolić mu wejść w psychologiczną głębię relacji rodzinnych. Momentami sprawiają wrażenie, jakby sama reżyserka, zamiast koncentrować się na subtelnej grotesce Tasnádiego, pozwoliła widowisku popłynąć siłą scenicznej energii, zamiast siłą dramaturgicznej precyzji.

„Facet z papieru” to dramat, który mówi o tym, jak trudno nam korzystać z wolności i jak łatwo możemy poddać się tyranii – zarówno symbolicznej, jak i realnej. Niestety, w tej inscenizacji słowa reżyserki o „odwadze podważania schematów i świętości” pozostają nieco w zawieszeniu między intencją a sceniczną realizacją. Mimo wszystko spektakl oferuje przymrużenie oka i miejscami błyskotliwe momenty komiczne, a młoda część obsady pokazuje, że dramat Tasnádiego wciąż ma potencjał do eksploracji w teatrze współczesnym.

Garnizon Sztuki

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL