Nadchodzi strata

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Nadchodzi strata

“Nadchodzi chłopiec” wg powieści Han Kang w reż. Marcina Wierzchowskiego w Narodowym Starym Teatrze – pisze Agata Łukaszuk. Po świetnym i wielokrotnie nagradzanym „Sekretnym życiu Friedmanów”, którego poszczególne sceny rozgrywały się w przestrzeniach sceny Stolarnia nowohuckiego Teatru Ludowego, Marcin Wierzchowski zaprasza widzów w podróż przez główny gmach Starego Teatru. By wziąć udział w tej niezwykłej...
Opublikowano: 2019-12-10

“Nadchodzi chłopiec” wg powieści Han Kang w reż. Marcina Wierzchowskiego w Narodowym Starym Teatrze – pisze Agata Łukaszuk.

Po świetnym i wielokrotnie nagradzanym „Sekretnym życiu Friedmanów”, którego poszczególne sceny rozgrywały się w przestrzeniach sceny Stolarnia nowohuckiego Teatru Ludowego, Marcin Wierzchowski zaprasza widzów w podróż przez główny gmach Starego Teatru. By wziąć udział w tej niezwykłej teatralnej przygodnie, trzeba zarezerwować sobie sporo czasu — spektakl trwa pięć godzin. Warto też wyposażyć się w ciepłe ubrania, by z teatru nie wyjść z przeziębieniem.

Pierwsza, „chodzona” część spektaklu zrealizowana została na podstawie niepublikowanej dotychczas w Polsce powieści koreańskiej pisarki Han Kang (przekład: Justyna Najbar-Miller, polskie wydanie książki ma ukazać się w przyszłym roku). Wędrówka przez kolejne przestrzenie budynku przy Jagiellońskiej, również te niedostępne na co dzień i nieznane widzom, to podróż w czasie do odległej Korei lat osiemdziesiątych, okresu dyktatury Chun Doo-hwana i związanych z nią licznych demonstracji. Podczas jednej z nich ginie Tong-Ho (Maciej Sajur) — młody chłopak, w tłumie poszukujący swojego przyjaciela (Szymon Czacki). Poznajemy okoliczności jego śmierci, uczestniczymy w identyfikacji ciał ofiar manifestacji, przygotowaniach do pogrzebu, poznajemy rodzinę i przyjaciół zmarłego. Oglądamy też archiwalne zdjęcia masakry w południowokoreańskim mieście Gwangju.

Kameralny, pięciogodzinny spektakl to właściwie teatralne doświadczenie, w którym uczestniczyć może zaledwie kilkadziesiąt osób. Ta niewielka grupa widzów gromadzi się przed dużym ekranem w górnym foyer. Przez kolejne przestrzenie teatru poprowadzi nas przewodniczka (Beata Paluch). Poznajemy ją, gdy komentuje zdjęcie przedstawiające kolegów i koleżanki uczące się z nią w podstawówce. Opowiada o swoich szkolnych przyjaciołach, o przedłużających się wspólnych powrotach do domu po lekcjach, gdy trudno było się rozstać, a spędzanie czasu razem było najlepszą rozrywką.

Podążając jej śladem, trafiamy na salę gimnastyczną, ciekawie zainscenizowaną w Sali Modrzejewskiej (bardzo dobra scenografia Anny Marii Karczmarskiej). To tutaj zwożone są ciała kolejnych ofiar. Nie widzimy jednak samych ciał, a porozrzucane ubrania, które pracujące tutaj dziewczyny starają się uporządkować i przypisać do poszczególnych ofiar. Głównodowodzącą tej tragicznej operacji jest Sôn-Ju (Urszula Chrzanowska), która zdaje się nie ulegać emocjom, jako jedyna potrafi trzeźwo ocenić sytuację i pokierować pomagającymi jej koleżankami. W głębi sali ustawiono trumny okryte flagą i choć widoczne są tu koreańskie barwy narodowe, a postaci zwracają się do siebie koreańskimi imionami — z przedstawienia nie dowiemy się za dużo o koreańskiej historii. Wydarzenia lat osiemdziesiątych, w tym masakra w Gwangju, są dla twórców spektaklu pretekstem, by zająć się uniwersalnymi tematami i snuć rozważania o niesprawiedliwym losie, niekończącej się żałobie, nieprzepracowanej traumie i poczuciu winy. Ta posępna i poważna opowieść o trudnych doświadczeniach życiowych i próbach poradzenia sobie z nimi może przytłaczać nadmiarem smutku, bólu i cierpienia.

Przejmująca jest scena rozmowy matki (świetna Dorota Pomykała) i braci zmarłego Tong-Ho w kuchni zorganizowanej na zapleczu Sceny Modrzejewskiej. Kobieta nie może pogodzić się ze stratą ukochanego syna i każdą kolejną rocznicę jego śmierci traktuje tak, jakby była pierwszą. Sama utraciła chęć życia i pogrąża się w apatii. Każdy z dwóch braci z żałobą radzi sobie na swój sposób. Ka (Zbigniew W. Kaleta) sięga po alkohol i rzadko trzeźwieje. Yu (Juliusz Chrząstowski) na co dzień mieszka z żoną w odległym Seulu i etap żałoby zdaje się mieć już za sobą — ciągle jednak ma pretensje do Ka, że nie uchronił Tong-Ho przed śmiercią. Poruszająca jest także scena rozgrywająca się w przestrzeniach MICETU — wchodzimy do szarej i ponurej sali komputerowej, w której pracuje Sôn-Ju — niegdyś odważna aktywistka organizująca pomoc podczas demonstracji. Teraz – wskutek traumatycznych doświadczeń — jest kobietą, w której nie ma już chęci życia, a jedynym sposobem na przetrwanie staje się nudna, ale bezpieczna praca w biurze. Bez życia w sobie jest niczym lalka (projekt i wykonanie Olga Ryl-Krystianowska), którą ktoś musi wprawiać w ruch — warto docenić pracę Urszuli Chrzanowskej, która tak animuje lalkę, że trudno oderwać od niej wzrok.

Druga, „siedząca” i dopisana część przedstawienia (scenariusz: Marcin Wierzchowski i Daniel Sołtysiński) rozgrywa się natomiast na Dużej Scenie. Widzowie zajmują miejsca na widowni, by na kolejne dwie godziny znów przenieść się w czasie — tym razem w nieodległą przyszłość. Oto Polska w roku 2028, siedem lat po tragicznej śmierci młodego mężczyzny, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego matka (Lidia Duda) nie może poradzić sobie z bólem i pustką po śmierci syna. Tajemnicza tragedia nie daje też spokoju jego siostrze (Paulina Puślednik), która przyjeżdża zza granicy na ekshumację, identyfikuje ciało brata i postanawia ustalić, co naprawdę wydarzyło się przed laty. Ta część spektaklu jest nieco mniej posępna, bardziej zniuansowana i podszyta odrobiną czarnego humoru, co daje trochę wytchnienia.

Pozornie niezwiązane ze sobą historie: jedna – o minionych wydarzeniach z odległego zakątka świata, druga — wymyślona opowieść z niedalekiej przyszłości w Polsce, łączy temat traumatycznych doświadczeń, które mogą stać się udziałem każdego, przyjść nagle, wyrwać ze strefy komfortu i pozbawić poczucia bezpieczeństwa, by bezpowrotnie odmienić życie. Gdy nadchodzi strata, trudno o instrukcję postępowania. W spektaklu również próżno szukać odpowiedzi. W obliczu sytuacji beznadziejnej każdy ma własną drogę do przejścia.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL