Dryfując przez smutek

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Dryfując przez smutek

O spektaklu dyplomowym Dzikie palmy Aleksandry Bielewicz wg powieści Williama Faulknera w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, pisze Aram Stern. System oceniania, jaki stosuje recenzent spektakli, jest niemiłosiernie subiektywnym narzędziem. Przyznam, że czułem duży niepokój biorąc kurs na Dzikie palmy w reżyserii Aleksandry Bielewicz  w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, którego scenariusz oparto...
Opublikowano: 2023-12-11

O spektaklu dyplomowym Dzikie palmy Aleksandry Bielewicz wg powieści Williama Faulknera w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, pisze Aram Stern.

System oceniania, jaki stosuje recenzent spektakli, jest niemiłosiernie subiektywnym narzędziem. Przyznam, że czułem duży niepokój biorąc kurs na Dzikie palmy w reżyserii Aleksandry Bielewicz  w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, którego scenariusz oparto na podstawie powieści Williama Faulknera The Wild Palms. If I Forget Thee Jerusalem z 1939 roku. Akcja książki toczy się bowiem zawiłą, rozdzieloną na dwie różne opowieści i zaprezentowaną wielopoziomowo, w sposób nielinearny i przy tym w naprzemiennych rozdziałach, historią miłosną. Dodatkowo jeszcze napisaną prozą lepką jak miód, oblepioną ukrytymi znaczeniami i namiętnościami, której „lady” angielszczyzna noblisty służy dobrze, lecz w tłumaczeniu Kaliny Wojciechowskiej z 1958 roku już niekoniecznie. Tymczasem w adaptacji na deski toruńskiej Sceny na Zapleczu zdecydowanie tak!

Autorka scenariusza, Aleksandra Bielewicz, wraz z dramaturżką Krysią Bednarek z tej osobliwej quasi-miłosnej prozy Faulknera (acz miłości w niej tkwi raptem krztyna) wykroiły niezwykle współczesny tekst, dotykający jak najbardziej XXI-wiecznych problemów przede wszystkim kobiet, ale i osób wystawianych na ciągłe ocenianie swoimi nie zawsze zdroworozsądkowymi wyborami. Okrojenie fabuły do tych wątków i uwspółcześnienie języka okazało się idealną receptą na udane przedstawienie dyplomowe. Tym bardziej trudnym zadaniem było ukazanie odległych czasów w rzeczywistości Wielkiego Kryzysu na południu Stanów Zjednoczonych, kiedy to artystka malarka Charlotte Rittenmeyer (Joanna Rozkosz), mężatka i matka, w Nowym Orleanie poznaje Harrego Wilbourne (Igor Tajchman) kończącego właśnie staż absolwenta medycyny. Miłość (pożądanie?) uderza w oboje tak intensywnie, że decydują się uciec i „dryfować” przez meandry biedy w Chicago, odtrącenie w środowisku robotniczym Wisconsin, do rozpaczliwej walki o byt w kopalni w Utah. Nie mamy jednak wrażenia, że Dzikie palmy to road theater nawet wówczas, gdy Charlotte zachodzi w ciążę i kochankowie postanawiają udać się jeszcze dalej – na wybrzeże Missisipi.  

W toruńskim spektaklu akcja dzieje się pozaczasowo (lub współcześnie, co w pierwszym akcie wskazuje zegar na scenie), tak jakby te podróże pary bohaterów bez konkretnego celu, zagubionych w swym świecie niczym widzowie błądzący w myślach, nie miały być nigdy uporządkowane. Półprawdy każą się wielu rzeczy domyślać, upływ czasu traci znaczenie, podobnie jak aktualne miejsce na miłosnej mapie kochanków. Nawet w skromnej scenografii Łukasza Misztala brakuje jasnych znaczników miejsc czy nastroju izolacji bohaterów spektaklu. Wszystko pozostaje w onirycznych przypuszczeniach i podobnie jak w powieści – w niedopowiedzeniach. W przypadku Charlotte i Harrego jasnym celem jest tylko (albo aż) ich pożądanie. Dążą do tego, aby w nim wytrwać, żeby być bez przerwy jemu poddanymi. Jej jest łatwiej, kiedy poświęca swój czas miłości i pracy artystycznej, Harry zaś stale dobijający się do drzwi kolejnych pracodawców w celu szukania pracy, dzięki której mógłby utrzymywać Charlotte, zaczyna (choć Faulkner nie ujawnia jego wnętrza) „szamotać się z przeznaczeniem jak palmy smagane wiatrem”, walczyć ze swą rolą w mężczyzny w związku. Jak ma kochać, gdy brak mu czasu na własne myśli? Miota się z nimi, buntuje, by w roli lekarza bez skończonego stażu, naciskany przez ukochaną, dokonać zabiegu aborcji i unicestwić ich wspólne dziecko.

Cierpienie Charlotte po zabiegu przeplata się przez cały spektakl z jej krzykiem, obecnością bezdusznych lekarzy (Anna Magalska i Niko Niakas), czerwonym światłem (projekcje: Natalia Pośnik), niewielkimi wyrzutami sumienia wobec porzuconego męża (Maciej Raniszewski) czy rozmowami z tkwiącą w systemie oceniania Billie (Ada Dec). Niemniej Charlotte mimo to trudno polubić czy jej współczuć, podobnie jak Harrego, choć zarówno Joanna Rozkosz, jak i Igor Tajchman w spektaklu Aleksandry Bielewicz wspinają się na wyżyny aktorskiego kunsztu, to usilne dążenie ich bohaterów do życia samych dla siebie i poszukiwania miejsca na ziemi (które im na ich miłość pozwoli), wydaje się znów być poddawane pod system oceniania. Miłość za wszelką cenę, miłość w rytm transowej muzyki (Szymon Sutor, ruch sceniczny: Maria Bijak), wreszcie miłość na krawędzi w gronie 27-letnich „poetów wyklętych” (jeden z kostiumów Harrego wyraźnie nawiązuje do stroju scenicznego Jimma Morrisona. Kostiumy: Olga Mazur) odbija się czkawką zarówno w prywatnych obsesjach, jak i procesach społecznych, o których tak wspaniale w swej powieści pisze Wiliam Faulkner.

Bez względu czy mowa tu o dookreślaniu swego miejsca w społeczeństwie amerykańskim czy europejskim, receptą na szczęście pozostanie wolność, także obywatelska. Również na poziomie uniwersalnym spektakl dotyka kwestii zakłamania oraz dwulicowości rządzących, gdy obiektem niechęci, nienawiści i ostracyzmu stają się wszyscy, którzy ośmielają się wyłamać i zanegować panujące konwenanse. Ma to miejsce również w dyskusji o aborcji w nowej rzeczywistości polskiej polityki, już trzy lata po wyroku pseudo-Trybunału Konstytucyjnego, który kosztował życie tak wielu kobiet i skutkował najmniejszą liczbą urodzeń od końca II wojny światowej.  Charlotte i Harry w swej „wojnie” również zapłacili najwyższą cenę… Dzikie palmy – spektakl dyplomowy Aleksandry Bielewicz – nie jest przedstawieniem łatwym w odbiorze, tak dzieje się zawsze, gdy dochodzi do konfrontacji indywidualizmu z masą. Jednocześnie jest uniwersalną przypowieścią o smutku, o dryfującej niemocy w walce indywidualizmu z systemem za wszelką cenę. Warto poświęcić swój czas tak soczystemu spektaklowi, by móc o nim jeszcze długo myśleć.

fot. Monika Stolarska

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL