Dar prostoty. Urodziny Ewy Ziętek

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Dar prostoty. Urodziny Ewy Ziętek

Od Panny Młodej w „Weselu” po poruszającą rolę w „Nieostrości widzenia”. Warto przypomnieć aktorkę, która z równą siłą buduje role komediowe i kreacje o wyraźnym wymiarze dramatycznym.

Opublikowano: 2026-03-08
fot, Teatr Kwadrat

W teatrze są aktorzy, którzy imponują techniką, są też tacy, którzy przyciągają osobowością. A są wreszcie tacy – i do nich należy Ewa Ziętek – którzy mają dar najrzadszy: potrafią sprawić, że widz ma poczucie spotkania z kimś prawdziwym. Nie z „rolą”, lecz z człowiekiem, który tę rolę wypełnia doświadczeniem, temperamentem i jakąś niezwykłą naturalnością. W dniu jej urodzin warto o tym darze przypomnieć.

Moje pierwsze spotkanie z jej aktorstwem nie odbyło się w teatrze, lecz przed telewizorem. Był rok 1974 i spektakl „Trzy siostry” w reżyserii Aleksandra Bardiniego. Ziętek grała tam Olgę – postać cichą, skupioną, jakby zanurzoną w melancholii świata Antoniego Czechowa. W tej roli była jeszcze bardzo młoda, ale już wówczas miała w sobie coś, co przykuwało uwagę: prostotę. Sama po latach powie, że to „dar od Boga”. W istocie – dar nie do podrobienia.

Ta prostota sprawiła też, że szybko znalazła się na planie filmowym jednego z najważniejszych polskich reżyserów – Andrzeja Wajdy. Debiut w jego „Weselu” – w roli Panny Młodej – był początkiem filmowej drogi, która prowadziła przez dziesiątki tytułów i bardzo różne konwencje. Pojawiła się później w innym filmie Wajdy, „Człowiek z marmuru”, a także w komediowej klasyce Stanisława Barei – „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” – czy w kultowym serialu Alternatywy 4, gdzie z właściwą sobie lekkością potrafiła zamienić krótką scenę w moment zapamiętany przez widzów na lata.

W późniejszych dekadach przyszły jeszcze inne rozpoznawalne role – choćby w serialu „Złotopolscy”, a potem w Barwach szczęścia”. Jednak popularność telewizyjna nigdy nie przesłoniła jej pracy teatralnej.

Dla mnie szczególne znaczenie mają spotkania z nią w Teatrze Kwadrat w Warszawie. To scena, która – jak sama aktorka mówi – daje widzom „oddech” i przestrzeń na śmiech. I rzeczywiście, w spektaklach, które widziałem, Ziętek potrafiła ten oddech stworzyć.

W „Przez park na bosaka” Neila Simona była Ethel Banks – matką, która z energią i komediowym wyczuciem wkracza w życie młodego małżeństwa. Z kolei w „Klubie cmentarnym” grała Doris – jedną z trzech wdów spotykających się na nowojorskim cmentarzu. To rola zbudowana z delikatnej równowagi między melancholią a humorem.

Jeszcze inny rodzaj komediowej precyzji pokazała w farsie „Okno na parlament” Raya Cooneya, gdzie – jak to u Cooneya – tempo i rytm sceniczny decydują o wszystkim. Ziętek poruszała się w tej konwencji z zadziwiającą swobodą, jak aktorka, która dokładnie wie, że komedia jest jedną z najtrudniejszych form teatralnych.

Najbardziej niezwykłe było jednak spotkanie z nią w spektaklu „Nieostrość widzenia” Remigiusza Grzeli, wyreżyserowanym przez Wawrzyńca Kostrzewskiego. To przedstawienie oparte na historii aktorki Zofii Książek-Bregułowej, która po utracie wzroku w czasie wojny nie porzuciła teatru.

W tej roli Ziętek była właściwie sama – pomiędzy ceglaną ścianą a powłóczystym tiulem pełniącym funkcję ekranu. Bez dekoracyjnych podpórek, bez efektownych kostiumów. Został tylko aktor i słowo. I to wystarczyło. Aktorka wcielała się nie tylko w Książek-Bregułową, lecz także w jej męża, przywoływała wspomnienia z życia teatralnego i prywatnego, a przy okazji potrafiła – z wielkim dystansem – żartować także z samej siebie. W tych fragmentach ujawniała całą gamę swoich komediowych umiejętności. Cieszę się, że już niebawem obejrzę ten monodram po raz drugi – tym razem podczas 40. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora, w których wezmę udział również jako juror.

W jednym z wywiadów powiedziała: „Czasami wątpię… ale kiedy widzowie wstają z odruchu serca, myślę, że może to nie są stracone lata”.

Patrząc na jej drogę – od debiutu u Wajdy, przez sceny Teatr Narodowy w Warszawie czy Teatr Dramatyczny w Warszawie, po wieloletnią obecność w Teatrze Kwadrat – można powiedzieć jedno: to są lata bardzo dobrze wykorzystane.

Bo w aktorstwie Ewy Ziętek najcenniejsze jest to, że nigdy nie próbuje być kimś innym niż jest. Nie buduje sztucznej tajemnicy, choć – jak sama przyznaje – marzyła kiedyś o byciu „tajemniczą damą”. Zamiast tego daje widzowi coś znacznie trudniejszego: prawdę sceniczną.

A prawda w teatrze zawsze się obroni. Nawet po wielu dekadach.

I dlatego właśnie w dniu jej urodzin najprościej powiedzieć: dobrze, że jest. I dobrze, że wciąż wychodzi na scenę.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL