W „Europie” Krzysztof Warlikowski – zgodnie z zapowiedziami – nie tylko próbuje opowiedzieć o mechanizmach dziedziczenia traum, lecz także rozlicza się z teatrem, jaki dotąd proponował. I gorzko konstatuje: dotychczasowe podejście do greckiej tragedii nie jest w stanie uratować współczesnej Europy, która wygodnie urządziła się we własnym sumieniu.
Antyczny teatr interesował Warlikowskiego od zawsze. Był przestrzenią, w której mierzył się ze współczesnym barbarzyństwem, a zarazem przynosił oczyszczenie. W „Europie” – kameralnym spektaklu opartym na dramacie urodzonego w Libanie Wajdiego Mouawada – na katharsis liczyć nie możemy. Nie tylko dlatego, że w świecie, w którym przyzwyczailiśmy się do oglądania zbrodni na ekranie, nie jest ono możliwe. Także dlatego, że odrzucamy je na własne życzenie.
Tak jak tytułowa Europa w powściągliwej interpretacji Andrzeja Chyry – gotowa przyznać się do winy w zaciszu sumienia, lecz przy włączonej kamerze wymownie milcząca. Wygodnie bowiem urządziła się w szwajcarskim mieszkaniu (symbolu neutralności), kreując wizerunek statecznej, rozdającej karty damy, która jednak w rozgrywce nie bierze udziału. Motyw ten dobitnie wzmacnia mocna historia Zachariasza (Bartosz Gelner), oskarżonego o morderstwo i kanibalizm, oraz jego matki Wedii (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik). Choć próbuje ona wypełniać rolę matki, wskazując synowi moralnie właściwą drogę, sama – obciążona traumą pokoleń – nie potrafi przerwać łańcucha dziedziczenia win.
Europa, wzorem antycznych bogów oczyszczająca sumienie, nieświadomie przerzuca traumy na córki. Te poznaniem ich źródeł nie są jednak zainteresowane. Jovette (Maja Ostaszewska) otwarcie deklaruje, że nie obchodzi jej zło, którego nie widziała i nie popełniła. Warlikowski celowo wygasza emocjonalne napięcia: spektakl przypomina reportaż, w którym osobiste historie pełne są wewnętrznych poruszeń, lecz całość, opierając się wyłącznie na faktach, pozostaje sucha i bezemocjonalna. To jednocześnie słabość i siła tego przedstawienia. Gdy nie ma emocji, nie może być mowy o katharsis.
Reżyser unieważnia również mechanizm deus ex machina, pytając, jak dziś zakończyć tragedię, skoro nie możemy liczyć na boską interwencję. To my odpowiadamy za destrukcję dziedzictwa, które kiedyś porządkowało świat. Głośną, współczesną muzyką sami zniszczyliśmy Partenon, choć jeszcze chwilę wcześniej udawaliśmy, że próbujemy go ratować (świetna Magdalena Popławska w roli Megere).
„Europa” ukazuje rzeczywistość pesymistyczną, niemożliwą do ocalenia. Antyk i teatr stają się tu narzędziami diagnozy, nie naprawy. Warlikowski podsumowuje tym gestem własną twórczość, analizuje dziedziczenie win i świadomą bezradność Europy, a zarazem celowo odcina widza od oczyszczenia. Pozostawia go z poczuciem pustki i pytaniem, czy współczesny teatr może jeszcze wywoływać zmianę. Wygląda jednak na to, że dzisiejsza Europa jest zbyt chora, by teatr mógł ją uleczyć.
Nowy Teatr