Mistrz obecności. Felieton z okazji urodzin Krzysztofa Gosztyły

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Mistrz obecności. Felieton z okazji urodzin Krzysztofa Gosztyły

Niepowtarzalny głos. Sceniczna dyscyplina. Wrażliwość, która nie szuka poklasku, ale porozumienia.

Opublikowano: 2025-10-21
fot. Teatr Ateneum w Warszawie

Krzysztof Gosztyła – aktor, którego się nie ogląda, tylko którego się słucha, czuje i zapamiętuje.

Nieczęsto zdarza się aktor, którego obecność na scenie daje poczucie obcowania z czymś więcej niż tylko z rzemiosłem. W przypadku Krzysztofa Gosztyły – jubilata dzisiejszego dnia – to „więcej” ma kształt głosu. Niepowtarzalnego, hipnotycznego, głębokiego jak studnia bez dna. Ale byłoby błędem zredukować jego sztukę jedynie do barwy i tembru. Bo choć jego głos to żywioł, który mógłby sam z siebie poruszać dekoracje i rozsiewać dramaturgię po kątach sceny – to Gosztyła gra całym sobą. Precyzyjnie, z klasą, z niesamowitą świadomością słowa i gestu. Miałem szczęście widzieć go wielokrotnie – i każdorazowo było to spotkanie, które zostaje z człowiekiem na długo.

Pamiętam jego Reginalda Pageta w Kwartecie Ronalda Harwooda – to była rola, która przynosiła ukojenie. W postaci starzejącego się śpiewaka Gosztyła odnalazł zarówno ironiczny dystans, jak i autentyczne wzruszenie. Mówił o przemijaniu bez patosu, ale z godnością. Był jak baryton, który już nie unosi się w pełnej sile, ale potrafi jeszcze jedną frazą opowiedzieć całe życie. Nie był gwiazdą sceny – był jej filarem.

Zupełnie inny ton uderzył w spektaklu Dwór nad Narwią Rymkiewicza. Jako Jenerał, Gosztyła niósł na barkach nie tylko kostium, ale i cały ciężar idei, które ta postać reprezentuje. Jego obecność była jak granit – zimna, nieustępliwa, a jednak boleśnie ludzka. Tego wieczoru teatr stał się miejscem, gdzie historia nie tylko przemawiała, ale gdzie patrzyła w oczy – i robiła to głosem Gosztyły.

W Trans-Atlantyku Gombrowicza był Tomaszem, i tutaj pokazał inną twarz – aktora, który w absurdzie i grotesce porusza się z taką samą pewnością, jak w klasycznym dramacie. Jego gra była precyzyjna jak szwajcarski zegarek, ale nigdy zimna – każdy gest, każde słowo miało znaczenie. Jego Tomasz nie był jedynie postacią – był metaforą, prowokacją, kluczem do zrozumienia tekstu.

Kiedy Gosztyła pojawił się na scenie w Kandydzie, grając kilka ról – Filozofa Marcina, Oficera, Gubernatora Buenos Aires – miałem wrażenie, że oglądam aktora o niespotykanej plastyczności. Przeskakiwał między postaciami, zmieniał ton, tempo, maski – a jednak zawsze pozostawał sobą. To nie był teatr transformacji. To był teatr wszechstronności.

Z kolei Kalmita w Chłopcach Grochowiaka – rola gorzka, mocna, szorstka – pokazała Gosztyłę jako aktora, który potrafi rozbrajać widza z emocjonalnych pancerzy. Był jak uderzenie w splot słoneczny – nieoczekiwane, celne, pozostające na długo.

I jeszcze Caribaldi w Sile przyzwyczajenia Bernharda – kreacja, która działała jak powolne odkręcanie śruby. Gosztyła doskonale oddał natręctwo, pasję i tragiczną śmieszność tej postaci. To był teatr wymagający – i jako widz czułem się zobowiązany, by podążać za nim do końca, bez mrugnięcia okiem.

Nie sposób nie wspomnieć jego legendarnego już Tyrezjasza w Królu Edypie w reżyserii Gustawa Holoubka. Gdy pojawiał się na scenie – powietrze gęstniało. Jego słowa brzmiały jak wyrocznia, ale nie dlatego, że wypowiadał je starzec z mitologii. To Gosztyła napełniał je znaczeniem. Był głosem tragedii – nie tylko postacią.

A przecież był też Don Kichotem – w Człowieku z La Manchy. Połączenie marzenia, obłędu i godności w jego wykonaniu zrywało z łatwym sentymentalizmem. Jego Alonso Kichana nie był oderwanym od świata dziwakiem. Był głosem wszystkich, którzy wbrew rozsądkowi chcą wierzyć w piękno.

W Pieszo Mrożka – jako Grajek – był przewodnikiem przez absurd. Czasem wydawał się kpiący, czasem zadumany, ale zawsze obecny.

Dziś, gdy Krzysztof Gosztyła obchodzi swoje urodziny, chciałbym – jako widz i człowiek teatru – podziękować. Za każdą rolę, za każdą chwilę ciszy i każdy dźwięk, który pozostaje w uchu długo po tym, jak zapadnie kurtyna. Za aktorstwo, które nie próbuje krzyczeć, ale mówi. I za to, że w tym wszystkim nie zapomina o nas – tych, którzy patrzą.

https://teatrateneum.pl/?p=564

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL