Bal infernalny na Titanicu

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Bal infernalny na Titanicu

O spektaklu Titanic w reżyserii Michała Siegoczyńskiego w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu pisze Aram Stern. Kto scorolluje TikToka, trafia co rusz na filmiki prezentujące fragmenty od kultury wysokiej: na przykład z koncertu symfonicznego, przez gotowanie na ekranie, po chłopaka, który w live streamie wącha majtki i liczy „gifty” od fanów. O ile w...
Opublikowano: 2024-11-14

O spektaklu Titanic w reżyserii Michała Siegoczyńskiego w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu pisze Aram Stern.

Kto scorolluje TikToka, trafia co rusz na filmiki prezentujące fragmenty od kultury wysokiej: na przykład z koncertu symfonicznego, przez gotowanie na ekranie, po chłopaka, który w live streamie wącha majtki i liczy „gifty” od fanów. O ile w TikToku głównym problemem jest dostęp do szkodliwych treści promujących m.in. nękanie, samookaleczenia czy zaburzenia odżywiania u dzieci oraz nastolatków – o tyle obawiam się, że swój najnowszy spektakl Titanic Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu ryzykownie kierować może właśnie do największych fanek i fanów chińskiej aplikacji. Reżyser i autor scenariusza Michał Siegoczyński w przedstawieniu losów pasażerów słynnego liniowca postanowił bowiem, podobnie jak na TikToku, skupić się w swym spektaklu na tworzeniu krótkich, dynamicznych oraz kreatywnych scen, które przyciągną uwagę widzów od pierwszych sekund.

Te osoby, które z Teatru im. Wilama Horzycy znają wcześniejszą realizację Michała Siegoczyńskiego Noce i dnie, czyli między życiem a śmiercią z 2022 roku, niewątpliwie zauważą od pierwszych scen Titanica szereg podobieństw tak charakterystycznych dla stylu pracy reżysera. To przede wszystkim język, którym posługuje się obsada spektaklu: „szarpanych” zdań z przestawnym szykiem, wyswobodzonych z rygorów poprawności językowej, język stylistycznie i gatunkowo różnorodny, pozornie nieopracowany i chaotyczny, a przy tym podany ze specyficzną intonacją. Celowo używam określenia „obsada” – nie „bohaterowie”, gdyż spośród ponad dwóch tysięcy pasażerów liniowca (z których katastrofę przeżyła tylko jedna czwarta) Michał Siegoczyński na potrzeby swego scenariusza „wyłuskał” losy kilkunaściorga „statystów” filmu kręconego w 1997 roku przez Jamesa Camerona (Łukasz Ignasiński). Pełnokrwistymi bohaterami w spektaklu są jedynie Rose (Julia Sobiesiak-Borucka) oraz Jack (gościnnie: Paweł Kruszelnicki), którzy równie jak Barbara  i Bogumił w Nocach i Dniach… przedstawią się widzom z proscenium, zaznaczając, że „nie bardzo wiedzą, co robią w tej historii”. Albowiem nawiązania do zdjęć filmowych w ich postaciach mieszają się z prawdziwą miłością „międzypokładową” Rose i Jacka, z płomiennym,  ale i romansowym uczuciem pary. Wspólne sceny miłosne finezyjnie nienagannej aktorsko Julii Sobiesiak-Boruckiej w roli Rose oraz Winslet Kate w zestawieniu z chaotycznym, temperamentnym artystą-szulerem-wagabundą Jackiem oraz DiCaprio Leonardem (odrobinę za wysoko mierzącym Pawłem Kruszelnickim) zostają kilka razy arbitralnie przerwane. I to wcale nie przez apodyktyczną Matkę Rose (koncertowa Maria Kierzkowska), lecz przez koncepcję reżyserską, w związku z czym rwie się co rusz dramaturgia. A to niewyszukaną sceną pokazu męskich nóg, a to kałasznikowem w dłoniach Matki, a to znów numerami o wręcz kabaretowym podłożu trzech Gracji (Matylda Podfilipska, Maria Kierzkowska, Joanna Rozkosz), drwin Milardera / Szeryfa (Przemysław Chojęta) czy przebieranek Richarda (Grzegorz Wiśniewski) – jak się okazuje bardzo potrzebnych w obliczu katastrofy!

Cóż, ta mieszanina wielu gatunków z nieznośnie licznymi odnośnikami i skojarzeniami w kilkudziesięciu scenach (!), z ich niechronologicznym miksem i retrospekcjami przeplatanymi z uderzeniem w górę lodową (ciekawy pomysł na odliczanie 37 sekund niby przed północą nowego roku poprowadził Steve przeistaczający się w Clowna-Los – Arkadiusz Walesiak) wymaga od widzów dużego skupienia. Mogą oni także od początku założyć, iż toruński Titanic nie jest po prostu do rozumienia, lecz pozostaje tylko ZABAWĄ, a może nieuchronnym igraniem z losem wszystkich obecnych na tym statku. Bal kapitański dla pasażerów I klasy przypominać może ten ostatni z filmu Upadek Olivera Hirschbiegela w zbombardowanym budynku kancelarii III Rzeszy. Bal infernalny. Siegoczyński zszywa w swym spektaklu grubymi nićmi sceny znakomite (zeznania przed sądem Molly Brown z rewelacyjną Joanną Rozkosz) z tymi niekoniecznie dobrymi (wciąganie sześciometrowej kreski amfetaminy przez Leonardo DiCaprio). Reżyser umieszcza we współczesnej ramie pomysły choreograficzne (Anna Obszańska) i muzyczną setlistę (muzyka: Kamil Pater) w interesującym wykonaniu grającej w Toruniu gościnnie Anny Bieżyńskiej w roli Fanki gwiazdora. Cała zresztą (także niewymieniona wcześniej) obsada Titanica (Mirosława Sobik, Igor Tajchman, Paweł Tchórzelski) z energią wchodzi w zaproponowany przez reżysera slapstickowy szablon, gra bardzo swobodnie, bawiąc się nim, a czasem okraszając go ledwo dostrzegalną irytacją.

Cała akcja spektaklu rozgrywa się w przestrzeni zaproponowanej przez Justynę Elminowską, przypominającej pokłady liniowca, z lekko kołyszącą się burtą Titanica nad sceną, pokładowymi balkonami i kabinami wyposażonymi w bulaje oraz leżakami na decku przy zejściu do basenu. Zimna glazura, koło ratunkowe, poświata fal morskich na srebrnej folii, żyrandol i przygaszone kinkiety industrialne (światło: Katarzyna Łuszczyk) wraz ze złoceniami portalu Dużej Sceny Teatru im. Wilama Horzycy idealnie oddają klimat tamtych lat (RMS Titanic został zwodowany siedem lat po otwarciu Stadtheater Thorn). Z kolei zaś kostiumy zaprojektowane przez Sylwestra Krupińskiego: piękne suknie, futra, smokingi oraz liczne peruki przygotowane przez Annę Czapnik i Joannę Kozłowską mają za zadanie oddawać poziom luksusu pasażerów pierwszej klasy, czyli ówczesnych celebrytów. Na ekranie widzimy ten blichtr w zbliżeniach wręcz filmowych dzięki kamerze Eweliny Miąsik i video Natana Berkowicza. Brawa także za niezwykle szybkie tempo w zmianach kostiumów aktorek i aktorów dla dzielnych pań garderobianych (Izabela Baranowska, Anna Krajewska, Jolanta Rysmanowska, Agata Zalewska).

W warstwie narracyjnej scenariusz Titanica Michała Siegoczyńskiego (konsultacje dramaturgiczne: Patryk Warchoł) niestety mocno odstaje od Nocy i Dni… opartych na genialnej przecież powieści Marii Dąbrowskiej czy innej jego produkcji: Szekspirowskiej Romeo i Julia is not dead w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (2023). Choć dramat Williama Shakespeare’a był dla scenarzysty tylko punktem wyjścia w gdańskim spektaklu, to w scenariuszu toruńskiego Titanica był nim film Camerona oraz wspomnienia ocalałych. Zabrakło mi w nim jednak gęstszej dramaturgii postaci, charakterów nienakreślonych grubą kreską, które mogłyby wchodzić we wzajemną, intelektualnie nieco bardziej pogłębioną interakcję. Pozostaje zatem z dystansem kiwać na boki głową, niczym niedoszły mąż Rose wybrany w castingu. „(…) Near, far, wherever you are. I believe that the heart does go on (…).”*

/* fragment tekstu piosenki Celine Dion My Heart Will Go On z filmu Titanic Jamesa Camerona./

fot. Wojtek Szabelski,

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL