Mistycyzm, wielkie namiętności i echa nadziei w arcydramacie Słowackiego

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Mistycyzm, wielkie namiętności i echa nadziei w arcydramacie Słowackiego

O spektaklu „Ksiądz Marek” Juliusza Słowackiego w reż. Jacka Raginisa w Teatrze Klasyki Polskiej w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Opublikowano: 2024-04-27
fot. Dominika Woźniak

Jeden z dramatów mistycznych Juliusza Słowackiego, napisany w 1843 i wydany w tym samym roku w Paryżu, wciąż działa na wyobraźnię i nadal czeka na następne odkrycia, które nie kłócą się z duchem nadanym mu przez autora. „Ksiądz Marek” fascynuje wizjonerstwem, apokaliptycznym niepokojem, uwodzi bogactwem wątków i wciąż – jako dzieło wielkiego geniusza – lśni pełnym blaskiem. Mistrzostwo w konstruowaniu intrygi, różnorodność postaci, skomplikowanych osobowości silnie osadzonych w psychologii człowieka, na tle przełomowych wydarzeń z dziejów polskiego narodu decydują o jego wartościach dramaturgicznych. W Teatrze Klasyki Polskiej arcydzieło polskiej literatury zyskuje odpowiednią oprawę, tu można poczuć ludzkie emocje zamknięte w słowo, gest, muzykę. Reżyser Jacek Raginis doskonale wie, jak pokazać naszego wieszcza. Z jednej strony widać jego dystans wobec tekstu, a z drugiej silną myśl przewodnią i zdecydowany przekaz, bez dwuznaczności. Treść samego dramatu wcale nie jest prosta. „Ksiądz Marek” należy do utworów rzadko inscenizowanych, ponieważ twórców zniechęca dość luźna budowa dramatu, z obfitością intensywnych scen i obrazów, przeplatających się losów narodu i losów jednostek, których sens i powiązania widać dopiero z innej, boskiej perspektywy (tak to widział autor). Rzecz jasna współcześni reżyserzy nie rezygnowali z realizacji – było ich kilka, mniej lub bardziej udanych. Czy wystawiane w Teatrze Klasyki Polskiej widowisko da odpowiedź na pytania stawiane sobie przez Polaków, dla których słowo „patriotyzm” ma znaczenie? Słowacki, geniusz, „który królom był równy”, wiedział co robi… .

Akcję dramatu oparł Słowacki na niezwykle ważnym dla jego pokolenia romantyków epizodzie pierwszego polskiego zrywu narodowościowego – konfederacji barskiej. W roku 1768 wojska rosyjskie, połączone z oddziałami wiernymi królowi Stanisławowi Augustowi dowodzonymi przez Franciszka Ksawerego Branickiego (w utworze zwanego Braneckim), przygotowują się do zdobycia Baru. Bohaterem poematu jest ksiądz Marek Jandołowicz, kaznodzieja, superior klasztoru karmelitów w Barze i natchniony prorok konfederacji. Słowacki, na potrzeby dzieła, przekształca trochę prawdę historyczną, czyniąc autentyczną osobę księdza Marka symbolem woli Opatrzności, apoteozą nowej Polski i tym, który w imię wyższych celów musi ponieść ofiarę. Twórca dodaje tu wątek jego śmierci podczas konfederacji, choć naprawdę zmarł w 1799 roku. Jednak trzeba pamiętać, że na rzeczywistość historyczną poeta nałożył rzeczywistość pozaziemską, nadprzyrodzoną, służącą podkreśleniu wizyjności dziejowego misterium. Bar i to, co się tam wydarzyło są dla niego pretekstem do opowiadania o polskości, wyłożenia głębszego sensu historii, w której pozorna klęska jest początkiem nowej rzeczywistości.

„Dla mnie bardzo ważna jest narracja napędzana słowem, w której tekst jest niezwykle istotny” – mówił swego czasu w Trójce Jacek Raginis-Królikiewicz. Wyraźnie to widać w jego „Księdzu Marku”, gdzie teatr wojny i bohaterów reżyser pokazuje nie tylko w kontekście historycznym, ale szuka też nowoczesnej formy ekspresji scenicznej. W dramacie mistycznym Juliusza Słowackiego dostrzega ogromny potencjał, który czytać należy z odpowiednią uwagą, by dostrzec sens rozgrywających się wydarzeń. Jacek Raginis dochowuje wierności myśli autora, wskazując jednocześnie współczesne oblicza dzieła, w którym eksplozja polskości niesie nadzieję, choć wymaga cierpienia. Dzięki temu misterium męczeństwa i zmartwychwstania nie wydaje się anachroniczne. W inscenizacji, która od początku budzi podziw rozmachem występuje kilkudziesięciu aktorów. Gwar głosów, rozmowy, przemieszczający się tłum, przenikające się dźwięki i słowa pieśni mogą przyprawić o zawrót głowy, ale też nadają widowisku rys wyjątkowo pociągającej wizji. Wybitny utwór jawi się jako celowy kolaż pełnych ekspresji scen, zarówno w wymiarze ludzkim, jak i pozaziemskim i dopiero całość pozwala docenić celowość koncepcji twórców – i autora, i reżysera.

Całość  jest niezwykle dynamiczna, bez niepotrzebnych miejsc, momentów statycznych i nużących. Gdy zmieniają się sceny, w tle słychać radiowe komunikaty z wojny wypowiadane w różnych językach, w których spikerzy kolejnych stacji radiowych komentują aktualną sytuację na froncie za wschodnią granicą Polski. Nawiązania do okupacji Ukrainy przez Rosję, wzmocnione jeszcze przez projekcje wideo, są kolejnym, ciekawym pomysłem reżyserskim i dodatkowo podkreślają aktualność oraz metaforyczność inscenizacji. Dawne dzieje splatają się ze współczesnymi akcentami, a koło historii zatacza krąg.

W adaptacji reżyser wykorzystuje fakt, iż stosowany przez Słowackiego język – ośmiozgłoskowiec sylabiczny (perła sama w sobie), wpływa na wyraźną rytmikę wypowiedzi i wzmaga uwagę odbiorcy, intryguje. Jest jędrny i giętki, a aktorzy doskonale potrafią wykorzystać jego bogate, wewnętrzne zróżnicowanie stylistyczne, odpowiadające charakterom postaci dramatu. Odpowiedni szyk wyrazów, niezwykła wersyfikacja i rytm oraz związana z nim melodia podnoszą walory emocjonalne utworu. Wspaniale brzmi ów styl w monologu, w dialogu, doskonale łączy się z dynamicznymi metaforami, wszystko w zależności od sytuacji. Ale owe niuanse wymagają od aktorów wypracowanej, wyćwiczonej i perfekcyjnej dykcji. Posługując się językiem arcymistrza słowa, doskonale radzą sobie oni z zawiłą składnią, nie gubiąc przy tym rytmiki.

W „Księdzu Marku” Słowacki wspaniale sportretował różne typy ludzkie, a ich osobiste dramaty i uzasadnione przebiegiem akcji zachowania umieścił na tle wydarzeń historycznych. W ten sposób pokazał, jak pycha, dbałość o własne interesy, nieuczciwość i chęć zemsty niosą zgubę i moralną klęskę. Takie rozliczenie z narodowymi przywarami i z brzemiennymi w konsekwencje skutkami prywaty kłuło w oczy. I dziś nadal kłuje. Aktorzy opisywanej inscenizacji czują ów kontekst, katastroficzny nastrój z kroplą nadziei i podążają za autorem, szukając jednocześnie aktualnych akcentów w budowanych kreacjach.

W tytułowego księdza Marka wciela się Jarosław Gajewski. „Bożego rycerza” gra z niezwykłą charyzmą, kunsztownie operując głosem, zmieniając intonację, barwę i natężenie. Korzysta z bogatego doświadczenia, z żywotności i elastyczności w podejściu do każdej roli. Wielki indywidualista pozostaje wiernym wizji romantycznego poety, ale dodaje swej postaci sporo ludzkiej uczuciowości. Tworzy pełnokrwistego bohatera, z powodzeniem broniąc swoich racji. Jest w nim i siła i pokora słabości w ludzkim zmaganiu z teraźniejszością oraz przeczuciem przyszłości. Uczuciowe pojedynki toczy z wielką mocą, ekspresją, a jednak bez kropli przesady. W rolę porywczego, hardego Kosakowskiego sugestywnie wciela się Sebastian Fabijański, który tryska żywiołową energią, z jednego uczucia płynnie przechodzi w drugie, zmienia się w ruchu, w krzyku. Wyczuwa i łączy w spójną całość porywy entuzjazmu, smutek, ironię, radość oraz rozpacz. Uzasadniając duchową przemianę, zrzuca strój hulaki i beztroskiego awanturnika, by przeistoczyć się w prawdziwie romantycznego bohatera, niezłomnego duchem.

Julia Łukowiak jako Żydówka Judyta to kobieta pełna paradoksów, w której potrzeba miłości, przyziemne namiętności i chęć zemsty mieszają się z heroizmem. Poprzez chrzest córa izraelskiego narodu staje się wojującą dziewicą, nowotestamentową Judytą – Salome. Nowy stan ducha, nagły zwrot w rozmowie oznaczają u niej inny sposób zachowania i wzmacniane są przez aktorkę rytmem wypowiadanych fraz, niezwykle plastycznym, opartym na geście, śmiechu, grymasie. Jej tęsknota za niespełnionymi marzeniami powoduje, że popada z jednej skrajnej emocji w drugą, łącząc płynnie ekstazę z rozpaczą, liryzm z trywialnością, nadzieję z przeczuciem wszechogarniającej beznadziejności, pustką i wybuchami gniewu. Ileż smutku, niewinności i poczucia osamotnienia jest w tej roli, w owej misternej konstrukcji postaci żydowskiej, którą tak wnikliwie, mocno, zmysłowo i niejednoznacznie odmalował Słowacki! Wszyscy aktorzy grają bardzo dobrze, podkreślając odmalowane przez autora wielkie uczucia, osobiste, przyziemne swary i wady bohaterów. Kreczetnikow, w którego wcielił się Michał Chorosiński jest kolejną udaną kreacją tego spektaklu. Aktor z wyczuciem oddaje charakter bystrego Rosjanina, świetnego polityka. Poprzez gest, niedbałe słowo, gwałtowność ruchu. Jest w tej roli nieco ironii, maniery – celowo wprowadzonej i ożywczej. Znakomicie partneruje mu Ksawery Szlenkier jako Branecki – po trosze groteskowy, na modłę francuską ugrzeczniony, choć to tylko pozory. Pod eleganckim strojem kryje się u niego intryganctwo, dwulicowość i hipokryzja. Warto docenić i innych aktorów, którzy – choć czasem tylko chwilę goszczą na scenie – budują całość tej inscenizacji, nadają jej koloryt i klimat – Krzysztof Krupiński jako Rabin, Leszek Zduń – Marszałek Krasiński, Dariusz Kowalski – Regimentarz, Michał Barczak w roli Puławskiego oraz Maciej Wyczański – Towarzysz i Bartosz Turzyński jako Suwarow, Moskal, a także inni, na przykład Maciej Kozakoszczak jako Artylerzysta. Scenografia Aleksandry Redy nie jest nadmiernie rozbudowana, ale dobrze podkreśla zmienność i barwną obrazowość wpisaną w tekst, dodaje ostrzejsze kontrasty wzmagające napięcie i wynikające z niezwykłej kompozycji arcydramatu. Plastyczne kompozycje o symbolicznej wymowie ożywia choreografia Jarosława Stańka i Katarzyny Zielonki oraz zwracająca baczną uwagę muzyka Marcina Pospieszalskiego.

Wniosek? Aby się nacieszyć geniuszem Słowackiego warto wybrać się do Teatru Klasyki Polskiej. Dzieło „najpotężniejszego rzeźbiarza posągów duchów”, jak pisał o nim Cyprian Kamil Norwid, jawi się tu w pełnej krasie!

fot. Dominika Woźniak

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL