Przemijanie człowieka, aktora i… sztuki

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Przemijanie człowieka, aktora i… sztuki

O spektaklu “Minetti. Portret artysty z czasów starości” Thomasa Bernharda w reż. Andrzeja Domalika w Teatrze Polonia w Warszawie pisze Magda Kuydowicz.

Opublikowano: 2021-08-09
fot. Katarzyna Kural-Sadowska

Hasło „tylko kultura nas ocali” wydaje mi się wyjątkowo trafne. Zawsze się sprawdza. Dlatego mimo lekkiej kontuzji i nadmiaru zajęć w trwającym od czerwca maratonie zawodowym, postanowiłam w sobotę wieczorem pójść do teatru.

Spektakl” Minetti – portret artysty z czasów starości”, w Teatrze Polonia, to wielki sukces grającego główną rolę Jana Peszka. Tytułowa postać wzorowana jest na autentycznej osobie – wybitnym niemieckim aktorze, Bernhardzie Minettim, przyjacielu i długoletnim współpracowniku dramaturga Thomasa Bernharda. Autor dramatu, korzystając z wielu lat doświadczeń, wykreował postać Minettiego jako symboliczną figurę Aktora. Powstała gorzka i bolesna historia o przemijaniu człowieka, aktora i szeroko pojętej sztuki. Tekst nie stracił nic na aktualności, także dzięki kreacji Peszka, który gra w tym przedstawieniu – jeśli można tak rzec – ”całym sobą” – dynamicznie, intensywnie, jednocześnie niuansując emocje i środki wyrazu, z których korzysta z pełną świadomością każdego gestu i słowa. Wspaniała technika aktora, który gra w tym spektaklu człowieka w swoim wieku i z podobnym doświadczenie, powoduje, że na scenie dzieją się rzeczy niebywałe. I na widowni także.

Publiczność weekendowa w teatrze nie jest łatwą, miłą i przyjemną grupą ludzi potrafiącą skupić się tylko na grze aktorów. Trzeba widzów od początku „złapać za gardło”, by zapomnieli o niewypitych drinkach, telefonach i innych towarzyskich pokusach. Rozpieszczeni Netflixem, szybkim i prostym przekazem informacji są rozproszeni, nieuważni i znękani codziennością. Dlatego potrzebna jest wykonawcza charyzma i wiedza o tym, dla kogo się tego wieczoru gra. A to, aktor klasy Jana Peszka, śmiem twierdzić, wie od razu, gdy tylko wejdzie na scenę. Czuje energię, lub jej brak, widzi kątem oka widzów przemykających w ciemnościach, by przycupnąć na schodach, tak samo nie ujdą jego uwadze dwie starsze panie w pierwszym rzędzie, kłócące się o to, która nie wyłączyła telefonu komórkowego. Moja koleżanka, która wpadła na widownię w ostatniej chwili i została usadzona na dodatkowym, dostawionym miejscu, powiedziała mi po spektaklu, że mimo zdenerwowania z powodu spóźnienia i ogromnych korków w Warszawie, z marszu weszła w historię Minettiego i podobnie jak reszta widzów siedziała jak zaczarowana.

Wszystko to udało się osiągnąć dzięki niesłychanej sile tekstu Bernharda (świetne tłumaczenie Moniki Muskały), wrażliwości grających aktorów i uważnej reżyserii Andrzeja Domalika. Jan Peszek sprostał ogromnemu wyzwaniu w sposób tak naturalny, że wydaje się jakby to on sam czekał na pojawienie się dyrektora teatru we Fryburgu i opowiadał wszystkim w hotelowym foyer o swojej karierze. A właściwie o trzydziestoletnim jej zmierzchu. Każdy z protagonistów – i Dama, i boy hotelowy, i młoda dziewczyna, która czeka na swojego chłopaka (piękna i oszczędna w sposobie gry Zofia Domalik) – musi wysłuchać jego historii .

Od momentu, gdy Minetti stawia swoją zniszczoną walizkę i zwraca się w kierunku Damy w czerwonej sukni (posągowa, broniąca do końca pozorów samokontroli Małgorzata Zajączkowska) jesteśmy jego przyjaciółmi. Sprzyjamy mu, pełni nadziei, że los sprawi cud i życie artysty odmieni się na lepsze. Wieloletnie oszczędności, które pozwoliły tytułowemu bohaterowi na podróż w celu spotkania się z dyrektorem, który ma mu pomóc zagrać Szekspira i wrócić na szczyty aktorskiej sławy, nie zostaną zmarnowane. Choć doskonale wiemy, że do realizacji planowanych zamierzeń nie dojdzie. Sylwestrowa noc, grupka młodzieży bawiącej się w hotelowej windzie, która, niczym chór grecki, przepowiada upadek Minettiego, zniszczony strój i nędzne strzępy wycinków prasowych z recenzjami, odczytywanymi z goryczą w głosie – wszystko to przepowiada koniec życia artysty. Ukazuje też jego walkę o godność i o chęć powrotu na scenę, o poczucie, że lata pracy w teatrze miały sens i nie zostały zaprzepaszczone i zmarnowane. Bohater Bernharda wyznaje, że był buntownikiem. Grał przeciw tekstowi, widzowi, całemu światu. Był kochany, a jednak skończył na wygnaniu,  z którego powraca, by opowiedzieć nam swoją historię. Zakończyć ją na swoich warunkach.

„Minetti” to niezwykły tekst, dobra inscenizacja i zagrane koncertowo przedstawienie. Tego spektaklu po prostu nie wolno przegapić na letniej, teatralnej mapie Warszawy.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL