Pora włączyć telewizor

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Pora włączyć telewizor

O spektaklu „Motyl” w  reż. Marcina Libera, Wrocławski Teatr Lalek, pisze Kamil Bujny.

Opublikowano: 2019-09-29
fot. Natalia Kabanow

Wrocławski Teatr Lalek na tegorocznym Festiwalu małych Prapremier w Wałbrzychu wypadł spektakularnie. Przedstawienie w reżyserii Marcina Libera zaskakuje wielkością inscenizacji i nowoczesną scenografią, dzięki której produkcja okazuje się interesująca zarówno dla młodszego, jak i starszego widza.

„Motyl”, na podstawie tekstu Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, opowiada o władzy. Twórcy za sprawą niedoprecyzowania jej charakteru doprowadzają do intensyfikacji znaczeń. Władza w pokazie odnosi się bowiem do wielu obszarów życia: popkultury, polityki, funkcjonowania rodziny oraz jednostki w skomercjalizowanym świecie. Na każdym z tych pól obserwujemy z jednej strony odgórne naciski i wpływy, wynikające między innymi z politycznych decyzji oraz marketingowego otumaniania społeczeństwa przez wielkie korporacje, a z drugiej faktyczne rezultaty – życie mas w wiecznej opresji, zacierające się granice między prawdą a kłamstwem i rzeczywistością a fikcją, niszczenie relacji między ludźmi.

Najważniejszą postacią przedstawienia jest pięcioletnia Rutka (Agata Kucińska), która przeciwstawia się narzuconemu odgórnie porządkowi. Uciekając w marzenia senne oraz odwołując się do prymarnych dla niej wartości, takich jak współpraca, pomoc i prawda, odrzuconych przez dorosłych, którzy żyją pod naciskiem tyrańskiej polityki i popkulturowej ofensywy, buntuje się przeciwko zastanemu rządowi dusz.

Postaci sceniczne w „Motylu” budowane są przede wszystkim na zasadzie opozycji i podręcznikowych przeciwieństw: dobrego i złego, wroga i przyjaciela, realnego i nierealnego, sprzymierzeńca i przeciwnika. Największe znaczenie ma jednak podział na dorosłych i dzieci. To właśnie tutaj, na tym polu, najlepiej widać ukazany w przedstawieniu problem – przejmowanie kontroli nad ludźmi. W świecie dorosłych, których reprezentują rodzice Rutki, wszystko jest określone, wymierzone i zdefiniowane przez telewizję. Symbolem wpływów i władzy jest Złotusty, postać-hipnotyzer; ma on ogromny wpływ na społeczeństwo. W zależności od tego, jaka jest jego wola choćby w kwestiach związanych z wychowywaniem dzieci i traktowaniem zwierząt, tak postępują dorośli. Zostają oni zatem w „Motylu” ukazani jako całkowicie niezdolni do racjonalnego, analitycznego i przede wszystkim obiektywnego myślenia, czego znakiem są noszone przez nich okulary VR. Odcięci od prawdziwego świata i skoncentrowani wyłącznie na telewizyjnych przekazach, żyją poza życiem – bez trwałych relacji, własnych przekonań i umiejętności oceny faktów. Twórcy przeciwstawiają takim postawom delikatność, niezakłamanie i czystość dzieci, które – nie zostawszy jeszcze „przetworzone” przez medialnych manipulatorów – potrafią intuicyjnie i z poczuciem prawdy rozeznać się w świecie. Na tym poziomie dochodzi zatem do ciekawego odwrócenia ról, dzięki któremu najmłodsi widzowie czują się zintegrowani z postaciami, włączeni emocjonalnie w pokaz i docenieni, a starsi wezwani do „odpowiedzi”. Wrocławska inscenizacja podważa bowiem ich wizję świata: dorośli są w niej przedstawieni jako łatwi do sterowania i nieodporni na propagandę, a dzieci cechuje odporność na kłamstwo oraz telewizyjne hochsztaplerstwo.

„Motyl” ciekawie, acz dość oczywiście, opowiada o sposobie przejmowania kontroli nad ludźmi. Dużą zaletą prezentacji jest jej estetyczny wymiar: świetna, przestrzenna i nowoczesna scenografia Mirka Kaczmarka oraz dobrze wykorzystany potencjał oświetlenia. Na scenie dzieje się bardzo dużo, aktorzy pozostają cały czas w ruchu – sporo biegania, przewracania się oraz zespołowych scen tanecznych. Srebrno-złota scenografia dopełniona lustrzanymi elementami daje wrażenie niezwykłości ukazywanego świata oraz jego nierealności, a przy tym – za sprawą przekonująco i wyraźnie poprowadzonych kreacji aktorskich – żadna z postaci nie zostaje przyćmiona przez scenograficzne bogactwo. Szalenie interesująca pod tym względem jest rozbieżność, jaka zachodzi między młodą, niewinną, ubraną w pidżamowy kostium Rutką a otaczającym ją światem: choć dookoła niej znajduje się wiele efektownych rekwizytów, a reżyser decyduje się na niemałą ilość spektakularnych rozwiązań, to postać Kucińskiej cały czas pozostaje na pierwszym planie, przykuwa uwagę widza.

Oglądając przedstawienie Wrocławskiego Teatru Lalek, zastanawiałem się jednak, czy w całym tym bogactwie inscenizacyjnym pojawia się jakaś prawda lub myśl, która powiedziałaby odbiorcy coś nowego o rzeczywistości. Owszem, twórcy pod pozornie niezobowiązującą historią o pokonywaniu złego króla przemycają kilka przemyśleń i obserwacji o tym, jak polityka i decyzje rządzących wpływają na nasze życie, jednak należy zapytać, czy robią to w sposób odpowiednio wyraźny i stanowczy. Choć władza w „Motylu” przedstawiona jest bez dookreślającego ją przymiotnika (co sprawia, że przedstawienie obrasta kontekstami i potencjalnymi znaczeniami), to mam wrażenie, że ostatecznie mało z tej wieloznaczności wynika. Twórcy ciekawie ujmują problem autorytarnej władzy, manipulacji, popkulturowego wpływu oraz nieodporności ludzi na to, co w telewizji, jednak wydaje się, że wszystko to, co wydarza się na scenie, jest dla widza oczywiste. Młodszy odbiorca może również tych kwestii w ogóle nie dostrzec, skupiając się na widowiskowo poprowadzonej walce bohaterskich postaci ze złym Złotoustym.

Wprawdzie „Motyl” nie ukazuje politycznych mechanizmów w zaskakujący sposób oraz raczej nie wzbudza u dzieci potrzeby bycia ostrożniejszym na wszelkie autorytety i przekazy medialne, to wrocławski pokaz z komiksową brawurą pokazuje, że współpraca i solidarność zawsze zwyciężają. Czczony przez dorosłych król upada, a jego zło, jak to zwykle bywa, okazuje się mieć źródło we własnym nieszczęściu i nieprzepracowanych lękach. Ciekawie zrealizowane przedstawienie, które z całą pewnością przypadnie do gustu młodszym widzom. Warto je zobaczyć.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL