Horror i śmiech

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Horror i śmiech

O spektaklu “Wrócę przed północą” w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Kwadrat w Warszawie pisze Wiesław Kowalski. Dramat „Wrócę przed północą” Petera Colley’a, zanim pojawił się na scenie Teatru Kwadrat w Warszawie, miał swoje polskie prawykonanie w Teatrze Żeromskiego w Kielcach. Spektakl w reżyserii Mirosława Bielińskiego określano różnie – mówiono o kryminale nawiązującym do telewizyjnej...
Opublikowano: 2019-03-16

O spektaklu “Wrócę przed północą” w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Kwadrat w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Dramat „Wrócę przed północą” Petera Colley’a, zanim pojawił się na scenie Teatru Kwadrat w Warszawie, miał swoje polskie prawykonanie w Teatrze Żeromskiego w Kielcach. Spektakl w reżyserii Mirosława Bielińskiego określano różnie – mówiono o kryminale nawiązującym do telewizyjnej „Kobry” sprzed lat, o horrorze, komedii, a nawet czarnej komedii, dreszczowcu, wreszcie o sensacyjnym “Harlequinie”. Oglądając warszawską realizację Marcin Sławińskiego, miałem nieodparte wrażenie, że reżyser nie do końca wiedział na jaką konwencję się zdecydować, co widać głównie w prowadzeniu aktorów, z których każdy jest jakby z innego teatru. Najlepiej radzi sobie Marek Siudym, tworząc sympatyczną postać farmera George’a Willowby’ego, intrygujące momenty pojawiają się w grze Anny Karczmarczyk jako Jenny Sanderson, drażnić natomiast może jakikolwiek brak dystansu w postaci Krzysztofa Kwiatkowskiego (gościnny Greg Sanderson), zaś absolutnym nieporozumieniem jest obsadzenie w roli Laury Sanderson Marty Żmudy Trzebiatowskiej.

Nie jest łatwo rozłożyć akcenty w tekście, który próbuje łączyć horror z komedią, a tak właśnie się dzieje  w utworze kanadyjskiego dramaturga,  który opowiada historię młodego małżeństwa, próbującego odbudować swój związek po psychicznym załamaniu żony. W tym celu Greg wynajmuje stary dom na odludziu, by móc wspólnie z Jenny rozkoszować się spokojem i naturą, a także uprawiać poranny jogging i pracować nad swoimi kolejnymi archeologicznymi doświadczeniami i pracą doktorską. Mogą liczyć jedynie na wizyty samotnego sąsiada, który ze stoickim spokojem i ze szklaneczką nieodłącznej whisky w ręku odkryje przed nimi mrożące krew w żyłach tajemnice staroświeckiego mieszkania, z którego uciekali kolejni lokatorzy. Niespodziewanie dla Jenny pojawi się jeszcze przyrodnia siostra Grega, pod pozorem naprawy chłodnych stosunków z bratową. Peter  Colley, prowadząc powikłaną intrygę pełną zwrotów akcji (ich apogeum następuje w drugiej części), wciąż myli tropy, pozwala protagonistom nawigować swoje gry, które ujawniają skomplikowane, niekiedy mocno toksyczne stosunki rodzinne, a także za sprawą George’a niecodzienność okolicznych  wydarzeń. W spektaklu Sławińskiego dzieje się jednak tak, że sceny rodem z horroru są tak samo śmieszne, nawet wtedy gdy gęsto trup się ściele,  jak sekwencje będące nośnikiem czystego komizmu, czyli te z udziałem Marka Siudyma. To on, ze swoim swoistym podejściem do życia i prowincjonalną filozofią stwarza w warszawskim spektaklu zarówno przekomarzaniem się, jak i  sposobem przywoływania zbrodni i duchów przeszłości postać najpełniejszą i najbardziej wyrazistą, wnoszącą w duszną atmosferę rodzinnych niesnasek element prostej, naturalnej i zwyczajnej zabawy.  Z pozostałymi bohaterami, gdyby chcieć je rozpatrywać w kategoriach scenicznej prawdy, jest już znacznie gorzej, a jedyną postacią, której możemy sekundować, a nawet współczuć, jest wciąż pozostająca na lekach (one też staną się w pewnym momencie ważnym ogniwem prowadzonej przez rodzeństwo intrygi) Jenny, nagrywająca krótkie monologi informujące o przebiegu choroby w nowym miejscu. Anna Karczmarczyk jest w tych momentach,  pozbawionych na chwilę wewnętrznego rozdarcia, szalenie autentyczna i stąd pewnie publiczność zawsze będzie po jej stronie. Szkoda że Marta Żmuda Trzebiatowska w swojej postaci poprzestała na jednym beznamiętnym tonie zimnej femme fatale, co skutkuje potworną sztucznością, brakiem choćby odrobiny wdzięku, w rezultacie aktorstwem drewnianym i nawet dla ucha nieprzyjemnym. A przecież Laura to kobieta, podobnie jak wszyscy pozostali bohaterowie, poddana również – niczym w  rollercoasterze – gwałtownym i stromym zwrotom, zakrętom i inwersjom. Aż żal, że do Teatru Kwadrat przychodzi tak niewielu krytyków i recenzentów, bo mieliby murowaną kandydatkę do Złotej Maliny 2019.

Dużo bardziej skomplikowana jest sprawa z oceną postaci granej przez Krzysztofa Kwiatkowskiego. Myślę – a piszę to ze smutkiem, bo to w moim przekonaniu jeden z najbardziej utalentowanych młodych aktorów, sprawdzony również w wielkim klasycznym repertuarze na scenach warszawskiego Teatru Polskiego  i krakowskiego Teatru Stu – że nie do końca wiedział jak ma tę postać “ugryźć”, stąd sporo w niej niepotrzebnych przerysowań na granicy szarży, nieznośnych tonów serio jakby zupełnie nie z tej sztuki, nadmiernej ekspresji czy wręcz krzyku, który pojawia się w sposób tyleż zaskakujący, co mało umotywowany. Szkoda, bo w ten sposób opowiadana historia i wywoływanie napięcia, a także mocno pogmatwane relacje między protagonistami nie wychodzą poza postaciową jednowymiarowość w rysunku aktorskim i osłabiają to wszystko, co w sobie kryją, a co pozostaje zawoalowane, utajone, czasami zupełnie przemilczane i niedopowiedziane .

„Wrócę przed północą” w mało udany sposób stara się łączyć rzeczywistości, które w teatrze nie dają się tak łatwo miksować jak w filmie. Może próba bardziej pastiszowego potraktowania materii i większego dystansu do opowiadanej historii byłaby w tym przypadku zbawienna.


fot. Piotr Gamdzyk


Wiesław Kowalski – aktor, pedagog, krytyk teatralny. Współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Teatr”, z „Twoją Muzą” i „Presto”. Mieszka w Warszawie.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL