Małe wielkie sprawy

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Małe wielkie sprawy

O spektaklu „Piekło – Niebo” Marii Wojtyszko w reż. Jakuba Krofty w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Przemysław Skrzydelski.

Opublikowano: 2025-02-25
fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Pocieszna, familijna opowieść w Teatrze Narodowym? Czemu nie. Z tym że przedstawienie Jakuba Krofty tylko udowadnia, że do repertuaru TN ostatnio wpada raz to, raz tamto.

Wypada więc pogratulować wygranej Janowi Klacie, rzecz jasna z nadzieją, że jako dyrektor Narodowego nie pogruchota tej sceny zbyt mocno, bo przecież cztery lata jego szefowania naszemu drugiemu najważniejszemu teatrowi, czyli Staremu, były dość kuriozalne. I królewskie miasto nigdy do punkowego reżysera tak do końca się nie przekonało. Ciekawe, jak będzie teraz.

Ale zostawmy przyszłość. Na razie żegna się z nami dyrektor Jan Englert. A czekając na jego „Hamleta”, dajmy jeszcze szansę mniejszym sprawom.

Raczej nikt się nie spodziewał, że w repertuarowym miszmaszu Narodowego znajdziemy opowieść familijną, łatwą w konstrukcji i z morałem. Czy to przejaw tak latami deklarowanego przez Englerta eklektyzmu? Pewnie sztukę Marii Wojtyszko wolałbym zobaczyć w konkretnym teatrze młodzieżowym i nie zastanawiać się nad tym, czy scena TN ze swoim nurtem poważnych tytułów to dla niej miejsce najwłaściwsze. Jednak jest też tak, że z narodowego afisza chętnie zachowam w głowie właśnie tę opowiastkę. Być może to akt desperacji.

„Piekło–Niebo” niczego nie udaje. Jest dokładnie tym, czym jest, i nie rości sobie pretensji do wypowiedzi wagi ciężkiej. Ot, urocza historia o młodej matce, didżejce Daje Radę, która za szybko staje przed obliczem świętego Piotra i potem już tylko szuka forteli, by wrócić do zrozpaczonego synka; zresztą pyskata do przesady, nie jest specjalnie powstrzymywana ani przez Boga, ani przez Lucyfera, którzy u Wojtyszko i Krofty ukazują wobec ludzi wyłącznie serdeczne usposobienie.

I nie jest przecież tak, że spektakl ten ogląda się jak majstersztyk z gatunku teatru dla każdego (powyżej dziesięciu lat). Brakuje tu nieco reżyserskiej odwagi, niektóre fragmenty aż się proszą, by Krofta sprytniej spiął je jednym rytmem, a nie tylko dostawiał jeden do drugiego, i nie wszyscy w obsadzie radzą sobie z grą z przymrużeniem oka. Ale liczy się coś innego. To przedstawienie, które przy całej swej prostocie, zamierzonym kiczu i zgrywie słownym – cytaty z Dantego czy z Paktofoniki wybrzmiewają tu na równi – domaga się kilku minut refleksji nad życiem. A może jest jakąś lekcją teologii? Naiwne, lecz cały kłopot w tym, że co najmniej pięć wcześniejszych premier Narodowego nie mówiło wiele o czymkolwiek, mając jako wsparcie nawet największą literaturę. Dziwny los, diabelski chichot?

No i gratulacje dla Piotra Grabowskiego, który jako znudzony Bóg najchętniej grałby w Scrabble’a, i dla Pawła Paprockiego w roli Belzebuba, który bardzo, bardzo chce, by nikt nie brał go za tępaka.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL