Między farsą a studium samotności

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Między farsą a studium samotności

O spektaklu „Bożyszcze kobiet” Neila Simona w reż. Cezarego Morawskiego w Teatrze Capitol w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-02-10
fot. Teatr Capitol
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

„Bożyszcze kobiet” to jedna z tych komedii Neila Simona, które – choć napisane z myślą o śmiechu – od dekad funkcjonują w polskim teatrze jako swoisty papierek lakmusowy aktorskiej inteligencji. Tekst sam w sobie jest precyzyjnie skonstruowaną maszyną komediową, ale jego prawdziwa wartość ujawnia się dopiero wtedy, gdy reżyser i aktorzy zdecydują, czy interesuje ich wyłącznie farsa o nieudanym podrywaczu, czy także gorzka opowieść o emocjonalnej pustce i męskiej niedojrzałości.

Premierowa realizacja Teatru Capitol w reż. Cezarego Morawskiego (wcześniej aktor wyreżyserował ten tekst w Teatrze Syrena m.in. z Piotrem Gąsowskim i Hanną Śleszyńską) wpisuje się w tę drugą tradycję — i to właśnie gra aktorska, a nie koncept inscenizacyjny, sprawia, że spektakl się broni.

Dziedzictwo „Kwadratu”: kobiety jako centrum opowieści

Pierwsza warszawska realizacja w Teatrze Kwadrat (1997 rok)) ustawiła bardzo wysoki punkt odniesienia. Spektakl z Edwardem Dziewońskim jako Barneyem był popisem aktorstwa charakterystycznego, ale — co istotne — krytycy już wtedy zauważali, że to kobiety dominują dramaturgicznie.

W ówczesnej obsadzie pojawiły się: Joanna Jędryka jako Ellen — nerwowa, emocjonalnie rozedrgana, krucha, Barbara Rylska jako Jane — postać najbardziej dramatyczna, grana z dyskrecją i wewnętrznym napięciem, Halina Kowalska jako Bobbi — żywiołowa, gadatliwa, komediowo precyzyjna.

Dziewoński, mimo scenicznej charyzmy, grał Barneya bardziej jako antybohatera uwikłanego w kobiece emocje, niż sprawczego uwodziciela. To ważny trop, do którego wraca Capitol.

Teatr Telewizji: psychologizacja i aktorska precyzja

Realizacja Teatru Telewizji z 1995 roku (reż. Edward Dziewoński) przesunęła akcent jeszcze wyraźniej w stronę psychologii postaci. Piotr Fronczewski stworzył Barneya introwertycznego, nieco neurotycznego, momentami wręcz żałosnego — dalekiego od farsowego Casanovy. Partnerowały mu: Krystyna Janda (Helen), prezentująca nerwowość podszytą autoironią, Ewa Gawryluk (Bobbi) — temperament i groteskę, Joanna Żółkowska (Jane) — depresyjność bez taniej egzaltacji. To była wersja najbardziej „poważna” w historii polskich inscenizacji, pokazująca, że Bożyszcze kobiet może funkcjonować niemal jako kameralne studium relacji.

Capitol 2026: powrót do aktora

Nowa realizacja w Teatrze Capitol świadomie nie konkuruje ani z legendą Kwadratu, ani z psychologiczną finezją Teatru Telewizji. Reżyser stawia na czystość sytuacji scenicznych i pozwala aktorom „nieść” tekst.

Premierowy spektakl rzeczywiście broni się aktorstwem — role kobiece są wyraźnie zróżnicowane, prowadzone konsekwentnie i bez ujednolicania charakterów. Helen nie jest wyłącznie obiektem pożądania, Bobbi nie sprowadza się do gadulstwa, a Jane nie jest jedynie figurą depresji. Każda z bohaterek funkcjonuje jako osobny świat emocjonalny, wobec którego Barney musi się nieustannie redefiniować.

Barney w tej odsłonie nie jest ani „bożyszczem”, ani nieudacznikiem — raczej mężczyzną w kryzysie tożsamości, który dopiero poprzez kolejne porażki odkrywa własną śmieszność. To interpretacja bliska Fronczewskiemu, ale pozbawiona telewizyjnej intymności — bardziej sceniczna, bardziej komunikatywna.

Komedia, która się starzeje — i nie starzeje

Porównując wszystkie realizacje, jedno pozostaje niezmienne: Bożyszcze kobiet zawsze było sztuką o kobietach silniejszych emocjonalnie od mężczyzny, nawet jeśli to on znajduje się w centrum fabuły. Zmienia się jedynie proporcja śmiechu i goryczy.

W wersji Capitolu śmiech wciąż dominuje, ale nie przykrywa sensów. To nie jest spektakl rewolucyjny, lecz uczciwy wobec tekstu i tradycji. Nie próbuje na siłę aktualizować Simona, lecz pokazuje, że jego komedia — dobrze zagrana — nadal potrafi mówić o samotności, niespełnieniu i iluzji ucieczki od rutyny.

I być może właśnie dlatego, po tylu dekadach i tylu znakomitych aktorskich wcieleniach — od Jędryki i Rylskiej, przez Jandę i Żółkowską — Bożyszcze kobiet nie znika z repertuarów. W tej lekkiej formie zawiera się bowiem coś, co widz rozpoznaje jako momentami nawet boleśnie własne. W Capitolu ten efekt budują Michał Milowicz, Aneta Zając, Olga Borys i Karolina Piwosz.

Teatr Capitol

Kategorie:


Cytat Dnia

„To, co trójka aktorów wyczynia w tym spektaklu, przechodzi ludzkie pojęcie”

KulturoNIEznawczyni o „Braciach Lehman”, reż. Oskar Winiarski; kulturonieznawczyni.com, 4.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL