Nie tylko autor „Innego świata”, emigracyjny pisarz i bezkompromisowy komentator polskiej rzeczywistości. Także człowiek dowcipny, ironiczny, słuchający Schuberta, tęskniący za polskim teatrem i krajobrazem przypominającym ojczyznę.
O takim Gustawie Herlingu-Grudzińskim opowie prof. Józef „Żuk” Opalski podczas spotkania organizowanego w ramach VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego „Pociąg do literatury”. Rozmowę poprowadzi Maciej Stroiński, a wybrane listy przeczyta Grzegorz Łukawski.
Spotkanie odbędzie się 6 września o godz. 13.00 na Dziedzińcu Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Jego punktem wyjścia będzie wydana w 2025 roku przez Wydawnictwo Austeria książka „Zamieszkałbym w Krakowie… Korespondencja i rozmowy”, dokumentująca blisko dwadzieścia lat znajomości Józefa „Żuka” Opalskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.
To opowieść o przyjaźni, która rozpoczęła się w 1980 roku w Neapolu – od spotkania przypominającego przesłuchanie.
Opalski był wówczas młodym wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, szukającym możliwości pracy we Włoszech. Do Herlinga przyszedł z listami polecającymi między innymi od Sławomira Mrożka, Jana Błońskiego i Janiny Katz. Pisarz przyjął go chłodno, posadził naprzeciwko siebie i – jak po latach wspominał Opalski w rozmowie z Moniką Pilch na antenie Programu 2 Polskiego Radia – niemal „zaświecił mu lampą w oczy”. Młody gość wyszedł urażony, przekonany, że do kolejnego spotkania już nie dojdzie.
Stało się jednak inaczej. Herling odnalazł go na Uniwersytecie w Neapolu i zaprosił na kawę. Tym razem pojawiły się także prosecco, swobodna rozmowa i początek relacji, która przetrwała następne dwie dekady.
– Ja uwielbiam po prostu poznawać prywatnie ludzi, których uwielbiam. Herlinga oczywiście czytałem we wszystkich różnych siódmych obiegach. Od razu wiedziałem, że to jest jeden z największych pisarzy polskich. Postanowiłem po prostu go dotknąć, najzwyczajniej w świecie – mówił Józef Opalski w radiowej Dwójce.
Ich charaktery były zupełnie odmienne. Herling – poważny, nieufny, długo sprawdzający nowych ludzi. Opalski – otwarty, ciekawy osób, których twórczość podziwiał. Różnice nie przeszkodziły im jednak stworzyć bliskiej więzi. Opalski bywał w domu pisarza na obiadach, które nazwał później „obiadami czwartkowymi”, uczył języka polskiego jego córkę Martę, towarzyszył mu podczas wypraw do muzeów i wspólnego słuchania muzyki.
Herling pomagał mu również po tragicznym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Kampanię krótko po przyjeździe Opalskiego do Włoch. Zginęły wówczas tysiące ludzi, a hotel, w którym mieszkał młody wykładowca, zawalił się. Pisarz pomagał mu znaleźć nowe lokum w zrujnowanym Neapolu. Także to doświadczenie zbliżyło obu mężczyzn.
Książka „Zamieszkałbym w Krakowie…” pokazuje Herlinga-Grudzińskiego z perspektywy, której nie odnajdziemy w szkolnych opracowaniach. Nie jest to wyłącznie autor „Innego świata”, więzień sowieckiego łagru, żołnierz spod Monte Cassino, emigrant i współpracownik paryskiej „Kultury”. Z listów, rozmów i wspomnień wyłania się człowiek obdarzony poczuciem humoru, skłonny do wzruszeń, niezwykle lojalny wobec przyjaciół, ale także ironiczny i złośliwy w ocenach ludzi oraz wydarzeń.
To Herling, który podczas wypraw na ryby śpiewał stare piosenki, a oglądając na kasecie VHS „Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego – płakał. Bardzo brakowało mu polskiego teatru. Tęsknił również za polskim krajobrazem, dlatego chętnie wracał do Umbrii, której pejzaż przypominał mu ojczyznę.
Z Opalskim godzinami zwiedzał neapolitańskie muzea. W Capodimonte zatrzymywał się przed obrazami i długo o nich opowiadał. Dla młodszego przyjaciela wspólne wizyty stawały się lekcjami malarstwa, literatury i życia.
Wspólnie odkrywali także Neapol, choć każdy z nich znał inne oblicze miasta. Opalski poznawał jego codzienność dzięki swoim studentom, natomiast z Herlingiem przemierzał przede wszystkim muzea, kościoły i miejsca obecne później w opowiadaniach pisarza. Jednym z nich był kościół Santa Chiara wraz z pokrytym majolikami wirydarzem, gdzie Herling lubił przesiadywać godzinami. Po latach, podczas neapolitańskich uroczystości poświęconych pisarzowi, Toni Servillo przeczytał w tym kościele „Podzwonne dla dzwonnika”.
Szczególne miejsce w opowieści Opalskiego zajmuje muzyka. Profesor przywołuje chwile spędzone w gabinecie pisarza przy kwintecie smyczkowym Schuberta i winie przywożonym z domu w Dragonei. Bywało, że obaj siedzieli w milczeniu, a Herling miał łzy w oczach. Dzieliło ich około trzydziestu lat, ale różnica wieku przestawała mieć znaczenie wobec wspólnie przeżywanej sztuki.
W książce znalazła się również historia nieudanego wyjścia na koncert Krystiana Zimermana. Przyjaciele postanowili nie korzystać ze znajomości z pianistą i stanęli w długiej kolejce po bilety. Biletów nie zdobyli, koncertu nie usłyszeli. Sama anegdota mówi jednak wiele o ich relacji i zwyczajnych zdarzeniach, które po latach tworzą portret bliskiego człowieka równie wyrazisty jak najważniejsze rozmowy.
Korespondencja odsłania jednocześnie polityczne realia, w których rozwijała się ta przyjaźń. Herling-Grudziński pozostawał pod obserwacją, a pojawiający się w jego domu goście mogli wzbudzać podejrzenia. Początkową nieufność wobec Opalskiego tłumaczyły wcześniejsze doświadczenia pisarza. Odwiedzali go ludzie podający się za przyjaciół lub wielbicieli jego twórczości, którzy nagrywali rozmowy, a zdobyte materiały przekazywali komunistycznym służbom.
Sam Opalski po powrotach do Polski był kontrolowany na lotnisku w Balicach, poddawany rewizjom osobistym i wielogodzinnym przesłuchaniom. Funkcjonariusze pytali go z uśmiechem: „Co u pana Gustawa?”. Jego telefony były podsłuchiwane, rozmowy spisywane, a studenci, których zaprowadził na spotkanie z Herlingiem, mieli później zakaz zbliżania się do Via Crispi, gdzie mieszkał pisarz – pod groźbą nieotrzymania paszportu.
Z czasem Herling zaczął więc posługiwać się w listach inicjałami i określeniami zastępczymi. Pisał o telefonie do „pani B” albo wizycie „pana C”. Przygotowując książkę, Opalski musiał po latach przeszukiwać dokumenty i własną pamięć, aby ustalić, kogo dotyczyły zaszyfrowane fragmenty. Część listów zaginęła, inne przetrwały w archiwum pisarza prowadzonym w Neapolu przez jego córkę Martę.
W tomie znalazła się również rozmowa z Herlingiem-Grudzińskim, której publikację uniemożliwiło wprowadzenie stanu wojennego. Pisarz autoryzował ją 12 grudnia 1981 roku, na dzień przed rozpoczęciem jednego z najciemniejszych okresów w powojennej historii Polski. Także z tego powodu książka jest czymś więcej niż prywatnym zapisem znajomości. Opowiada o epoce cenzury, politycznej kontroli, emigracji i kraju, w którym nazwisko jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy przez wiele lat nie mogło pojawiać się w oficjalnym obiegu.
Publikacja przypomina również, jak długo Herling-Grudziński pozostawał nieobecny nie tylko w Polsce, lecz także we Włoszech. „Inny świat” po raz pierwszy ukazał się w Londynie z przedmową Bertranda Russella, natomiast na włoskie wydanie musiał czekać wiele lat. W Neapolu, choć mieszkał tam przez dziesięciolecia, długo pozostawał niemal niezauważany. Dopiero po jego śmierci zaczęto organizować oficjalne uroczystości i umieszczać tablice pamiątkowe.
Jego książki docierały tymczasem do Polski w niewielkich emigracyjnych wydaniach, przemycanych przez granicę i przechowywanych mimo zakazów. Kiedy po latach pisarz mógł wreszcie spotkać się z polskimi czytelnikami, ustawiali się do niego właśnie z tymi egzemplarzami. Dla autora, który przez znaczną część życia nie wiedział, czy w ojczyźnie ktokolwiek go czyta, widok długiej kolejki ludzi proszących o autograf stał się jednym z najważniejszych doświadczeń po powrocie do kraju.
Herling mówił Opalskiemu, że z perspektywy czasu uważa swoje życie za wygrane. Zrobił to, co zamierzał: przeszedł przez doświadczenie sowieckiego łagru, wstąpił do wojska, walczył pod Monte Cassino i przez wiele lat pracował dla paryskiej „Kultury”. Jednocześnie przyznawał, że emigracja jest dla pisarza szczególnie trudna. Twórca nie wie, czy jego książki znajdują odbiorców, i przez długi czas ma wrażenie, że pisze w próżnię.
Opalski pokazuje Herlinga jako człowieka przywiązującego ogromną wagę do przyjaźni. Pisarz mówił mu, że właśnie przyjaciołom zawdzięczał w życiu bardzo wiele i że prawdziwa przyjaźń jest uczuciem niezwykle głębokim. Do relacji rozpoczętej w Neapolu odnosił się z wyjątkową czułością, podkreślając, że przetrwała wszystkie próby i dawała mu pewność, że ma bliskiego człowieka w Krakowie.
Tytuł książki pochodzi z listu napisanego po jednej z wizyt pisarza w stolicy Małopolski. Herling poczuł się tam tak dobrze, że wyznał: „Zamieszkałbym w Krakowie…”. Wcześniej wspólne spacery po krakowskim Rynku wydawały się obu przyjaciołom nierealnym marzeniem. Ani mieszkający w Neapolu emigrant, ani odwiedzający go wykładowca nie przypuszczali, że kiedyś rzeczywiście będą mogli przejść razem przez Rynek. Kiedy stało się to możliwe, zwykły spacer nabrał znaczenia wykraczającego poza prywatne spotkanie.
„Zamieszkałbym w Krakowie…” nie jest więc wyłącznie zbiorem dokumentów. Opalski układa z listów, rozmów i wspomnień portret Herlinga mniej znanego – uśmiechniętego, przyjacielskiego, wzruszającego się muzyką i teatrem, zachwyconego malarstwem, czasami uszczypliwego, ale niezwykle lojalnego.
Opalski przekonuje, że Herling-Grudziński wciąż pozostaje pisarzem do odkrycia. Szkolna lektura sprawiła, że jest postrzegany przede wszystkim jako świadek łagru i męczennik historii. Tymczasem pozostawił także znakomite opowiadania, w których powracają doświadczenie emigracji, włoskie krajobrazy, sztuka, religia i pytania o ludzkie wybory. To właśnie do ich czytania profesor szczególnie zachęcał podczas rozmowy w Programie 2 Polskiego Radia, nazywając je prozą najwyższej klasy.
Bohaterem festiwalowego wydarzenia będzie Józef „Żuk” Opalski – teatrolog, muzykolog, literaturoznawca, reżyser, publicysta i pedagog, od dziesięcioleci związany z krakowskim życiem akademickim i artystycznym. Był wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz profesorem Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Pełnił funkcję kierownika literackiego między innymi w Starym Teatrze, Operze Krakowskiej i Teatrze Ewy Demarczyk. Jako reżyser współpracował z wieloma polskimi scenami, pracując między innymi z Krystyną Jandą i Anną Polony. Jest również autorem esejów, artykułów krytycznych i książek poświęconych teatrowi, muzyce oraz literaturze.
Rozmowę z profesorem poprowadzi Maciej Stroiński – tłumacz literatury pięknej, dramatu i filozofii, krytyk teatralny oraz doktor nauk humanistycznych. Studiował w Instytucie Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którym był później związany także jako wykładowca. Jest autorem wielu recenzji, esejów i felietonów publikowanych między innymi w „Dwutygodniku”, „Przekroju” oraz na portalu e-teatr.pl.
Stroiński należy do najbardziej rozpoznawalnych i wyrazistych przedstawicieli współczesnej krytyki teatralnej. W swoich tekstach nie unika stanowczych ocen, uważnie przyglądając się aktorstwu, językowi sceny oraz sposobom, w jakie literatura zaczyna funkcjonować w teatrze. Jako tłumacz pracuje przede wszystkim z literaturą anglojęzyczną. Przełożył między innymi nowe polskie wydanie powieści „Stoner” Johna Williamsa, książki Shaloma Auslandera, w tym „Matkę na obiad”, a także dramaty Oscara Wilde’a i Petera Shaffera oraz Szekspira wystawiane na polskich scenach.
Spotkają się dwie osoby od lat związane z teatrem i literaturą, reprezentujące różne pokolenia, temperamenty krytyczne oraz doświadczenia zawodowe. Można się spodziewać rozmowy, która wykroczy poza historię powstania książki i pozwoli przyjrzeć się Herlingowi-Grudzińskiemu jako pisarzowi, emigrantowi i komentatorowi polskiej rzeczywistości, ale także człowiekowi żyjącemu przez dziesięciolecia z dala od kraju i rodzimego obiegu literackiego.
Ważną częścią wydarzenia będzie aktorska interpretacja wybranych listów w wykonaniu Grzegorza Łukawskiego. Dzięki temu korespondencja Herlinga-Grudzińskiego i Opalskiego nie pozostanie jedynie materiałem omawianym przez uczestników spotkania, lecz zabrzmi na dziedzińcu Teatru Żeromskiego w bezpośrednim, scenicznym wykonaniu.
Będzie to spotkanie o książce i jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku, ale też o bliskości budowanej ponad różnicą pokoleń, życiu emigranta, cenzurze, cenie niezależności oraz codziennych sytuacjach, dzięki którym znana z podręczników postać odzyskuje własny głos i charakter.
Od redakcji
Związek Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z Kielecczyzną nie jest wyłącznie patronackim uzasadnieniem festiwalu. Pisarz przez całe życie podawał Kielce jako miejsce urodzenia. Zachowana metryka wskazuje jednak, że przyszedł na świat 20 maja 1919 roku w pobliskich Skrzelczycach, znajdujących się wówczas w gminie Szczecno. Dokument odnalazła dr Irena Furnal z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, badaczka twórczości pisarza i jego związków z regionem. Metryka jest przechowywana w aktach Urzędu Stanu Cywilnego w Daleszycach.
Rodzice Herlinga-Grudzińskiego mieszkali w Kielcach, ale wiele czasu spędzali również w Skrzelczycach, gdzie znajdował się należący do rodziny folwark. Z aktu urodzenia wynika, że ojciec pisarza, Jakub-Josek Herling vel Grudziński, 17 lipca 1919 roku zgłosił narodziny syna, który przyszedł na świat 20 maja o godz. 7.00 rano. Dziecku nadano imiona „Gecel vel Gustaw”.
Pod dokumentem podpisał się sekretarz gminy Roman Kapuściński – dziadek późniejszego reportera i pisarza Ryszarda Kapuścińskiego. Ten niezwykły splot dwóch nazwisk ważnych dla polskiej literatury pozostaje mało znanym elementem historii regionu.
Herling-Grudziński urodził się w spolonizowanej rodzinie polsko-żydowskiej. Jego matką była Dorota, określona w akcie jako Dobrysia, z domu Bryczkowska, natomiast ojcem Jakub-Josek Herling-Grudziński, spolonizowany Żyd znający język jidysz. Sam pisarz rzadko wracał do szczegółów swojej wczesnej biografii, a przez lata funkcjonował w opracowaniach jako osoba urodzona w Kielcach. Odnaleziony dokument pozwolił doprecyzować miejsce jego narodzin, nie podważa jednak silnych związków rodziny z miastem i całą Kielecczyzną.
Organizowany w Kielcach Festiwal Herlinga-Grudzińskiego „Pociąg do literatury” przywraca pamięć o pisarzu właśnie w regionie, z którego pochodził i z którym były związane pierwsze lata jego życia. Spotkanie z Józefem „Żukiem” Opalskim rozszerzy tę opowieść: obok Herlinga zakorzenionego w Kielecczyźnie pokaże Herlinga emigranta, mieszkańca Neapolu, przyjaciela, miłośnika malarstwa, muzyki i polskiego teatru.
Spotkanie z prof. Józefem „Żukiem” Opalskim
6 września 2026 roku, godz. 13.00
Dziedziniec Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach
Prowadzenie: Maciej Stroiński
Czytanie listów: Grzegorz Łukawski
Wstęp bezpłatny
Wydarzenie jest częścią VI Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego „Pociąg do literatury”.
Źródła: materiały Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach; rozmowa red. Moniki Pilch z prof. Józefem „Żukiem” Opalskim wyemitowana w Programie 2 Polskiego Radia; informacje o metryce urodzenia Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i jego związkach z Kielecczyzną opublikowane przez IPN oraz portal Informacji Kulturalnej Województwa Świętokrzyskiego.
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach