Imperium brudu i rozpadu

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Imperium brudu i rozpadu

O spektaklu “Genialna przyjaciółka” Eleny Ferrante w reż. Eweliny Marciniak z Narodowego Starego Teatru w Krakowie na Festiwalu Boska Komedia pisze Alicja Cembrowska. Po obejrzeniu “Genialnej przyjaciółki” w interpretacji Eweliny Marciniak mam poważne wątpliwości, kto w tym układzie jest bardziej doskonały – Elena Ferrante, autorka magnetycznej opowieści o dwóch przyjaciółkach, czy polska reżyserka, która na...
Opublikowano: 2023-12-20

O spektaklu “Genialna przyjaciółka” Eleny Ferrante w reż. Eweliny Marciniak z Narodowego Starego Teatru w Krakowie na Festiwalu Boska Komedia pisze Alicja Cembrowska.

Po obejrzeniu “Genialnej przyjaciółki” w interpretacji Eweliny Marciniak mam poważne wątpliwości, kto w tym układzie jest bardziej doskonały – Elena Ferrante, autorka magnetycznej opowieści o dwóch przyjaciółkach, czy polska reżyserka, która na podstawie historii Lili i Lenu stworzyła dzieło autonomiczne, a jednak mocno tożsame z tym, o czym pisze włoska pisarka.

Czytałam cykl neapolitański. Dwa razy. Obejrzałam serial HBO. Trzy razy. Powiedzieć, że jestem uwikłana w historię Eleny i Lili, to jak nic nie powiedzieć. Być może dlatego pierwsze minuty spektaklu w krakowskim Starym Teatrze wywołał sprzeciw ciała i bunt zmysłów. Mój mózg za mocno przywiązany był do kreacji serialowych. Szybko jednak się “odwiązał” i otworzył na propozycję Eweliny Marciniak. W sumie nie miał wyboru – “Genialna przyjaciółka” w jej wydaniu jest świeża, mocna i hipnotyzująca. Inna niż książka czy serial, chociaż równie emancypująca. I to chyba największa moc tej historii.

Ewelina Marciniak i Małgorzata Czerwień (scenariusz i dramaturgia) porzucają porządkującą chronologię i linearność. Twórczynie decydują się z dwóch pierwszych tomów powieści wybrać wątki, które układają się w mapę kobiecych doświadczeń. To nie z relacji Liny i Lenu robią główny trzon spektaklu, a z momentów i pierwszych razów. Niekoniecznie przyjemnych i pięknych. Na tej liście mamy zatem pierwszą miesiączkę, seks, młodzieńcze zauroczenia, miłość, ślub, ale również gwałt małżeński, deformacje kobiecego ciała, trudną relację matki i córki oraz poronienie. “Genialna przyjaciółka” jest jednak przede wszystkim o przemocy. Tej symbolicznej, ideowej, ale również całkiem fizycznej, zostawiającej ślady na ciele. Jest też o pozornym awansie społecznym, toksyczności niektórych społecznych norm, dziedziczeniu traumy, destrukcyjnej sile patriarchatu i męskiej energii, która nieustannie próbuje na różne sposoby dostać się do kobiecego ciała, przenikać do niego przez zakamarki, wślizgiwać się, jak kropelka potu.

Męski chór jest w spektaklu dość żałosny, władczy, a jednocześnie zagubiony. Lękowy i obsesyjnie kontrolujący. To rozchwianie, pomiędzy atakami agresji a bezsilności doskonale portretują aktorzy: Juliusz Chrząstowski (Fernando Cerullo), Krystian Durman (Rino Cerullo), Michał Majnicz (Stefano Carracci), Adam Nawojczyk (Marcello Solara), Łukasz Stawarczyk (Nino Sarratore). To postaci, które bardzo chciałyby, żeby ta historia była o nich, walczą o przestrzeń, nawet dosłownie się przepychając, by chociaż na chwilę być głównymi bohaterami. Ich barwnym przeciwieństwem jest Alfonso (Wacław Zimpel, odpowiedzialny za muzykę na żywo), który nawet jak bierze udział w tych samczych przepychankach, to tylko z powodu społeczno-kulturowej presji. Gdy tylko dostaje możliwość – idzie pod prąd, wkłada sukienkę, nawołuje do połączenia z własnymi emocjami i zwrócenia się do wrażliwości. Są to wątki ważne, dopełniające fabułę, ale głównym celem twórczyń jest przyglądanie się kobietom.

Siłą rzeczy główną osią spektaklu są losy Eleny (Anna Paruszyńska-Czacka) i Lili (Karolina Staniec). Jednak reżyserka nie snuje rozważań o tej konkretnej relacji – oczywiście, pojawiają się tarcia, rywalizacja, zazdrość, ale i bliskość tej przyjaźni, nie jest to jednak aspekt dominujący. Dużo przestrzeni dostaje matka Eleny (cudowna w tej roli Małgorzata Zawadzka, która wciela się również w panią Olivero) i Melina (Ewa Kaim) – oszalała z miłości wariatka, porzucona przez kochanka w spektaklu urasta do rangi kapłanki, delfijskiej Pytii, która widzi i wie więcej. Kaim z wirtuozerią kreuje postać, która bawi, ale też budzi respekt. Ogromnym plusem realizacji jest to, że cała obsada poważnie podeszła do swoich bohaterów i bohaterek, dając widowni postaci ekscytujące, charyzmatyczne i wyraziste. To nie są serialowe kalki. To nowa jakość. Intrygująca i głęboka.

Zdaje się, że tak jak kręci się scena, tak twórczynie kręcą się po Neapolu i wyłapują tropy. Ruchoma platforma ze zmieniającą się scenografią (Natalia Mleczak) dodaje dynamizmu, uatrakcyjnia obrazek – chociaż ten i tak jest estetycznie ciekawy z powodu wyrazistych kolorów. U Ferrante tak kolorowo nie było. Ciekawym zabiegiem jest zatem zazielenienie sceny (zielone są meble, sukienki bohaterek, mundurki szkolne) – to kolor nadziei, ale też zgnilizny, zniszczenia, destrukcji.

A destrukcji jest tu dużo. Rozpadają się relacje, marzenia, plany. Rozpada się opowieść i spektakl – aktorzy i aktorki wielokrotnie przełamują czwartą ścianę, opowiadają, co w danej scenie powinno się wydarzyć, ale się nie wydarzy. Co powinno zostać pokazane, ale pokazane nie będzie. To “wychodzenie z powieści” jest błyskotliwą grą z konwencją, odciążaniem kipiących scen. W tym kontekście ironicznym “oczkiem” do widowni są również detale – specyficzny akcent Liny i Rina (nawiązanie do dialektu neapolitańskiego, któremu Ferrante poświęca w powieści dużo uwagi), “gnoczi” czy “latte na sojowym” (odpowiedź na fascynacje Polaków Włochami i idealizowanie tego kraju?).

Jest zatem trochę śmiesznie, trochę strasznie. Poważnie i całkiem zabawnie. Ten treściowy i kompozycyjny balans jest chyba tajemnicą sukcesu i powieści, i krakowskiego spektaklu. Z jednej strony bardzo dobrze się na “Genialną przyjaciółkę” patrzy, z drugiej – tak dużo jest tam ambiwalencji, presji, lęków, niesprawiedliwości. Nieraz pozostaje tylko zanucić: “Guarda che luna, guarda che mare”… .

fot. Natalia Kabanow

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL