(Nie) zwyczajna rewia

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

(Nie) zwyczajna rewia

„Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” Harolda Rome w tłumaczeniu i reżyserii Jacka Mikołajczyka w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu – pisze Wiesław Kowalski. Teatralne rewie, kojarzące nam się głównie z rozświetlonymi schodami i girlsami z “piórami w dupie”, z kostiumami mieniącymi się złotem cekinów, pojawiają się najczęściej w okolicach karnawału i nawiązują przede wszystkim do estetyki nocnych...
Opublikowano: 2020-01-06

„Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” Harolda Rome w tłumaczeniu i reżyserii Jacka Mikołajczyka w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu – pisze Wiesław Kowalski.

Teatralne rewie, kojarzące nam się głównie z rozświetlonymi schodami i girlsami z “piórami w dupie”, z kostiumami mieniącymi się złotem cekinów, pojawiają się najczęściej w okolicach karnawału i nawiązują przede wszystkim do estetyki nocnych kabaretów paryskich, dostarczając czystej rozrywki bez jakichkolwiek podtekstów. Z reguły jest to kolaż różnych piosenek, tańców, zmieniających się jak w kalejdoskopie kostiumów, okraszony nie zawsze dowcipnymi zapowiedziami konferansjera i wpadającą do ucha muzyką. Oczywiście pojawiają się sporadycznie próby przełamania tego gatunku scenicznego, któremu w klasycznej formie hołduje wciąż Teatr Sabat Małgorzaty Potockiej – niedawno na przykład Janusz Marchwiński z Edwardem Pasewiczem przygotowali w Krakowie spektakl pt. “My z ZMP – komunistyczna rewia”, w którym bohaterami uczyniono młodych ludzi szukających sposobów na znalezienie swojego miejsca w czasach zdeterminowanych ideologiczno-fanatycznym zacietrzewieniem.  

Jacek Mikołajczyk w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu podjął się bez wątpienia ryzykownego zadania, sięgając po amerykańską rewię „Pins and Needles”, która na Scenie Robotniczej w Nowym Jorku pojawiła się w 1937 roku z piosenkami skomponowanymi przez Harolda Rome i zagrana została ponad tysiąc razy. Warto zachęcić do przeczytania materiału zawartego w programie do spektaklu, w którym sam reżyser i tłumacz w historycznym skrócie przedstawia genezę powstania Federal Theatre Project i jego zaangażowania w sprawy jednocześnie związkowe, polityczne i kulturalne. Efektem mariażu polityki z teatrem było również wystawienie rewii „Pins and Needles”, w której zagrały kobiety na co dzień pracujące w przemyśle tekstylnym Nowego Jorku i działające w związkach zawodowych.

Jacek Mikołajczyk jest zbyt wytrawnym znawcą teatru musicalowego, do tego doświadczonym tłumaczem, by nie wiedzieć, że przenoszenie “jeden do jeden” tekstów z kultury anglosaskiej, tym bardziej tych napisanych w latach trzydziestych XX wieku, może być zgubne w próbach skomunikowania się z widzem, dla którego realia amerykańskie mogą być zupełnie obce czy mało znane. Tym bardziej, że w „Szpileczkach i igiełkach” zaangażowane piosenki o politycznych treściach bardzo wyraźnie nawiązywały do tego, co w tamtych czasach było źródłem wszystkich światopoglądowych i ideologiczno-społecznych sporów. Podjęte przez Mikołajczyka decyzje swoją radykalnością dotykają już samego tytułu przedstawienia, które brzmi teraz „Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza”. Wszyscy realizatorzy spektaklu zdecydowali się na przeniesienie piętnastu prezentowanych piosenek  w nasze współczesne realia, nie pozbawione aluzji do samego Śląska,  co widać zarówno w industrialnej scenografii Grzegorza Policińskiego, jak i w kostiumach Ilony Binarsch. Znakomicie też w tę konwencję rozsadzania naszych rodzimych mitów, również górniczo-stoczniowych, wpisuje się choreografia Jarosława Stańka i Katarzyny Zielonki, którzy musieli poskromić tutaj swoje temperamenty i ruch podporządkować działaniom dużo mniej spektakularnym i widowiskowym. Ale i tak robotniczo-fabryczne oprzyrządowanie w rękach aktorów ogrywane jest imponująco.

Na sukces rewii w teatrze składa się przede wszystkim właściwy dobór repertuaru, będący podstawą pomysłu inscenizacyjnego, podparty dobrą muzyką i elementami tańca, a także umiejętność kontrastowania poszczególnych tematów, point czy scenicznych efektów, również predyspozycje wokalno-aktorskie aparatu wykonawczego, który nie może zgubić charakterystycznego dla rewii szybkiego tempa, może nawet nieco nerwowego rytmu. Ostatni warunek zostaje w sosnowieckim spektaklu spełniony w sposób absolutnie doskonały, albowiem rolę antreprenera przyjmuje na siebie jedna z robotnic, Mirosława Żak, która musi wystąpić – jak się okazuje w finale – za Oliviera Janiaka, który zjawia się dopiero pod koniec spektaklu, ale na scenę już trafić nie zdąży. To Żak rozdaje karty w tym przedstawieniu, z wdziękiem myląc nazwiska aktorów i tytuły prezentowanych piosenek, „niepostrzeżenie” stara się też pomagać w kolejnych zmianach dekoracji, czasami podrzuci jakiś rekwizyt, by w finale popisać się brawurowo wykonaną piosenką „Nikt nie próbuje wyrwać mnie” i samymi tytułami utworów dokonać swoistego resume tego wyjątkowego i nie pozbawionego pikanterii spektaklu – choć traktującego przecież o zwyczajnych, prostych  ludziach, którzy tak jak wszyscy inni poszukują sensu życia w miłości („Czym miłość jest?” w znakomitym wykonaniu Beaty Deutschman, „Mam prawo zakochać się” Ewy Kopczyńskiej i Przemysława Kani, „We dwoje związek” z – roznegliżowanymi inaczej – Jakubem Sielskim i Małgorzatą Saniak-Grabowską) i potrafią odnaleźć wspólną radość tworzenia zarówno w rewii, jak i w działaniach ruchu związkowego.

Oczywiście, wszystko co oglądamy na scenie, włącznie z przywołaniem uczty Baltazara  czy „Czterech aniołków pokoju” (Deutschman, Saniak, Krzysztof Korzeniowski, Tomasz Muszyński jako włodarze USA, Rosji, Turcji i Korei Płn.), a także zawołaniem Tomasz Kocuja „Tak bardzo chciałbym być agentem”,  ma charakter nieco prześmiewczy i trzeba to traktować z przymrużeniem oka,  a nie nazbyt dosłownie. Choć ostrze satyry skierowane w nasze narodowe skłonności i przywary bywa tutaj – dzięki znakomitym tekstom Jacka Mikołajczyka, potrafiącego “wąchać czas” – bardzo inteligentne, zabawne i dowcipne, to jednak momentami drobnymi szpileczkami i igiełkami obnaża absurdy otaczającej nas rzeczywistości.


Fot. Maciej Stobierski

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL