Punk żyje, ale nie wszystko gra

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Punk żyje, ale nie wszystko gra

O spektaklu „Romeo i Julia is not dead” wg scenar. i w reż. Michała Siegoczyńskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2025-08-05
fot. Rafał Skwarek /Teatr Wybrzeże

Michał Siegoczyński wrzuca Szekspira do popkulturowego shakera i serwuje spektakl, który bardziej przypomina klubowy performance niż dramat o tragicznej miłości. Dla jednych – odświeżające, dla innych – zbyt krzykliwe.

Gdański Festiwal Szekspirowski od lat gromadzi artystów, którzy próbują zmierzyć się z klasyką – raz z większym, raz z mniejszym powodzeniem. Michał Siegoczyński należy do tych, którzy nie tyle „mierzą się”, co wolą ją rozbroić, rozkręcić na części, a potem złożyć od nowa – po swojemu. Tym razem jego Romeo i Julia is not dead to barwna, pełna energii wariacja na temat dramatu Szekspira, zanurzona w neonowej estetyce lat 80., języku, który mógłby wyjść spod pióra Doroty Masłowskiej i – nie oszukujmy się – bardzo celowo przegiętej popkulturowej zupie.

To nie „Romeo i Julia” z planu lekcji. Bardziej klubowy remiks niż tragedia o młodych kochankach. Więcej tu Madonny niż Werony, więcej stylizacji niż treści. Siegoczyński wrzuca do jednego gara Szekspira, Masłowską, INXS, Maryję Dziewicę, faszystowską dominę i jeszcze Jezusa z krzyżem. Można się uśmiechnąć – choć czasem z zakłopotania.

Rozbić Szekspira i posklejać z memów

Reżyser nie próbuje klasyki uwspółcześniać. On ją rozszarpuje i przerabia na coś w rodzaju teatralnego pastiszu – miejscami zabawnego, czasem błyskotliwego, ale też chwilami męczącego. Teatralny język Siegoczyńskiego opiera się na przerysowaniu i cytacie. Dialogi nie brzmią jak wypowiedzi bohaterów, tylko jak skróty myślowe z internetu albo pastisze coachingowego bełkotu. Widać tu wyraźne inspiracje Masłowską – w szyku zdań, w absurdalnych porównaniach i charakterystycznych zbitkach językowych.

To świat nadmiaru. Świadomy przerysowania i celowej kakofonii. Kicz? Jak najbardziej. Ale z ambicją, żeby być kiczem świadomym, może nawet autoironicznym.

Niepoważny scenariusz – czy to wada?

Wiele osób wypomina tej realizacji intelektualną miałkość. Rzeczywiście – pogłębionej refleksji o miłości czy konflikcie tu nie znajdziemy. Ale być może właśnie o to chodziło. Siegoczyński nie sili się na powagę – przeciwnie, całość przypomina teatralny miks teledysku, kabaretu i impro. Przestaje to działać tam, gdzie zaczyna się powtarzać. Gdy wszystkie sceny mają tę samą energię, ten sam rytm i podobny dowcip – widz się przyzwyczaja. I zaczyna się nudzić.

Forma bez treści? Czasem tak. A czasem po prostu treść ukryta pod warstwą błyszczącego plastiku.

Zespół Wybrzeża w formie

Największym atutem spektaklu jest bez dwóch zdań gra aktorska. Zespół Teatru Wybrzeże daje z siebie wszystko, by ten szalony kolaż utrzymać na powierzchni. Julia w interpretacji Katarzyny Borkowskiej  to energetyczna, dynamiczna postać, świadomie balansująca na granicy karykatury. Michał Jaros jako Romeo gra z dystansem, raz uwodzicielsko, raz groteskowo. Karolina Kowalska świetnie odnajduje się w komediowej roli Niani, a Robert Ninkiewicz jako Ojciec Laurenty to czysta teatralna charyzma.

Gdyby przyznawano nagrody za aktorstwo na Festiwalu – ten spektakl miałby kilka pewnych nominacji.

Czy „Potop” jest lepszy? Jest.

Nie sposób nie porównać tego spektaklu Siegoczyńskiego z jego późniejszym „Potopem”. W nim udało się połączyć popkulturowy język z wyraźną strukturą i myślą reżyserską. Tu – mimo podobnych środków – czegoś brakuje. „Romeo i Julia is not dead” sprawia wrażenie teatralnego wybryku. Chwilami świeżego, ale jednak nie zawsze do końca dopracowanego. Wszystko dzieje się szybko, głośno i na jednym poziomie emocjonalnym. Efekt? Spektakl się w niektórych momentach zwyczajnie rozmywa.

Warto? Warto, ale…

To nie jest teatr dla każdego. Jeśli ktoś chce pójść do teatru „po coś głębokiego” – niech wybierze inny tytuł. Ale jeśli jesteś gotów na sceniczną imprezę, pastisz, przerysowanie i cytaty z kultury popularnej – możesz się dobrze bawić. Pod warunkiem, że nie będziesz próbował tego wszystkiego za bardzo zrozumieć.

Bo ten teatr nie opowiada. On miksuje. Nie szuka sensów – szuka wrażeń.

A że punk żyje – to i teatr ma prawo krzyczeć, nawet jeśli nie mówi z sensem.

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL