29 kwietnia. Dzień, w którym świat – choć na chwilę – zaczyna mówić językiem ciała. Nie zawsze go rozumiemy, nie zawsze potrafimy nazwać, ale niemal zawsze go czujemy. Międzynarodowy Dzień Tańca to nie tylko data w kalendarzu. To moment, w którym przypominamy sobie, że istnieje sztuka wymykająca się słowom, a jednocześnie trafiająca w samo sedno naszego doświadczenia.
Tegoroczne orędzie Henryka Konwińskiego jest pełne czułości i pokory wobec artystów tańca. I trudno się z nim nie zgodzić – bo czy istnieje druga dziedzina sztuki, która w tak bezpośredni sposób angażuje całego człowieka? Tancerz nie ma kostiumu, za którym może się ukryć. Nawet jeśli go nosi – i tak na scenę wychodzi z własnym ciałem, jego ograniczeniami, bólem, zmęczeniem, ale też siłą, pamięcią i prawdą.
Patrząc na współczesne obchody tego święta – od telewizyjnych premier, takich jak „Symfonia tańca / Ssss…” Edwarda Cluga, po udostępniane online spektaklu „Peer Gynt” – widzimy, jak bardzo taniec potrafi się zmieniać, nie tracąc swojej istoty. Z jednej strony wielkie sceny, precyzja, kunszt i dyscyplina. Z drugiej – inicjatywy oddolne, jak działania Fundacji Cicho Echo, które przypominają, że taniec zaczyna się tam, gdzie zaczyna się relacja: z drugim człowiekiem, z przestrzenią, z samym sobą.
I może właśnie to jest dziś najważniejsze.
W świecie nadmiaru słów, opinii i komunikatów taniec pozostaje przestrzenią ciszy, w której można powiedzieć więcej. Bez komentarza, bez interpretacji narzuconej z zewnątrz. To widz dopowiada sens, to widz współtworzy opowieść. A artysta? Artysta oddaje coś znacznie cenniejszego niż perfekcję – oddaje siebie.
Dlatego dzisiejszy dzień jest nie tylko świętem sztuki, ale przede wszystkim świętem ludzi.
Drogie Tancerki, Drodzy Tancerze. Choreografowie, pedagodzy, wszyscy, którzy żyją tańcem – zawodowo i z potrzeby serca.
Życzę Wam wytrwałości w chwilach zwątpienia, które – jak w każdej sztuce – przychodzą częściej, niż chcielibyśmy przyznać. Życzę zdrowia, które w Waszym zawodzie jest wartością bezcenną i kruchą. Życzę odwagi – do poszukiwań, do przekraczania granic, do bycia nieoczywistym.
Ale przede wszystkim życzę Wam, by nigdy nie zgasła w Was radość ruchu.
Ta pierwsza, najprostsza. Ta, od której wszystko się zaczęło.
Bo zanim pojawiła się technika, zanim przyszły sceny, premiery i recenzje – był ruch. Naturalny, intuicyjny, wolny. I może właśnie do niego warto dziś wrócić choć na chwilę.
A nam, widzom, pozostaje jedno: patrzeć uważniej. I dziękować.
Za emocje, których nie da się wypowiedzieć. Za historie, których nie da się zapisać. Za piękno, które istnieje tylko przez moment – i właśnie dlatego jest tak cenne.
Wszystkiego dobrego w Międzynarodowym Dniu Tańca.
Orędzie