Miłość pozorna, w poezji skąpana

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Miłość pozorna, w poezji skąpana

O spektaklu „Miłość czysta u kąpieli morskich” Cypriana Kamila Norwida w reżyserii Zbigniewa Brzozy w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie pisze Anna Czajkowska. „Miłość czysta u kąpieli morskich” – jakże trudno w tym ostatnim, znanym dramacie Cypriana Kamila Norwida rozpoznać wieszcza, który kojarzy się czytelnikom z poważną, refleksyjną poezją. A tu jest zupełnie inaczej...
Opublikowano: 2023-09-01

O spektaklu „Miłość czysta u kąpieli morskich” Cypriana Kamila Norwida w reżyserii Zbigniewa Brzozy w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie pisze Anna Czajkowska.

„Miłość czysta u kąpieli morskich” – jakże trudno w tym ostatnim, znanym dramacie Cypriana Kamila Norwida rozpoznać wieszcza, który kojarzy się czytelnikom z poważną, refleksyjną poezją. A tu jest zupełnie inaczej – ironia, komediowe postaci i Norwid w roli kpiarza. Językowo wyrafinowany utwór, mimo pozorów lekkiej formy, dla reżyserów i twórców stanowi jednak nie lada wyzwanie. Mimo to warto wnikać weń głębiej, choćby dla piękna języka, liryzmu i dialogu niedopowiedzeń w koronkowo-kunsztownej, poetyckiej formie. Tak było w przypadku reżysera Zbigniewa Brzozy, który zainteresował się tym krótkim dramatem już dość dawno. Jego autorska koncepcja pozwala spojrzeć na pełen uroku żart Norwida w nieco odmienny sposób. Reżyser podkreśla, że postanowił pokazać widzom „sztukę o starych ludziach, którzy zmagają się z brakiem miłości”. Czy właśnie tak mógł myśleć Norwid i czy publiczność odnajdzie w inscenizacji Brzozy klucz do dramaturgii autora „Promethidiona”? Brzoza uwypukla karykaturalne rysy postaci, ale daje im coś więcej – ruch, taniec jako wyraz wewnętrznych zmagań i rozterek. W ten sposób to, co nieuchwytne, podświadome, staje się cielesne, malarskie, obrazowe. I wciąż dla nas zrozumiałe, choć napisane prawie 150 lat temu. W dodatku nie traci nic ze swej genialnej pod względem techniki dramatopisarskiej formy.

Rzecz dzieje się w nadmorskim kurorcie w Normandii, a ostre pióro komediopisarza bez wahania kreśli frazy powiązane z własnym, wcześniejszym dramatem. Norwid z dystansem patrzy na czwórkę bohaterów, których pierwowzory znajdziemy w „Pierścieniu Wielkiej Damy” i nie wykazuje wyrozumiałości dla ich rzekomych miłości – fałszywych, ale pozornie serio. Miłość ulega tu raczej rozkładowi niż eksplozji, choć rzecz jasna pozostaje upragnioną, niezmiennie modną i… czystą. Po prostu ironia w najlepszej formie – wszystkie postaci tej jednoaktówki korzystają przecież z oczyszczających zalet morskich kąpieli. W ujęciu Zbigniewa Brzozy sztuka Norwida nie jest opowieścią o ludziach młodych – bohaterowie celowo zostają postarzeni, dźwigają bagaż smutnych doświadczeń i kulą się z braku miłości. Żałośni, śmieszni w swych egzaltacjach i deklaracjach. Budzą raczej współczucie niż śmiech, nie przerażając ani trochę swymi „myślami samobójczymi”. Niezdolni już do działania, u kresu życia wciąż udają i grają, choć nie mają dla kogo i po co. Nie dostrzegają własnej śmieszności i sztuczności, krążąc zgodnie z własnymi demonami i demonkami, czekając na coś, co nigdy już nie nadejdzie. Dziś mieliby jeszcze facebooka i inne instagramy, by pokazać zamierające namiętności (brzmi znajomo i całkiem realnie? Niewątpliwie). 

Świetnie skomponowana pod względem dramaturgicznym jednoaktówka Norwida nic nie traci ze swego mistrzowskiego tonu, kunsztownie wplecionego w demaskatorskie obrazy stworzone przez autora. Miłosny kwartet Norwida w olsztyńskim teatrze przeradza się w koncert na szóstkę artystów, choć pozostaje miłosnym kwartetem. Strofy Norwida połączył reżyser z teatrem ruchu, pełnym symboliki, a jednak czytelnym. Zawodowi tancerze i choreografowie, założyciele Dzikistyl Company, czyli Wioleta Fiuk i Patryk Gacki nie pierwszy raz mierzą się z wielką literaturą, czytając ją odważnie acz z klasycznym smakiem. W swej choreografii uwypuklają to, co u Norwida nowoczesne, bliższe współczesnemu odbiorcy, ruchem kreśląc tajemnice, która sam mistrz powierza nocy, wiatrowi, a ten – ulotnym, biegnącym niezmordowanie falom. Jak pisze: „Fale ją na piasku zapisały – Po piasku tym tańcząc, dziewice Moje pieśni z ziemią zrównały!”

Aktorzy olsztyńskiego teatru zgrabnie mieszają powagę z lekkością i z przymrużeniem oka serwują nam wyważoną parodię. Wraz z reżyserem prezentują finezyjną, wysublimowaną grę, która dzieje się w przestrzeni symbolicznej, nieśmiertelnej, czasem jedynie językowej. Bardzo dobrze radzą sobie z dialogami i trudnymi do zainscenizowania, Norwidowskimi scenami. Impresjonistyczne spiętrzenia, nowotwory słowno-obrazowe osiągają w liryce autora klarowność, a wydłużona składnia języka stanowi nie lada wyzwanie dla wypowiadających kwestie artystów. Ruch, zainicjowany już na samym początku przez Wioletę Fiuk i Patryka Gackiego, bardzo im pomaga, gładko wtapiając się w tekst i działania bohaterów.

Barbara Prokopowicz jako Julia i Aleksandra Tokarczyk w roli Marty z ostrością i wysublimowaną dykcją oddają myśl poety i dramaturga, podkreślając elementy ironiczne czy groteskowe, tak udatnie maskowane przez tkankę komedii poetyckiej. Obie aktorki w niełatwych, wręcz pozostających na krawędzi możliwej artykulacji słownych utarczkach pomiędzy Julią a Martą odnajdują widoczną przyjemność. I tą realną przyjemność przekazują widzom. Zgodnie i równie wprawnie wtórują im Kamil Rodek (jako Feliks Skorybut) i Cezary Ilczyna (Erazm Hrabia Flegmin). Dzięki nim smutna i gorzka miniatura mistrza cieszy oko oraz ucho. Trzeba przyznać, że tekst Norwida brzmi na scenie niesamowicie i ma wciąż ogromną siłę oddziaływania na nasze umysły czy naszą wrażliwość, nawet jeśli wcześniej go nie znaliśmy.

Wywiedziony z tekstu rytm podkreśla wykonywana na żywo muzyka – ukłon w stronę perkusisty Aleksandra Ostrowskiego. Podobną, dopełniającą rolę pełni oszczędna acz wymowna scenografia Wojciecha Żogały oraz projekcje Patryka Kuśmierczyka i Błażeja Szymańskiego – istotny element tego spektaklu.

W kameralnej przestrzeni, na niewielkiej scenie pięknie wybrzmiewa ostatni z dramatów Norwida, niosąc odrobinę humoru, sporo refleksji i czarując urodą mistrzowskich, poetyckich dialogów. Dzięki aktorom olsztyńskiego Teatru Jaracza przyjemność obcowania ze słowem trzeciego wieszcza staje się jeszcze bardziej zmysłowa, zatracająca.

fot. mat. teatru

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL