Jak oswoić „Warszawski Spleen”?

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Jak oswoić „Warszawski Spleen”?

O spektaklu „Pączek i Pompon wracają do domu” w reżyserii Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty w Teatrze Lalek Guliwer w Warszawie pisze Anna Czajkowska. Kolejna familijna propozycja repertuarowa Teatru Lalek Guliwer, adresowana do dzieci od lat sześciu, spodoba się z pewnością nie tylko najmłodszym teatromanom. Teatr, któremu patronuje podróżnik marzyciel o naturze badacza, tolerancyjny, ciekawy...
Opublikowano: 2022-04-26

O spektaklu „Pączek i Pompon wracają do domu” w reżyserii Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty w Teatrze Lalek Guliwer w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Kolejna familijna propozycja repertuarowa Teatru Lalek Guliwer, adresowana do dzieci od lat sześciu, spodoba się z pewnością nie tylko najmłodszym teatromanom. Teatr, któremu patronuje podróżnik marzyciel o naturze badacza, tolerancyjny, ciekawy świata i otwarty na jego piękno, nigdy nie traktował dziecięcej publiczności z pobłażaniem i nie uważał, że szykuje przedstawienia tylko dla małych widzów, choć rzecz jasna właśnie oni są w Guliwerze najważniejsi. Tym razem jest podobnie – Maria Wojtyszko i Jakub Krofta przygotowali opowieść o przygodach dwóch braci, pełną dynamiki, łatwych i niełatwych do odczytania znaczeń, odniesień i symboli, z ciekawymi rozwiązaniami scenograficzno-przestrzennymi. Spektakl „Pączek i Pompon wracają do domu”, napisany na specjalne zamówienie Teatru Guliwer, nie jest trudny w odbiorze, choć podejmuje poważniejszą tematykę. W bardzo ciepły, przyjazny dzieciom sposób opowiada o przyjaźni, braterskiej miłości, odwadze, dorastaniu do samodzielności i emocjach. Jedną z ważniejszych bohaterek sztuki jest Warszawa, nieoczywista,  różnorodna,  pełna kontrastów – miasto ciemności, drobnych lęków i kolorowych neonów, pulsujące życiem, gwarem, ale i spokojem małych uliczek i zaułków. I nie brak tu uroczej fantazji, groteski oraz błyskotliwego humoru, tak mile widzianego w spektaklach przeznaczonych dla najmłodszych. 

Akcja spektaklu rozgrywa się na warszawskich ulicach (i dworcach) w latach 80. minionego stulecia. Jakub Krofta wyjaśnia dlaczego – „bo to jest czas naszego dzieciństwa – mojego i Marii Wojtyszko”. Dorosły Pompon opowiada dziewięcioletniemu synkowi o swym pierwszym, samodzielnym powrocie domu. Miał wówczas dziesięć lat, a powierzony jego opiece brat zwany Pączkiem ledwo cztery. Pożegnani przez babcię na peronie w Garwolinie, mieli wysiąść na stołecznym Dworcu Centralnym, gdzie oczekiwał ich tata. Oczywiście wszystko poszło niezgodnie z planem i zanim odnaleźli drogę domu, chłopcy przeżyli wiele przygód, odwiedzając różne miejsca stolicy (choć wcale tego nie chcieli).

W bezpiecznej, teatralnej przestrzeni, poprzez pełną humoru i ciepła inscenizację, bez natrętnego dydaktyzmu twórcy przybliżają dzieciom sprawy ważne i poważne. Wśród dowcipu i zabawy problemy oraz „dorosłe” dylematy stają się łatwiejszymi do zrozumienia. Dwójka bohaterów spektaklu, zupełnie zwyczajnych chłopców, próbuje oswoić swoje lęki i poznaje emocje. Oczywiście dorastanie do samodzielności nie jest proste, wymaga odwagi połączonej z otwartością. I nie należy przy tym popadać w skrajności – prosić o pomoc to nie wstyd, przyznać się do słabości tym bardziej. Dziecko powinno pozostać dzieckiem, a o jego bezpieczeństwo muszą dbać rodzice – o tym także wspomniano na scenie.

Przedstawienie „Pączek i Pompon wracają do domu” jest owocem pracy zespołowej, która – jak zwykle w Guliwerze – przebiega bez zakłóceń. Nie pierwszy raz zachwycam się kunsztowną dykcją i właściwą emisją głosu aktorów, trafną mimiką oraz grą gestem. Owe pożądane na scenie umiejętności zawdzięczają oni głównie wypracowanej technice artystycznej, eksponowanej również w innych inscenizacjach tego teatru. W spektaklu gra dziesięcioro aktorów, ale postaci jest więcej, dlatego część z nich – płynnie, niemal niepostrzeżenie – przeistacza się w kolejnych bohaterów. Ich zespołowa gra, w której wszystkie elementy precyzyjnie współpracują ze sobą, jest bez zarzutu. Nad całością czuwa reżyserski duet, który postarał się, by każda z wyraźnie zarysowanych, plastycznych i zabawnych postaci, czasem absurdalnych czy symbolicznych (są wśród nich neony, pomniki, nawet … ulica!), rodem z wyobraźni i marzeń, miała też sporo „przyziemnych”, ludzkich cech. W postacie głównych bohaterów wcielają się Maciej Owczarzak i Tomasz Kowol. Maciej Owczarzak, jako tytułowy Pompon i równocześnie tata Tymona oraz narrator opowieści, gra z werwą i energią, ale potrafi też zadbać o wyciszenie, podkreślenie poważniejszych scen, gdzie na plan pierwszy wysuwa się refleksja. Jego sceniczny brat Pączek (Tomasz Kowol) znakomicie mu partneruje. Obaj kreślą piękny obraz braterskiej relacji i uczucia – bez brawury, z nutką nostalgii i wzruszeń ocieplonych humorem. Doświadczony aktor, jakim jest bez wątpienia Adam Wnuczko, z dużą wprawą kreuje postać taty – z wszystkimi rodzicielskimi przywarami i śmiesznostkami (zapewne wielu rodziców dostrzeże w nim własne cechy). Damian Kamiński spokojnie dotrzymuje mu kroku,  dobrze oddając zabawny i ujmujący charakter milicjanta. Równie ważne są postacie drugoplanowe, czyli mieszkańcy Warszawy i symbole miasta. Twórcy przedstawienia odmalowali znany mniej lub bardziej małym widzom świat stolicy, z neonem „Miło Cię widzieć” (umieszczonym na Moście Gdańskim) w tle. Impresje, obrazy z dzieciństwa Pompona mieszają się tu z obecnym charakterem miasta. Nie o dosłowność przecież tu chodzi, ale o grę wyobraźni. Myślę, że Siatkarka z MDM-u (cudowny neon z lat 60.), Warszawski dzień – już nie jako piosenka, ale przyjazny dzieciom pan w okularach, Stańczyk z pomnika Jana Matejki, odsłoniętego w 1994 roku (można go spotkać na ulicy Puławskiej, tuż obok parku Morskie Oko) oraz Pani Grażyna, mała uliczka z Mokotowa i palma z ronda de Gaulle’a spodobają się najmłodszym. A jeszcze rewelacyjni: Wars i Syrenka, Miśki z Zoo i baaardzo ważny, ciut cyniczny, ciut groźny Warszawski Spleen. Choć nie jest to spektakl muzyczny, ale jedna jedyna piosenka – o tramwaju – wpada w ucho, pięknie podsumowując całość. Jeśli nawet nie do końca przemawia do mnie przesłanie spektaklu, z pewnością warto go zobaczyć dla urokliwych scen i scenek, by zachęcić dzieci do spacerów i poznawania miasta, w którym mieszkają. Przedstawienie grane w planie aktorskim, w ciekawie zaaranżowanej przestrzeni scenicznej zyskuje jeszcze smak i estetykę dzięki kolorowym, bogatym kostiumom, dopracowanym w małych szczegółach i równie barwnej, klimatycznej scenografii autorstwa Matyldy Kotlińskiej. Całość „rozjaśnia” odpowiednia gra świateł (Damian Pawella) i ciekawa choreografia Mileny Czarnik.

Fantazja, humor i refleksja gładko łącząca się z dowcipem – bez nudnego, natrętnego dydaktyzmu, za to z szacunkiem dla dziecięcego sposobu myślenia oraz rytm i dynamika całej inscenizacji, o którą zadbali twórcy wraz ze wspaniałymi artystami z Guliwera, pozwala na  budowanie  kolejnego, interesujące przedstawienia w mokotowskim teatrze. Zapewniam, że najmłodsi widzowie nie będą mieli powodu, by choć na chwilę poczuć znużenie i jeszcze silniej – mam nadzieję – docenią magię i moc teatru.

fot. Bartek Warzecha

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL