Między baśnią a psychologicznym dramatem

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Między baśnią a psychologicznym dramatem

O „Kobiecie bez cienia” Richarda Straussa w reż. Mariusza Trelińskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-02-16
fot. Krzysztof Bieliński/TW-ON
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

Na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej pojawiła się jedna z najbardziej rozbudowanych i wymagających oper XX wieku – „Die Frau ohne Schatten” Richarda Straussa do libretta Hugo von Hofmannsthala. Inscenizacja Mariusza Trelińskiego, przygotowana wcześniej w Lyonie, została przeniesiona do Warszawy i wpisana w rozpoznawalny idiom reżysera: operowanie ruchomą, obrotową sceną, multiplikacją przestrzeni oraz budowaniem znaczeń poprzez silnie nacechowaną symbolikę wizualną.

Przestrzeń i narracja

Spektakl opiera się na wyraźnym kontraście dwóch porządków: eterycznego świata Cesarza i Cesarzowej oraz materialnej, przyziemnej rzeczywistości Baraka i jego żony. Scenografia buduje napięcie pomiędzy organicznym, niemal baśniowo-roślinnym pejzażem a klaustrofobicznym wnętrzem mieszkania, które staje się przestrzenią frustracji i narastającego konfliktu. Powracają charakterystyczne dla Trelińskiego motywy: chłodne, kafelkowe wnętrza przypominające łazienkę czy szpitalną salę, ostre światło obnażające postaci, a także sugestywne obrazy autoagresji – jak sceny fizycznego samookaleczenia czy desperackich gestów wymierzonych przeciwko własnemu ciału, podkreślających psychiczne pęknięcie bohaterów.

Obrotowa scena porządkuje narrację, umożliwiając płynne przechodzenie między planem symbolicznym a realistycznym. Zabieg ten wzmacnia wrażenie, że oba światy istnieją równolegle, przenikając się nie tylko fabularnie, ale i psychologicznie.

Treliński prowadzi opowieść w stronę dramatu wewnętrznego. Baśń przestaje być jedynie alegoryczną przypowieścią, a staje się historią o kryzysie relacji, o depresji i doświadczeniu braku. Tytułowy cień nabiera wymiaru metafory niepełni – emocjonalnej, egzystencjalnej i relacyjnej. Postaci, choć zanurzone w psychologizującym kontekście, zachowują rys figur przypowieści. Cesarzowa przechodzi proces bolesnej inicjacji, Żona Baraka buntuje się przeciwko ograniczającej ją rzeczywistości, Mamka pozostaje katalizatorem zdarzeń, siłą sprawczą, ale i destrukcyjną.

Muzyka i wykonanie

Partytura Straussa wybrzmiała w pełnym, rozbudowanym składzie orkiestry pod batutą Bassema Akiki. To muzyka o ogromnym ciężarze gatunkowym – rozpięta między liryczną kantyleną a gęstą, niemal ekspresjonistyczną fakturą. W warszawskim wykonaniu dominowała przejrzystość konstrukcji i dbałość o czytelność planów dynamicznych. Miałem jednak momentami wrażenie, że analityczna precyzja przeważała nad miękkością frazy i oddechem, którego ta partytura również się domaga.

Wśród solistów szczególnie wyraźnie zaznaczył swoją obecność Tadeusz Szlenkier jako Cesarz. To partia wymagająca nie tylko wolumenu i wytrzymałości, ale także umiejętności utrzymania napięcia w długich, wysoko prowadzonych frazach. Szlenkier prowadził ją z imponującą swobodą, zachowując nośność w skrajnych rejestrach i nie tracąc przy tym barwy w bardziej lirycznych fragmentach. Jego Cesarz nie był jedynie symbolicznym partnerem Cesarzowej – zyskał wyraźny profil dramatyczny i emocjonalny.

W partiach kobiecych pojawiły się natomiast trudności. Cesarzowa w interpretacji Annemarie Kremer, jednej z najbardziej wymagających ról w repertuarze straussowskim, wymaga nieprzerwanej kontroli nad ekstremalnie rozpiętą skalą i długimi, napiętymi frazami. Mimo zgłaszanej niedyspozycji śpiewaczki napięcia techniczne były momentami słyszalne, co odbijało się na płynności prowadzenia linii wokalnej.

Żona Baraka, kreowana przez Lise Lindström, momentami operowała dźwiękiem o zbyt ostrej, krzykliwej w górnych dźwiękach, forsowanej emisji. Zamiast dramatycznej ekspresji pojawiał się ton nadmiernie napięty, co zmieniało charakter tej złożonej postaci. Z kolei Mamka w wykonaniu Lindsay Ammann – partia pełna gwałtownych skoków interwałowych i ostrych zwrotów emocjonalnych – brzmiała nierówno; obok fragmentów sugestywnych i dobrze osadzonych pojawiały się momenty zachwianej intonacji.

Barak, interpretowany przez Lauri Vasa, wnosił spokojniejszą, bardziej stonowaną barwę, kontrastując z napięciem relacji małżeńskiej. W trzecim akcie jednak głos nie zawsze zdołał przebić się przez rozbudowaną orkiestrację Straussa. Partie chóralne budowały szerokie tło brzmieniowe, choć zdarzały się chwile nie do końca idealnej jednorodności intonacyjnej.

Konstrukcja znaczeń

W interpretacji Mariusza Trelińskiego spektakl staje się opowieścią o „nocy duszy” i wychodzeniu z narcystycznego zamknięcia. Finał przynosi dwa równoległe rozwiązania: kruchą próbę odbudowy relacji w świecie Baraka oraz bardziej wewnętrzną, egzystencjalną przemianę Cesarzowej. Baśniowa rama zostaje zachowana, ale wypełniona obrazami współczesnego wypalenia, izolacji i emocjonalnego chłodu.

Jednocześnie libretto Hofmannsthala, zakorzenione w symbolice początku XX wieku, nie uwalnia się od patriarchalnego porządku. Kobiece postaci funkcjonują w obrębie ról wyznaczonych przez relację do mężczyzn i przez kategorię macierzyństwa. Inscenizacja próbuje ten porządek zniuansować, lecz nie zawsze jest w stanie całkowicie go przekroczyć.

Spektakl jako doświadczenie

„Kobieta bez cienia” pozostaje dziełem monumentalnym – zarówno muzycznie, jak i inscenizacyjnie. Warszawskie przedstawienie akcentuje przede wszystkim jego wymiar wizualny i psychologiczny. Najpełniej wybrzmiewa w nim partia Cesarza w wykonaniu Tadeusza Szlenkiera, którego obecność wokalna i sceniczna stanowi jeden z najmocniejszych punktów wieczoru.

Piszę o tym z osobistą satysfakcją, ponieważ obserwuję rozwój tego artysty od jego pierwszych ról w Operze Nova w Bydgoszczy. Droga, którą przeszedł – od obiecującego tenora do wykonawcy mierzącego się z tak wymagającym repertuarem – budzi uznanie. W jego interpretacji słychać dziś nie tylko techniczną pewność, ale i dojrzałość muzyczną oraz świadomość dramatyczną. To postęp, który w operze – sztuce wymagającej czasu i doświadczenia – ma szczególną wartość.

Teatr Wielki – Opera Narodowa

Kategorie:


Cytat Dnia

„Istnieją niewielkie szanse na zmianę ludzkich charakterów. Pozostaje nam więc jedynie rozsądnie wybierać do nomen omen ciał przedstawicielskich ludzi, którzy potrafią utrzymać na wodzy chcicę i chciwość. Sejm niech pozostanie parlamentem, a tragedie i słabości człowieka oraz jego zachowania nieparlamentarne zostawmy teatrom”

Jerzy Szczudlik o „Erotycznych immunitetach, sexie i transformacji”, reż. Wiktor Rubin; Olsztyn24.com, 23.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL