Kołysanka dla gwiazdy

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Kołysanka dla gwiazdy

O spektaklu „Bulwar Zachodzącego Słońca” Andrew Lloyda Webbera w reż. Jacka Mikołajczyka w Operze Nova pisze Tomasz Flasiński.

Opublikowano: 2021-09-21
Fot. Andrzej Makowski

Nie pamiętam już, jak nazywała się międzynarodowa kompania śpiewaków musicalowych, która w roku 2002 prezentowała w Sali Kongresowej program złożony z fragmentów dzieł Andrew Lloyda Webbera. Pamiętam znakomicie, jakie punkty programu zrobiły na mnie wrażenie największe: wyimki z „Upiora w operze”, o którym już przedtem słyszałem, i z „Bulwaru zachodzącego słońca”, nieznanego mi wówczas wcale. Pamiętam własne zadziwienie, że z głosem ludzkim – nawet wzmocnionym mikroportem – można zrobić takie rzeczy; dopiero później dotarło do mnie, że oprócz fenomenalnego przeszkolenia samych śpiewaków jest w tym także zasługa samego Webbera i jego librecistów, umiejętnie wykorzystujących wszystkie możliwości angielszczyzny tak, by w pożądany sposób spoić brzmienie słów i muzyki.

„Upiór” miał już wtedy za sobą polską premierę, a parę lat później jego popularne (choć jednak mniej udane niż oryginał) wystawienie pokazała warszawska Roma; grane przez lata, po zdjęciu z afisza zaliczyło jeszcze scenę Opery Podlaskiej w Białymstoku. Na „Bulwar” przyszło nam czekać o wiele dłużej; jego pierwsza polska inscenizacja to dopiero rok 2017 (w Chorzowie). Druga pojawiłaby się w repertuarze bydgoskiej Opery Novej już w kwietniu 2020, gdyby nie pandemia. (Tak swoją drogą, na widowni można było odnieść wrażenie, że koronawirus wycofuje się z Polski w popłochu i gubiąc kapcie; może jeden widz na trzech zawracał sobie głowę noszeniem maski). Wyprawiono się w dodatku na teren dziewiczy: z musicali pokazywano tu dotąd co najwyżej operujące całkiem innym językiem muzycznym „My Fair Lady” czy „Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków”. A jednak się udało.

Że scena bydgoska słynie z ciężkiej pracy i długiego cyzelowania premier, to jedno – ale i Webber stworzył dzieło potężnych rozmiarów, dobrze pasujące do opery, łączące psychologiczny dramat na miarę „Otella” (w programie, jak rzadko kiedy wartym nabycia, znajdziemy rozmowę z reżyserem Jackiem Mikołajczykiem, oświetlającą szereg niuansów libretta) z przepychem scen zbiorowych i polem do popisu dla wspaniałych wokalnych kreacji. Historię bezrobotnego scenarzysty Joego Gillisa, zrządzeniem losu zatrudnionego przez żyjącą przeszłą sławą eksgwiazdę Hollywoodu Normę Desmond, ubrano w wyśmienicie napisany tekst (który zrobił wrażenie nawet na sceptycznym wobec adaptacji reżyserze filmowego oryginału Billym Wilderze) i muzykę nie gorszą od któregokolwiek z wielkich hitów Webbera. On sam zresztą uważał „Bulwar” za swoje największe dzieło i po obejrzeniu inscenizacji bydgoskiej można, jak sądzę, zrozumieć, co miał na myśli.

W dziedzinie reżyserii i scenografii (Mariusz Napierała) Operze Novej brakuje może nieco do teatrów West Endu, za to dystansuje o dwie długości Romę, której produkcje zdają się w porównaniu ubogimi krewnymi. Dopracowanie najmniejszych detali relacji między postaciami idzie w parze z technicznym rozmachem; obok częstych i świetnie pomyślanych projekcji można tu przywołać choćby scenę z końca pierwszego aktu, rozgrywaną na dwóch poziomach (huczny bal sylwestrowy w dole, próba samobójcza Normy na górze) w sposób, który nie szczędzi widzom prawdziwej magii wielkiego widowiska. Osobna pochwała należy się wspaniałym kostiumom Ilony Binarsch: lśniąca suknia Normy z finału jest jednym z najbardziej zjawiskowych strojów, jakie kiedykolwiek widziałem w teatrze (i poza teatrem). Być może jednak najwięcej dokazała w tym spektaklu orkiestra pod batutą Krzysztofa Herdzina, grająca Webbera tak, jakby w życiu nie robiła nic innego.

Katarzyna Nowak-Stańczyk może swoją Normę zaliczyć do ról życia, co tym bardziej warte podkreślenia, że ta świetna śpiewaczka operowa tylko okazjonalnie miała dotąd do czynienia z musicalem. Z pozostałych protagonistów z pewnością wyróżnić należy weterana gatunku Damiana Aleksandra (Max), który bodaj najlepiej w obsadzie czuje specyfikę musicalowego śpiewu. Nie dziwota – był ongi gwiazdą m. in. warszawskiego „Upiora w operze”. Wyróżnić trzeba również kreację Doroty Sobczak, której fertyczna Astrolożka – choć to rólka maleńka – jest w tym wykonaniu prawdziwą perełką. Pomijając kwestie czysto wokalne, warto przy tym zaznaczyć, że artyści podawali tekst o wiele zrozumialej, niż to się zwykle w polskich musicalach (o operach nie mówiąc) zdarza; nie wiem, ile potu popłynęło na próbach, ale bezsprzecznie się opłaciło.

No dobrze, to czy jest w tej beczce miodu jakaś łyżka dziegciu? Tak, jest.

Stary fachman Mikołajczyk, który zajął się też przekładem libretta, zabłysnął w tej dziedzinie wielką inwencją – tyle, że to za mało na Webbera i potrzebny byłby raczej geniusz. Właśnie bowiem u tego kompozytora – to poniekąd część jego niepowtarzalnego stylu – akcenty i melodia słów ściśle zespalają się z rytmem piosenek w sposób, dzięki któremu całość płynie ku słuchaczom na podobieństwo wrzącej lawy. W „Bulwarze” jest z tym (pod względem tłumaczeniowym) jeszcze gorzej niż w „Upiorze” czy „Kotach”, ze względu na generalnie szybsze tempo szeregu głównych numerów muzycznych.

Po polsku wybroniły się jakoś te wolniejsze – wielka aria Normy z II aktu czy późniejszy duet miłosny Joego i Betty, w których kochankowie nie tyle dają się ponieść namiętności, co dumają nad niszczącym ich plany życiowe nagłym uczuciem. Ale już co do piosenki tytułowej nikt by się w Bydgoszczy nie domyślił sam z siebie, że to jeden ze szlagierów oryginału. „Sunset Boulevard, ruthless boulevard”, śpiewał Joe w języku Szekspira i DeMille’a; Tomasz Bacajewski, obarczony zbitką „Bulwar słońcem lśni, bulwar szczerzy kły”, nie tyle zalewał widzów jadem muzycznej lawy, ile walczył, by ślizgające się po powierzchni rytmu słowa wyrzucić z siebie przy użyciu zrozumiałej dykcji. Ostatecznie nieszczęsny Mikołajczyk musiał się poddać i w ostatniej linijce ni stąd, ni zowąd wprowadzić oryginalne „Sunset Boulevaaard!”, by w ogóle umożliwić bohaterowi zaśpiewanie przedłużonego „a”. Ten sam problem – połączony z faktem, że część wykonawców wyraźnie nie była szkolona do musicalu i nie czuje się we właściwym mu „naturalnym” rejestrze piersiowym dość swobodnie, by zrobić z głosem coś więcej niż dobre wyśpiewanie swojej roli – oskubał z części oryginalnych piór inne wielobarwne ptaki, choćby genialnie śmieszny „krawiecki” ansabl z I aktu. Dla rytmu i rymu Mikołajczyk pododawał przy tym czasem w tekście dziwne rzeczy: we wspomnianym ansamblu jest na przykład „wikunia wełna” (błędna, bo „wikunia” jest rodzaju żeńskiego), gdzie indziej Joe cieszy się z jacuzzi, choć musical rozgrywa się w roku 1950 – wiele lat przed jego wynalezieniem.

W miarę upływu lat nad Wisłą będzie przybywać rasowych śpiewaków musicalowych, co do tego wątpliwości nie mam. Ciekawe, czy dotrzymają im kroku tłumacze. I tylko żal, że jak dotąd bodaj jeden Jeremi Przybora w „Piotrusiu Panie” dał radę na polskim gruncie wypracować podobną syntezę słowa i muzyki, co anglojęzyczni libreciści Webbera i jego kolegów. Może właśnie tego Opera Nova – której udają się regularnie wielkie wyzwania – powinna spróbować w następnej kolejności?

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL