Rzuciła etat, nie teatr

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Rzuciła etat, nie teatr

Z Ewą Lubacz, aktorką, pedagożką i reżyserką, rozmawia Wiesław Kowalski. Po 19 latach żegna scenę Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”, ale nie żegna się z teatrem. Wręcz przeciwnie – otwiera nowy rozdział, w którym sztuka, edukacja i animacja kultury przenikają się jeszcze silniej. W szczerej rozmowie aktorka, pedagożka i reżyserka opowiada o artystycznych wyborach, wolności...
Opublikowano: 2025-05-26

Z Ewą Lubacz, aktorką, pedagożką i reżyserką, rozmawia Wiesław Kowalski.

Po 19 latach żegna scenę Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”, ale nie żegna się z teatrem. Wręcz przeciwnie – otwiera nowy rozdział, w którym sztuka, edukacja i animacja kultury przenikają się jeszcze silniej. W szczerej rozmowie aktorka, pedagożka i reżyserka opowiada o artystycznych wyborach, wolności twórczej, pracy z osobami z niepełnosprawnością, sile teatru amatorskiego i… spotkaniach z Dzidką Trzcińską. To opowieść o odwadze, która przychodzi z doświadczeniem, o pasji, która nie gaśnie, i o kobiecie, która naprawdę dopiero się rozkręca.

WK: Po 19 latach żegnasz się z etatem w Teatrze Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach. Co czuje aktorka, która zamyka tak ważny rozdział swojego artystycznego życia?

EL: Przede wszystkim czuję w sobie potężną siłę. Po pierwsze – udało mi się spełnić marzenie zostania aktorką. Po drugie – mogłam z tego uczynić źródło utrzymania przez tyle lat. A po trzecie – teraz potrafię i mogę z tego zrezygnować, by wykorzystać swoje umiejętności w inny sposób. Coraz bardziej doceniam własne możliwości i doświadczenie sceniczne. Poznałam siebie na tyle, by wiedzieć, że jestem tytanem pracy, ale także że lubię zmiany i wciąż potrzebuję nowych, ciekawych, coraz trudniejszych wyzwań, rozwoju i uczenia się. I to najlepiej w różnych dziedzinach. Jeżeli nie dostaję tego „z zewnątrz”, muszę sięgnąć po to sama.
Mam też smutną konstatację, że aktor na etacie jest całkowicie zależny od dyrektora, reżysera i wielu pozaartystycznych czynników, na które nie ma wpływu. A poczucie wpływu jest dla mnie dziś kluczowe. Czuję więc ulgę, ale i ciekawość – co uda mi się osiągnąć. A apetyt mam ogromny.

Czy jest jakiś moment, który szczególnie zapisał się w Twojej pamięci – taki, który chciałabyś zatrzymać na zawsze?

To były wszystkie pierwsze realizacje z ulubionymi reżyserami – pantomima z Bartkiem Ostapczukiem i pierwszy spektakl z Markiem Zakosteleckym. Twórcza praca, piękna przygoda i świetna lekcja.

Przez te lata zagrałaś wiele ról, ale także rozwijałaś się poza sceną. Kiedy zrozumiałaś, że chcesz i potrzebujesz działać szerzej niż tylko jako aktorka?

Cały czas starałam się inwestować w siebie i swój rozwój. Chodzę na szczudłach, śpiewam, mam doświadczenia w pantomimie, tańcu ludowym, działam w radiu i jako pedagog teatru – prowadzę warsztaty, reżyseruję. Nosi mnie po prostu. A w teatrze gros tych umiejętności jest zbędnych. Znalazłam więc inne miejsca, w których mogę się spełniać. I z czasem odkryłam, że to daje mi coraz większą frajdę.

Często mówiłaś, że scena to Twoje życie, ale jednocześnie bardzo wcześnie zaczęłaś też pracę z amatorami i edukację teatralną. Skąd ta potrzeba?

Moje teatralne działania zaczęły się od ruchu amatorskiego, konkursów recytatorskich i fantastycznych ludzi, których spotkałam na swej drodze. Jeszcze przed szkołą teatralną skończyłam kierunek Animator i Menedżer Kultury na UMCS. Stąd naturalne, że teraz staram się oddać innym to, co kiedyś sama otrzymałam.

Co daje Ci największą satysfakcję w pracy z dziećmi i młodzieżą – zwłaszcza w kontekście pantomimy czy teatru formy?

Ogromną satysfakcję daje mi możliwość wprowadzenia młodych ludzi w nową, nieznaną im dotąd teatralną poetykę. Udało się stworzyć kilka pięknych spektakli i pokazów. Teraz pracuję głównie z młodzieżą i dorosłymi w teatrze opartym na słowie. Z kolei teatr formy, którego pantomima jest częścią, to piękna lekcja milczenia i ciągłego poszukiwania sposobów wyrażania, uzasadniania i puentowania. Pantomima działa w oparciu o schemat: myśl – emocja – działanie, dając doskonałe panowanie nad rytmem. W ogóle mam wrażenie, że teatr formy uczy nie tylko bogatszego teatralnego języka, ale także pełniejszego, uporządkowanego rozumienia ludzi i relacji.

W czasie pandemii mocniej weszłaś też w świat radia. Jakie to było doświadczenie – dotknąć zupełnie innej przestrzeni artystycznej?

Praca z mikrofonem nie była mi całkowicie obca – to jeden z przedmiotów w szkole teatralnej. Mam też na koncie udział w kilku słuchowiskach – jedno z nich sama reżyserowałam. Teraz prowadzę własną audycję „Uśmiech do kawy”, w której lekko i dowcipnie opowiadam anegdoty o znanych ludziach.

Czy praca w radiu nauczyła Cię czegoś nowego w kontekście budowania opowieści lub kontaktu z odbiorcą?

Przede wszystkim uczy poczucia czasu – każda sekunda ciszy w radiu trwa dłużej niż ta sceniczna. Uczy refleksu. Dochodzi też kontakt z anonimowym, niewidzialnym odbiorcą. To ciekawe i miłe doświadczenie – teraz jestem rozpoznawana po głosie.

W spektaklach, które reżyserujesz – jak „Dziewictwo” czy „Umarli ze Spoon River” – korzystasz z wymagających, nieoczywistych tekstów. Co decyduje o tym, że sięgasz właśnie po takie formy literackie?

Lubię dobrą literaturę i traktuję moich aktorów bardzo serio – dlatego daję im trudne, poważne zadania. I jestem z nimi szczera. Na warsztatach nie tylko poznajemy aktorskie i teatralne narzędzia, ale też je nazywamy, świadomie analizujemy. Tak samo pracuję nad tekstem – także z recytatorami przygotowującymi się do konkursów. Chcę wychować nie tylko świadomego aktora, ale też widza. Chcę być takim reżyserem, z jakim sama chciałabym pracować.
Ale z drugiej strony wyreżyserowałam też „Przygody Koziołka Matołka” w Europejskim Centrum Bajki w Pacanowie. Najpierw przygotowałam adaptację i pełnowymiarowe słuchowisko z piosenkami, a potem – z animatorami z ECB – spektakl. Jest zabawny, popularny i bardzo często grany. Kolejny raz sprawdził się team z Wojtkiem Lipińskim i Michałem Lachem.

Czy Twoim zdaniem teatr amatorski może być równie poruszający i ważny jak ten zawodowy?

Więcej – teatr jako miejsce działań nie tylko artystycznych, ale społecznych, to potężne narzędzie. Od dwóch lat prowadzę Zespół Inscenizacji Tanecznych „Uśmiech”, zrzeszający osoby z niepełnosprawnością intelektualną – dwadzieścia dwie dorosłe osoby, głównie z zespołem Downa.
Nasze spektakle opierają się na choreografii, ruchu i muzyce. I to, co dzieje się na scenie – to prawdziwa teatralna magia. Wzruszenie widzów, wdzięczność rodziców, entuzjazm aktorów – bezcenne. Na próbach, gdy zdarzy się coś dobrego, moi aktorzy natychmiast nagradzają mnie przytulasami. Który reżyser tak ma?
Praca z amatorami przynosi spektakularne efekty artystyczne i społeczne. Prowadziłam warsztaty i spektakle z alumnami w seminarium, kobietami z kół gospodyń wiejskich, przedszkolakami, emerytami, studentami, uczniami. Uwielbiam poznawać ludzi i uczyć się ich, szukać sposobów, by do nich dotrzeć. Z każdą grupą współtworzę nowy język. A przecież język to podstawa poznawania i kreowania rzeczywistości. Powtórzę – teatr to potężne narzędzie.

Masz poczucie, że dzięki pracy edukacyjnej i warsztatowej współtworzysz lokalne środowisko świadomych odbiorców kultury?

Tak. Mam poczucie ogromnego wpływu na tutejsze środowisko twórcze. Wychowuję nie tylko przyszłych aktorów – bo mam na koncie kilka sukcesów edukacyjnych i laureatów konkursów – ale przede wszystkim świadomych odbiorców sztuki. Współtworzę i realizuję projekty oraz wydarzenia kulturalne. Współpracuję z muzykami, plastykami. Moi podopieczni aktywizują się w wielu dziedzinach, co daje mi poczucie, że dokładam swoją małą, ale ważną kulturotwórczą cegiełkę.

Zostałaś kierownikiem ds. kultury w GOK „Perła” w Nowinach. Co chcesz tam wprowadzić, co zbudować od nowa?

Nie zrobię tego sama. Mam zespół i przede wszystkim mądrą szefową, która jest dla mnie autorytetem. Zrealizowała mnóstwo wydarzeń i projektów artystycznych na dużą skalę. Jest przebojowa i skuteczna – mam nadzieję wiele się od niej nauczyć.
GOK w Nowinach to nowoczesny, dobrze wyposażony dom kultury z bogatą ofertą dla mieszkańców. Na początek zorganizowałam grupę teatralną – przed nami pierwsza premiera. Działa tu też wiele zespołów i grup, w tym ludowych. Folklor w tej gminie jest autentyczny i żywy, więc to doskonałe pole do działań artystycznych.
Piszemy projekty artystyczne, edukacyjne i folklorystyczne. Dzięki środkom ministerialnym jesienią zrealizujemy szereg wydarzeń inspirowanych literaturą Reymonta, Tischnera i Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej: konkursy, warsztaty, pokazy w różnych dziedzinach. Planujemy też koncerty i spotkania z twórcami – nudy nie będzie.

Czy łatwo jest Ci pogodzić duszę artystki z nową rolą organizatorki życia kulturalnego?

To fantastyczne wyzwanie. Spoczywa na mnie odpowiedzialność za poważne wydarzenia i projekty. Z jednej strony mam możliwość ich wymyślania i planowania podczas pisania projektów, z drugiej – muszę to robić skrupulatnie, z zachowaniem dyscypliny budżetowej. To bardzo podobne do reżyserowania, tylko na inną skalę i z innym budżetem. Na szczęście pracuję w zespole, więc nie jestem w tym sama.

Z perspektywy tych wszystkich lat pracy – kiedy czułaś największą artystyczną wolność?

Myślę, że teraz – bo nabrałam odwagi, która jest niezbędna do działań. A poza tym moje różnorodne dziedziny, zainteresowania i aktywności zaczęły się łączyć, przenikać, poszerzając moje możliwości. Tym bardziej, że z wiekiem przychodzi taki wewnętrzny luz.

Czy Twoje doświadczenie jako aktorki pomaga Ci dziś jako reżyserce i pedagożce teatru?

Zawsze miałam trudność ze skupieniem się wyłącznie na swojej roli – często miałam pomysły na grę innych aktorów, sceniczne rozwiązania. I kiedy była na to przestrzeń, sypałam pomysłami jak z rękawa – wiele z nich trafiało do spektaklu.
Doświadczenie bycia po drugiej stronie daje inną perspektywę – mogę domyślać się, co aktor czuje, czego nie lubi, co może mu pomóc. Czasem na próbach „przyaktorzę” – powygłupiam się, żeby rozluźnić atmosferę. Praca wtedy idzie przyjemniej.

Mówiłaś, że „nie chcesz wychodzić z garderoby”, że energia wciąż Cię niesie. Co dziś daje Ci największy napęd do działania?

Tworzenie, wymyślanie, kreowanie – takie, które sprawia przyjemność, ale jest też trudne i rozwijające. Czuję się przy tym jak dziecko w fabryce czekolady.

Na koniec chciałbym odwołać się do moich własnych doświadczeń – miałem okazję oglądać Cię w monodramie „Ciotka Wieża”, gdzie mierzyłaś się z niezwykle złożoną, niejednoznaczną postacią Jadwigi Prandoty-Trzcińskiej. Jak wyglądał proces budowania tej roli – emocjonalnie, aktorsko, fizycznie?

To był najpiękniejszy – ze względu na artystyczne wyzwania – czas w moim życiu, i równocześnie najtrudniejszy, jeśli chodzi o logistykę i organizację. Bałam się, czy damy radę czasowo, technicznie, organizacyjnie.
Zanim Ela Chowaniec napisała poruszający scenariusz, wysyłałam jej wszelkie dostępne materiały o malarce – listy, fotografie, notatki, dokumenty z Muzeum Historii Kielc. Wspaniałe było to, że Ela pracuje w dialogu – mogłam uczestniczyć w jej procesie twórczym. Spotykałyśmy się na Zoomie, przegadywałyśmy, co mamy i o czym chcemy opowiedzieć. Kiedy Ela przysłała gotowy tekst – poryczałam się. Poczułam ciężar i tragizm tej postaci.
Na próbach z Judytą Berłowską tekst jeszcze się zmieniał – skracaliśmy go, modyfikowaliśmy. Zaczęło się „lepienie” naszej Dzidki – szukanie tematów i środków wyrazu. To była wyprawa w nieznane emocjonalne rejony. Kocham też pracę z formą – lalki, przedmioty. Scenografia powstawała w domu i na korytarzach KCK-u, bo scenografem był mój mąż. Muzykę – ze świetną piosenką – zrobił Wojtek Lipiński, nasz kolejny wspólny projekt. U niego nagrywaliśmy też dźwięki, offy.
Było w tym wszystkim sporo dobrej zabawy, ale też ogromny wysiłek – grałam wtedy po dwa spektakle dziennie, potem gotowałam obiad dla rodziny, biegłam na próbę, a w nocy uczyłam się tekstu. Obłęd. Ale byłam niesamowicie dumna, że daliśmy radę.

To spektakl, który opowiada nie tylko o konkretnej artystce, ale też – szerzej – o kobiecości, niezależności i byciu „innym” w oczach społeczności. Co z tej opowieści zostaje z Tobą po zejściu ze sceny? Czy ta rola coś w Tobie zmieniła jako artystce i kobiecie?

Prawdziwej Trzcińskiej nigdy nie znałam. Czytałam jej listy, dokumenty, ale tak naprawdę znam tylko jej wyobrażenie – sceniczną kreację. Zastanawiałam się, jakby mnie potraktowała, gdybyśmy się kiedyś spotkały. Może wcale nie byłoby to miłe? A jednak – mimo że była postacią poranioną i skomplikowaną – jest mi bliska.
Podobnie jak ona – w dzieciństwie straciłam ojca. Podobnie czułam się inna, niedopasowana, niedoceniona. I zdarza mi się, jak jej, brutalnie wyrażać prawdę. Ludzie to doceniają, ale nie zawsze lubią. Myśl o Trzcińskiej bywa dla mnie przestrogą – żeby się nie zafiksować, nie popaść w skrajność, nie odklejać od życia.
Czasem, gdy wychodzę z psem na spacer, przechodzę ulicą Mazurską, obok jej domu. Zawsze wtedy mówię: „Cześć, Dzidka!”.
Ta rola zmieniła też moje postrzeganie jako aktorki. Z anonimowej odtwórczyni ról w teatrze dla dzieci stałam się w Kielcach rozpoznawalną artystką. Dostałam wyrazy uznania, prezenty, zaczepiano mnie na żywo i w internecie. To był fantastyczny feedback.
Mam jeszcze kilka pomysłów na monodramy – dojrzewają powoli. Mam też pomysły na inne, nieoczywiste działania artystyczne. Oby tylko starczyło życia. Bo czuję, że dopiero się rozkręcam. Teraz mam odwagę, narzędzia, ludzi wokół i niesłabnący głód tworzenia. A kiedy wszystko to się spotyka – wtedy naprawdę zaczyna się teatr. Ten prawdziwy, ważny i żywy.

fot. Mateusz Wolski

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL