Między krzesłami pamięci

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Między krzesłami pamięci

O książce „Entliczek, mętliczek. Ewa Szykulska w rozmowie z Karoliną Prewęcką”
(Wydawnictwo Prószyński i S-ka) pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-02-07
fot. Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Czytając „Entliczek, mętliczek”, miałem nieustanne wrażenie obcowania nie tyle z autobiograficzną książką, ile z teatralnym zdarzeniem rozpisanym na głos, pauzę i niedopowiedzenie. To nie jest narracja uporządkowana ani wygładzona — i całe szczęście. Jako człowiek teatru odbieram tę książkę jako świadomy gest artystyczny: formę wynikającą z temperamentu aktorki, jej sposobu myślenia i bycia w świecie.

Ewa Szykulska nie rekonstruuje kariery ani nie porządkuje ról według hierarchii znaczeń. Zamiast tego proponuje coś na kształt strumienia pamięci — pełnego dygresji, nagłych skrętów, zdań urwanych w pół myśli. Ten pozorny chaos okazuje się głęboko prawdziwy. Jest zapisem aktorstwa rozumianego nie jako zawód, lecz jako stan istnienia: bycie w ciągłym ruchu, w gotowości, w relacji z czasem i z cudzym spojrzeniem. To książka o pracy, która przenika życie do tego stopnia, że granica między prywatnym a zawodowym przestaje mieć sens.

Z perspektywy teatralnej szczególnie ważny wydaje się wątek pracy Szykulskiej z Józefem Szajną w Teatrze Studio — doświadczenie formacyjne, dziś rzadziej przywoływane, a fundamentalne dla zrozumienia jej scenicznej tożsamości. Udział w spektaklach Szajny, a następnie zagraniczne tournée z zespołem, były spotkaniem z teatrem surowym, plastycznym, opartym na obrazie i znaku, w którym aktor nie „grał postaci”, lecz stawał się częścią kompozycji scenicznej. To była szkoła obecności, dyscypliny i odwagi, daleka od psychologicznego realizmu. Równie ważnym doświadczeniem była praca w Teatrze Syrena — przestrzeni często lekceważonej w krytycznych hierarchiach, a przecież wymagającej precyzyjnego warsztatu, wyczucia rytmu i bezpośredniego kontaktu z widzem. To napięcie pomiędzy teatrem eksperymentu a teatrem popularnym dobrze oddaje pełnię drogi Szykulskiej, wolnej od prostych podziałów na sztukę „wysoką” i „niższą”.

W książce nie ma mitologizowania ról ani nostalgicznego oglądania się za siebie. Jest natomiast dużo uwagi poświęconej temu, co dzieje się pomiędzy: próbom, oczekiwaniu, momentom zwątpienia, starzeniu się w zawodzie, który niechętnie patrzy na zmarszczki i zmęczenie. Szykulska mówi o byciu „do wypożyczenia”, o nieumiejętności proszenia, o potrzebie bycia zauważoną — ale bez pretensji i bez kokieterii. To ton rzadki, pozbawiony zarówno goryczy, jak i fałszywej afirmacji.

Czytając „Entliczek, mętliczek”, nie sposób nie przywołać Krzeseł Eugène’a Ionesco w Teatrze Polonia w reżyserii Piotra Cieplaka, w których aktorka zagrała z Leonem Charewiczem. Tam zwykłe przedmioty — mnożące się, coraz bardziej bezużyteczne krzesła — stawały się znakiem nieobecnych gości, niespełnionej komunikacji i lęku przed zniknięciem. Podobnie w tej książce: anegdoty, drobne obrazy, epizody z życia i pracy wypełniają przestrzeń po tym, czego nie da się już powiedzieć wprost. Im więcej słów, tym wyraźniejsze staje się pytanie o sens obecności aktora — i o to, czy ktoś jeszcze słucha.

Ta książka nie oferuje zamknięć ani morałów, bo nie próbuje porządkować życia według reguł biografii ani uspokajać czytelnika wyraźną pointą. Zostawia raczej w stanie czujności — pomiędzy wspomnieniem a teraźniejszością, pomiędzy rolą a osobą. Sens nie zostaje tu podany, lecz wydarza się w kontakcie z odbiorcą, jak w teatrze, który ufa widzowi i nie prowadzi go za rękę.

„Entliczek, mętliczek” to ważna lektura dla tych, którzy myślą o teatrze jako o przestrzeni kruchej, nietrwałej, a jednocześnie głęboko ludzkiej. To książka-świadectwo aktorstwa rozumianego jako ciągłe bycie w drodze — bez gwarancji aplauzu, bez obietnicy finału. Zostawia czytelnika pośród „krzeseł”: znaków obecności i nieobecności zarazem. I właśnie dlatego zostaje w pamięci.

Prószyński i S-ka

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] hierarchiczność w instytucji teatralnej próbuje rozładować się przez stworzenie struktur korporacyjnych (a więc znowu kapitalistycznych). Tak wygląda produkcja w kilku dużych teatrach, w których ostatnio pracowałem. Kilka producentek, system cotygodniowych spotkań podsumowujących prace, podkreślanie dobrostanu zespołu i instytucji – a z drugiej strony »mailologia« (bez poszanowania ekologii), brak jednostek odpowiedzialnych, bo odpowiedzialność rozmywa się w dużej grupie podmiotów, i w końcu zachowania pasywno-agresywne […]”

Michał Borczuch w rozmowie z Agnieszką Zgieb; „Théâtre/Public”, 20.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL