Łabędź, koty i wiedźmy

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Łabędź, koty i wiedźmy

O spektaklu „Lepiej już było…” Cat Delaney w reż. Wojciecha Adamczyka w Teatrze Współczesnym w Warszawie pisze Tomasz Flasiński.

Opublikowano: 2025-06-02
fot. Marta Ankiersztejn

Kto czytał Kuratorkę sądową Hanny Flary? Ci, którzy nie czytali, powinni to szybko nadrobić; reszta zapewne pamięta los pewnej starszej pani, wsadzonej do więzienia za kradzież prądu. W rzeczywistości to nie ona kradła, ale wymiar sprawiedliwości zadziałał po swojemu, a sama osadzona się nie skarżyła. Twierdziła wręcz, że były to jedne z najlepszych miesięcy jej życia: i wikt pożywny, i cieplutko, i książki można w spokoju poczytać, i do ludzi się odezwać. Flara pisała, że różne miała doświadczenia w zawodzie, ale ta sprawa do dziś w niej tkwi. Nie pozwala zapomnieć, że są ludzie tak biedni i samotni, iż warunki za kratami zdają im się darem od losu.

Lepiej już było opowiada podobną historię, choć nieco odmienną w szczegółach – bohaterka jest emerytowaną gwiazdą sceny, a przede wszystkim to nie tyle system śle ją do celi, ile ona sama się tam rwie – i to w tonacji nie całkiem serio. Dostatecznie jednak serio, żeby szczery śmiech widzów nie był pozbawionym refleksji rechotem. Mimo dekady scenicznej eksploatacji i prawie 300 pokazów na liczniku, przedstawienie we Współczesnym ani trochę nie wyblakło. Nadal też zapełnia salę po brzegi.

O fantastycznej kreacji Marty Lipińskiej w roli Esmeraldy Quipp, mawiającej, że „zdrowy został jej tylko umysł”, inni recenzenci napisali już tyle, że mogę tylko przytaknąć i skupić się na reszcie obsady. W pamięci zostaje zadziwiająco sympatyczna policjantka Hackett w wykonaniu Moniki Kwiatkowskiej, u której już sama mimika wystarczyłaby do świetnego zbudowania postaci. A także – wybitny w roli adwokata-japiszona, którego leciwa osadzona co i rusz wytrąca z równowagi – Sebastian Świerszcz; ten aktor to sama energia, wyśmienicie kontrolowana, dzięki czemu nagłe wolty jego Alfreda potrafią nas zaskoczyć za każdym razem. Przekonuje, i to jak, Ewa Porębska jako nie do końca jeszcze ogarnięta pracownica opieki społecznej. Bardzo nieładnie, że Zbigniewa Suszyńskiego nie zaproszono nawet do ukłonów – szereg jego pobocznych ról (od gospodarza domu po strażnika w sądzie), najczęściej dość głośnych i porywczych typów, doskonale budował klimat. Trudno wreszcie nie wspomnieć o dwóch dziwkach (które zabiłyby chyba śmiechem, gdyby ktoś próbował politycznie poprawnie nazywać je „pracownicami seksualnymi”) towarzyszących Esmeraldzie w celi – Joannie Jeżewskiej i Katarzynie Dąbrowskiej.

W zwariowanej fabule, do której dyskretna reżyseria Wojciecha Adamczyka stanowi ledwie dodatek, gag goni gag, a jednak mamy poczucie, że obcujemy tu z refleksją wcale niewesołą. (Oczywiście każdy będzie miał taką refleksję, na jaką zasługuje: Temida Stankiewicz-Podhorecka z Naszego Dziennika odczytała kiedyś tę premierę jako wezwanie do aktorów, by zakładali rodziny – zapominając, że Esmeralda Quipp takową założyła, tylko odzałożył ją mąż).

Starość, samotność, bieda i lekceważenie to tematy, których nie unieważnia happy end – zresztą szyty tak grubymi nićmi, że jest wyraźnie raczej puszczeniem oka do widza.

Tu nie chodzi tylko o wyrafinowany, skądinąd, kunszt kanadyjskiej dramatopisarki Cat Delaney. Kultura anglosaska od stuleci szlifuje umiejętność mówienia ze śmiechem o rzeczach ważnych – tak, by efekt nie wypadł łopatologicznie. I cyzelowania tekstu tak, by nawet bez reżyserskich „dośmieszaczy” umiał wywołać odpowiednie reakcje. U nas niektórzy też tak potrafili – choćby cytowany w programie Jeremi Przybora – ale ten nurt wyraźnie wyszedł z mody.

Ciekawe dlaczego? Może by zapytać dwójkę dyrektorów-elektów ważnych warszawskich scen: Maję Kleczewską, ongiś opisującą swą reżyserską misję jako „wsadzanie widzom widelca w oko”, i Jana Klatę, który pomysł sięgania w Polsce po anglosaskie wzorce porównał do wymiany mercedesa na dacię? Życząc im jak najlepiej, będę liczył: gdy któreś z ich nowych przedstawień dobije do 250 prezentacji przy pełnej sali – wtedy wznowimy tę rozmowę.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL