Fosse i Sienkiewicz w jednym stali Koloseum

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Fosse i Sienkiewicz w jednym stali Koloseum

O spektaklu „Quo Vadis” wg Henryka Sienkiewicza w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Muzycznym w Gdyni pisze Agnieszka Serlikowska.

Opublikowano: 2024-09-15
Fot. Rzemieślnik Światła - Fotograf

Po siedmiu latach Wojciech Kościelniak powraca do Teatru Muzycznego im. D. Baduszkowej w Gdyni z „Quo Vadis” według powieści Henryka Sienkiewicza. Pomysł wydawałoby się karkołomny. Szczególnie w świetle kryształowych, papierowo-heroicznych protagonistów z książki, akcji umiejscowionej w starożytnym Rzymie oraz utrwalonych w masowej świadomości skojarzeń z ekranizacji. Równo 23 lata po premierze filmu, na deski teatru trafia jednak musical dojrzały, miejscami operowo monumentalny, a jednocześnie pełen charakteru i treści, której z literackiego pierwowzoru nie potrafili wyłuskać nawet najbardziej wytrwali poloniści.

Po pierwsze nie ma tu sandałów, a kolor biały kojarzy się negatywnie. Jak twierdzi Petroniusz (Marek Nędza) w jednej z wprowadzających piosenek, to w tę barwę przebiera się zło. Scena zatem skąpana jest przede wszystkim w mieszaninie czerni, złota i czerwieni. Rzymianie w końcu szczycą się hedonizmem. W imponującej scenografii Mariusza Napierały główną rolę gra Koloseum z metalu, które w zależności od akcji rozbrzmiewać będzie feerią świateł, przypominać klatkę lub tajne miejsce spotkań chrześcijan. Całość akcji utrzymana jest natomiast w konwencji kabaretowo-cyrkowej. Charakterystyczne burleskowe, skąpe stroje tancerzy, umundurowanie żołnierzy przywodzące na myśl oficerów gestapo i choreografia Mateusza Pietrzaka pełna rozstawionych palców, podwiniętych kolan oraz rolowania ramion tak charakterystyczna dla twórczości Boba Fosse, a precyzyjniej Boba Fosse i Gwen Verdon – kieruje nas prosto do „Cabaretu” i Berlina lat 30 XX wieku. Zresztą to nie jedyne odniesienie – w drugim akcie do sekwencji wydarzeń został rozstawiony długi na całą scenę taneczny drążek, który przywodzi na myśl układ do „Big Spender” z filmowego musicalu w reżyserii Fosse’a „Słodka Charity”. W finale pierwszego aktu do imponującej sceny zbiorowej zastosowano melodię, której motyw przewodni do złudzenia przypomina temat z „New York, New York”  Martina Scorsese, wykonywany pierwotnie przez znaną m.in. z „Cabaretu” Lizę Minelli.

Bo „Quo Vadis” wydaje się historią o powracającym imperializmie. Złowrogą, bo pokazującą państwo rządzone przez narcyza i szaleńca – Nerona (Marcin Słabowski) i jego zdeprawowaną świtę, dla której los ludzi jest jedynie igraszką na arenie. Smutną, bo jak stwierdza Petroniusz, lepiej nie będzie. Każdy naród ma takiego władcę, na jakiego zasłużył, w końcu przecież mniej lub bardziej wywodzi się spośród niego.  To również opowieść o religii przez pryzmat władzy. Idealni chrześcijanie, charakterologicznie właściwie nieskazitelni, wybaczający nawet najgorsze męki, wypierają ostatecznie bogów rzymskich, ale nie trzy Furie  – Niestrudzoną (Katarzyna Kurdej), Mścicielkę  (Renia Gosławska) i Zawistną (Sandrę Brucheiser) – spersonifikowane ludzkie cechy, które popychają do przejmowania rządów i eliminowania wrogów. Finałowa scena pochodu ubranych na biało kapłanów ciągnących za sobą stos z ofiarą gotową do podpalenia to gorzkie, ale potrzebne postscriptum do pierwotnej historii szlachetnych wyznawców Chrystusa.

Ale, jak to widoczne było m.in. w „Chłopach” czy „Lalce” W. Kościelniaka, „Quo Vadis” to suma opowieści indywidualnych bohaterów. I tu, na pierwszy plan, zgodnie z oczekiwaniami, wybija się historia Ligii (Julia Duchniewicz) i Winicjusza (Jakub Brucheiser). Jak w tragedii greckiej  to ten wątek jest siłą przewracającą kolejne kostki domina, prowadzącą do okrutnej śmierci wielu niewinnych. Paradoksalnie ta historia wydaje się prawdziwsza w pierwszym akcie, gdy motywuje ją żądza Winicjusza, paląca wszystko równie skutecznie jak ludzie Nerona Rzym. Czuć w tym jakiś uniwersalny mianownik wielu relacji damsko-męskich, również w kontekście wpływu na życie innych czy politykę. Przekonujące jest rozwinięcie postaci Ligii, po ludzku pragnącej drugiego człowieka, wątpiącej w wyznawaną wiarę. Ciekawie ewoluuje Petroniusz poprzez relację z Eunice (Adrianna Koss). Hedonista i cynik balansujący na krawędzi cesarskiego błazna zmienia się na skutek relacji z zakochaną w nim niewolnicą. Jednocześnie to dla widzów złośliwy, ale najlepszy narrator tej opowieści. To w jego piosenkach i dialogach ukrytych zostało najwięcej uniwersalnych, choć często okrutnych prawd.

Porywająca jest muzyka Mariusza Obijalskiego, początkowo bardziej jazzowa, potem mroczniejsza, nawiązująca do wspomnianego już musicalu amerykańskiego lat 60. i 70. XX wieku, mieszająca motywy z berlińskiego kabaretu i Toma Waitsa czy Nicka Cave’a. Zapadają w pamięć właściwie wszystkie piosenki ekspozycyjne poprzez brawurowe wykonania m.in.  Karoliny Trębacz (Poppea Sabina) czy  Adrianny Koss. Ogromna obsada spektaklu oraz zespół taneczno-wokalny po raz kolejny udowadniają, że Teatr Muzyczny w Gdyni jest marką samą w sobie. Wydaje się też, że po kryzysie pandemii i nieco „mniejszych” spektaklach, wszyscy w „Quo Vadis” całkowicie rozwijają skrzydła, by wynagrodzić ten czas sobie i widowni w trójnasób. Perfekcyjny w każdej scenie oraz nucie jest Jakub Brucheiser, który wyciska z Winicjusza temperament nieznany widzom ekranizacji. Marek Nędza jako Petroniusz emanuje charyzmą. Wespół w zespół z Neronem Marcina Słabowskiego, który zupełnie nieprzekonująco nie umie śpiewać, zebrali największe owacje prapremierowej widowni. Wybitne są wspomniana już Karolina Trębacz jako Poppea i Karolina Merda jako Akte. Również Ligia Julii Duchniewicz ma w sobie więcej charakteru niż kiedykolwiek podarował tej bohaterce Sienkiewicz. Wzrusza, śmieszy i zatrważa Sasza Reznikow jako Chilon Chilonides – z perspektywy wpływu na historię i niejednoznaczności jego działań chyba najciekawsza postać spektaklu.

Nie wszystko mnie w tym przedstawieniu przekonuje, jak choćby metafizyczna postać Sroki jako symbolu rzymskiej chciwości, która wydaje się już niepotrzebna w tym natłoku wątków i możliwości interpretacyjnych. „Quo Vadis” to  musical do wielokrotnego oglądania, wydaje się, że w zależności od dnia i obranego na widowni miejsca otworzy nowe, zaskakujące kierunki. Doskonale się go ogląda z balkonu, gdzie szeroka perspektywa pozwala na dostrzeżenie chociażby interakcji Ligii i Winicjusza podczas wspólnej uczty u Nerona, jednocześnie nie tracąc z oczu imponującej sceny zbiorowej i zachowań Petroniusza czy cesarza.

A skoro już o scenach zbiorowych mowa… Kulminacyjne, przedfinałowe wydarzenia na arenie Koloseum porywają monumentalnością i przywodzą na myśl najbardziej opływające rozmachem opery. To teatr kompletny, wbijający w fotel, a rozwiązanie, w którym grzywę wielkiego posągu lwa tworzą czerwone wachlarze trzymane przez wzrastającą wciąż liczbę zmarłych zapiera dech.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL