Slide
previous arrow
next arrow
Między słowem a czynem - Teatr dla Wszystkich

Między słowem a czynem

Na afiszu

Między słowem a czynem

O „Horacjuszu” Pierre’a Corneille’a w reż. Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-04-30
fot. Karolina Jóźwiak
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

„Horacjusz” w Teatrze Polskim w Warszawie oglądany zaledwie kilka dni po premierze sprawia wrażenie przedstawienia, które dopiero zaczyna „pracować” w czasie – nie jako niedokończone, lecz jako świadomie pozostawione w stanie lekkiego napięcia między formą a emocją. To napięcie wydaje się zresztą jednym z ciekawszych tropów, jakie można w tej realizacji odnaleźć.

Spektakl w reżyserii Andrzeja Seweryna nie próbuje uwspółcześniać Pierre’a Corneille’a ani „przepisywać” go na język dzisiejszych sporów. Zamiast tego proponuje doświadczenie bardziej podstawowe: obcowanie z konstrukcją świata, w którym słowo poprzedza działanie, a decyzja rodzi się nie w geście, lecz w wypowiedzi. To teatr, który nie tyle opowiada historię, ile ją rozważa – niemal na naszych oczach.

Dlatego najciekawsze wydaje się tu nie to, co zwykle uznaje się za oś dramatu (pojedynek, zbrodnia, wyrok), ale momenty zawieszenia: chwile, w których bohaterowie jeszcze nie działają, ale już wiedzą, że będą musieli. W tym sensie „Horacjusz” staje się spektaklem o stanie przed – przed decyzją, przed czynem, przed nieodwracalnością.

Na tym tle szczególnie wyraźnie wybrzmiewa scenografia Justyny Łagowskiej. Jej przestrzeń nie jest jedynie tłem, lecz czymś w rodzaju mechanizmu czasu. Piasek, który stopniowo zasypuje scenę, nie tyle symbolizuje przemijanie (to odczytanie wydaje się zbyt oczywiste), ile raczej odbiera postaciom możliwość cofnięcia się. Każde słowo, raz wypowiedziane, „osiada” – jak ten pył – i zostaje. W tym sensie scenografia współtworzy dramaturgię odpowiedzialności: nic tu nie znika, nic nie zostaje zapomniane w trakcie trwania spektaklu, nawet jeśli finał sugeruje coś przeciwnego.

Interesująco układa się też relacja między formą a aktorstwem. Seweryn prowadzi aktorów w stronę świadomej sztuczności – nie w znaczeniu maniery, lecz umowności, która odsłania mechanikę tragedii. I właśnie w tej ramie najmocniej działają momenty, kiedy pojawia się pęknięcie.

Takie pęknięcie wnosi Szymon Kuśmider jako Ojciec. Jego obecność początkowo wydaje się niemal modelowa – wpisana w porządek rygoru, powinności, niepodważalnego autorytetu. Jednak z czasem w tej strukturze zaczyna pojawiać się rysa: nie tyle emocjonalna, ile egzystencjalna. To nie jest przemiana spektakularna, raczej przesunięcie tonu – jakby język, którym mówi postać, przestawał do końca wystarczać. I właśnie w tym niedopasowaniu rodzi się coś bardziej współczesnego niż jakiekolwiek aktualizacje.

Podobnie działa Maksymilian Rogacki jako Walery. To postać, która funkcjonuje na pograniczu porządków: między relacją a funkcją, między prywatnym impulsem a publiczną rolą. Rogacki nie eksponuje tej dwoistości wprost, raczej ją „przepuszcza” przez rytm mówienia i obecność na scenie. Dzięki temu Walery nie jest jedynie nośnikiem informacji czy argumentów – staje się kimś, kto próbuje znaleźć dla siebie miejsce w świecie z góry uporządkowanym.

Warto też zwrócić uwagę na to, jak spektakl obchodzi się z pojęciem przemocy. Nie jest ona tu pokazana, lecz konsekwentnie odsuwana poza scenę – obecna w słowie, w opisie, w reakcji. To przesunięcie sprawia, że ciężar zostaje przeniesiony na wyobraźnię widza, ale też na język, który musi tę przemoc unieść. I właśnie wtedy ujawnia się jedna z ciekawszych właściwości tego przedstawienia: jego rytm zależy nie od akcji, lecz od zdolności słowa do utrzymania napięcia.

Nie wszystkie fragmenty spektaklu są równie intensywne – zdarzają się momenty, w których rytm słabnie, a forma zaczyna dominować nad doświadczeniem. Ale nawet te chwile wpisują się w charakter całości, która zdaje się badać granice tego, ile jeszcze teatr oparty na słowie jest w stanie dziś „unieść”.

„Horacjusz” oglądany teraz nie jawi się więc jako spektakl efektowny czy przełomowy. Jest raczej propozycją spokojniejszą, bardziej skupioną – taką, która nie narzuca interpretacji, lecz pozostawia przestrzeń na własne rozpoznania. I być może właśnie w tym tkwi jego siła: w gotowości do bycia słuchanym, a nie tylko oglądanym.

Teatr Polski

Kategorie:


Cytat Dnia

„Szkoda, że twórcy zdecydowali się na zabieg tak ryzykowny, jak i wątpliwy merytorycznie, wpychając współczesną parę gejów w przedwieczną linię dramaturgiczną i pradawny mit. Duch Szekspira mógł unosić się w chwale nad Teatrem Królewskim w Starej Oranżerii w Łazienkach, ale poddany tęczowym nurtom – trochę śmieszył, a trochę straszył”

Sylwia Krasnodębska o „The Fairy Queen”, reż. Kamila Siwińska; „Gazeta Polska Codziennie”, 28.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL