Przedstawienie, nagrodzone prestiżowym Fringe First Award podczas Edinburgh Festival Fringe, jesienią będzie można zobaczyć nie tylko we Wrocławiu, ale również w Częstochowie i Warszawie. O fenomenie spektaklu, jego niezwykłym muzycznym języku oraz procesie twórczym opowiada jego reżyser i twórca Teatru Pieśń Kozła, Grzegorz Bral.
Powrót spektaklu nie jest przypadkowy. Jak przyznaje Bral, to przedstawienie od lat wykazuje niezwykłą żywotność.
– Ten spektakl nie chce umrzeć. Ma w sobie jakiś taki rodzaj siły, energii, struktury, który powoduje, że co pewien czas domaga się powrotu. Tego również oczekuje widownia. Gdy go obecnie wznawialiśmy, w ciągu dwudziestu czterech godzin sprzedaliśmy połowę miejsc na widowni we Wrocławiu. To jest niesamowite – mówi reżyser.
Jesienią „Pieśni Leara” zostaną zaprezentowane także poza Wrocławiem. Spektakl będzie można zobaczyć 24 października w Filharmonii Częstochowskiej im. Bronisława Hubermana, a dzień później – 25 października – dwukrotnie w warszawskim Teatrze Palladium.
Choć inspiracją pozostaje szekspirowski „Król Lear”, Bral podkreśla, że znajomość dramatu nie jest warunkiem odbioru spektaklu.
– To jest taki spektakl, w którym jestem przewodnikiem. Opowiadam o tym dramacie, ilustrując go muzyką i zdarzeniami, które są totalnie nielinearne, abstrakcyjne. Ale w momencie, kiedy ja o tym mówię, to wszystko nabiera sensu – wyjaśnia.
Twórca przyznaje również, że sam do dziś nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć, skąd bierze się wyjątkowa forma przedstawienia.
– Trochę jak u Samuela Becketta – jest to czyste, precyzyjne, nieskazitelne, nie ma tam jednego gestu za dużo ani jednego ruchu za mało. Nie wiem, jak ja to zrobiłem. Nie wiem. Jakiś przypadek i szczęście – dodaje.
Proces powstawania spektaklu znacząco odbiega od klasycznej pracy nad przedstawieniem. Bral rozpoczyna próby bez gotowej koncepcji inscenizacyjnej, pozostawiając przestrzeń na poszukiwania i twórczą niepewność.
– Na początku nie mam skonstruowanej wizji, jedynie ogólny pomysł. I szukamy. Podążając za Jerzym Grotowskim, kluczowa jest liminalność – stan przejściowy, zawieszenia. Odbieram aktorowi potrzebę grania, bo występowanie oznacza zakładanie maski społecznej. Forma pojawia się później, bo ona musi popłynąć z nieświadomości – tłumaczy.
Największym wyzwaniem podczas pracy okazało się zbudowanie konstrukcji spektaklu.
– Struktura. Gdy nie pracujesz linearnie, to zbudowanie struktury jest jak konstrukcja rytuału. Na samym końcu pracy, gdy już miałem wszystkie sceny, pomyślałem: jak to połączyć? Wówczas przyszedł mi do głowy pomysł, że stanę się przewodnikiem, kimś na kształt postaci z „Boskiej komedii” Dantego. I tak wytworzyła się struktura tego, co można zobaczyć na scenie – wspomina.
Centralnym elementem „Pieśni Leara” pozostaje jednak muzyka. To właśnie ona – a nie tekst – stanowi dla Brala prawdziwe źródło teatru.
– Uznałem, że skoro wszyscy robią teatr literacki, teatr słowa, to ja, w duchu tego, czego się uczyłem, chcę robić teatr, którego źródłem jest muzyka. Dla mnie ona jest początkiem teatru w ogóle. Zawsze zastanawiam się, jak brzmią dramaty, a nie tylko co znaczą, gdyż płyną one z serca. Ważne jest dla mnie ukazywanie ludzkiego dramatu poprzez muzykę, a nie tekst. Oddaję scenę uczuciom, a nie słowu – podkreśla.
Reżyser zwraca uwagę, że muzyka przez wieki była integralną częścią rytuałów i wspólnotowych doświadczeń.
– Muzyka jest modlitwą, welonem dla słów. Ona pomaga zrozumieć i poczuć słowa, dotrzeć do serca – mówi.
Dlatego w pracy z aktorami nie szuka technicznej perfekcji.
– W wykonaniu nie interesuje mnie perfekcja, doskonałość. Ciekawe są ludzkie pęknięcia. Wówczas tworzy się szczelina, z której buduje się muzyka, a widz może poczuć duszę aktora – przekonuje.
Jednocześnie podkreśla, że choć nie oczekuje śpiewaczej doskonałości, ogromną wagę przywiązuje do harmonii.
– Nasza muzyka nie musi brzmieć jak w filharmonii, ale powinna posiadać podstawową muzyczną klarowność, harmonię i czystość dźwięku. Na początku drogi było wielu słabo śpiewających aktorów. Z czasem doprowadziłem do stanu, w którym artyści naprawdę dobrze śpiewają i są świetnymi performerami. Bo najgorzej jest, jak spektakl nie brzmi – wówczas nie rezonuje – zaznacza.
Pytany o to, jak najlepiej przygotować się do obejrzenia „Pieśni Leara”, odpowiada krótko:
– Nie miej żadnych oczekiwań. Albo cię to wciągnie, albo odrzuci.
A co może zaskoczyć widza najbardziej?
– On sam. Myślę, że widz może być zaskoczony głębią przeżycia i współodczuwania, które dzięki temu przedstawieniu może otrzymać. Czegoś takiego na pewno nie da mu kino, film czy internet, gdyż jest to zbiorowe doświadczenie – podsumowuje Grzegorz Bral.
Jesienne prezentacje „Pieśni Leara” będą okazją do ponownego spotkania z jednym z najważniejszych spektakli w historii Teatru Pieśń Kozła – przedstawieniem, które od lat udowadnia, że teatr może opowiadać o człowieku przede wszystkim poprzez muzykę, emocję i wspólne doświadczenie.
Terminy pokazów:
- 24 października 2026, godz. 19.00 – Filharmonia Częstochowska im. Bronisława Hubermana
- 25 października 2026, godz. 16.00 i 19.00 – Teatr Palladium w Warszawie
Bilety dostępne są na stronie organizatora: artconstanta.com.
Organizatorem wydarzenia jest ART CONSTANTA Sp. z o.o.