OSOBLIWY SZPITAL

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

OSOBLIWY SZPITAL

O spektaklu KRÓLESTWO w reżyserii Remigiusza Brzyka w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Joanna Raba. Królestwo w reżyserii Remigiusza Brzyka to już druga tak niecierpliwie oczekiwana w tym sezonie premiera (zaraz po Roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej). Stawkę podbiły jeszcze zapowiedzi zdradzające, że inspiracją dla spektaklu stała się trudna sytuacja w Starym...
Opublikowano: 2019-02-16

O spektaklu KRÓLESTWO w reżyserii Remigiusza Brzyka w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Joanna Raba.

Królestwo w reżyserii Remigiusza Brzyka to już druga tak niecierpliwie oczekiwana w tym sezonie premiera (zaraz po Roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej). Stawkę podbiły jeszcze zapowiedzi zdradzające, że inspiracją dla spektaklu stała się trudna sytuacja w Starym Teatrze. Nie dziwią więc duże oczekiwania, prawda?

Wiedząc z góry, że Królestwo zgodnie z zapowiedziami samego reżysera ma być oparte na niedawnych turbulencjach po zmianie dyrekcji, można instynktownie obierać za punkt orientacyjny proces rozpadu instytucji. Okazało się jednak, że takie posunięcie było dość naiwne, a z pewnością pochopne z mojej strony. Wzorzec, którego szukałam od początku przedstawienia nie kleił się z rzeczywistością obecną na scenie. Brzyk nie prezentował nam bowiem przekalkulowanej wizji rozpadu, ani analitycznego przebiegu tego procesu. Brak tu przejścia od sytuacji trwałej i stabilnej do sytuacji załamania. Szpital Królestwo/Stary już od pierwszych chwil trwania spektaklu był w osobliwej formie; trochę chaotyczny, wypełniony niezależnymi postaciami, które zajmują się własnymi niecodziennymi problemami. Einar (Roman Gancarczyk) bierze udział w sesjach terapeutycznych, w których życie zależy od brzmienia bębna, a zamiana w pingwina nie jest aprobowana. Małgorzata Zawadzka w izolatce, rozpięta pomiędzy dwiema postaciami, odgrywa zarówno matkę, jak i nieuleczalnie chorą córkę. Patolog i syn umierającego pacjenta walczą zawzięcie o wątrobę chorego (Krzysztof Zawadzki i Bogdan Brzyski). Rozbrajający jest też duet Iwony Budner i Mateusza Górskiego wraz z ich perypetiami miłosnymi i orgią pingwinów. Ponadto po scenie przemykają duchy dziewczynek, którymi zajmuje się pacjentka przy pomocy księdza i jego okultystycznej wiedzy (Elżbieta Karkoszka i Łukasz Szczepanowski). Jednym słowem zamęt.

Nad tym wszystkim dyżuruje ujmująca para salowych (wspaniali Anna Dymna i Krzysztof Globisz), jedyni opanowani ludzie w tym szpitalu i dobre dusze tej instytucji. Być może także jedyni zdolni do przyjęcia wizyty ministra – nawet jeśli nie w ramach kompetencji, to przynajmniej ze względu na kondycję emocjonalną. Reszta personelu bowiem tłoczy się pod koniec spektaklu na łóżkach, pozaplątywana w czerwone linki rozwieszone przez ich kolegę z personelu (Błażej Peszek). Spowiadają się kolejno z tego, co robili podczas wizytacji ministra; z aborcji, wszczepiania sobie wątrobiaka w celach naukowych, romansów, oglądania hororrów i strzelania po piwnicach za szczurami. To właśnie w tym momencie zapadnia przeskakuje i spektakl post-factum wydaje się w końcu składać konstrukcyjnie w jedną całość.

Szczególnie dobrze sprawdziła się strona wizualna Królestwa, którą przygotowali Iga Słupska i Szymon Szewczyk, choć przyznaję, że w pierwszej chwili mogła wydawać się ryzykowana. Scena oddaje zimne wnętrze szpitala. Jego sterylność wzmagają metaliczne płyty, którymi obłożono są ściany sceny. Na nich, oraz w otwartych drzwiach, widzimy projekcje pomieszczeń poza właściwą sceną. Dzięki temu nasza perspektywa instytucji (szpitalu/teatru) rozszerza się z ograniczonej wizji samej sceny na pozostałe pomieszczenia – schody, po których biega nerwowy Stig (Radosław Krzyżowski) przeklinając Danię, czy foyer zamiatane przez salową. Zapewne ten sposób budowania przestrzeni odwołuje się również do oryginału Larsa von Triera – serialu Królestwo, którego charakterystyczne zdjęcia wykonano kamerą prowadzoną z ręki. Trzeba przyznać, że ta surowość sprawdziła się zarówno na scenie, jak i na szklanym ekranie, choć dała odmienne efekty.

Nie sposób nie docenić humoru, umiejętnie oświetlonej szpitalnej przestrzeni, a przede wszystkim nie sposób nie docenić zespołu. Każdy z aktorów gra żywiołowo, nikt nie pozostaje w tyle. Widownię z pewnością cieszyła nie tylko ich świetna forma, ale i niewymuszony humor. Ze sceny wprost sypały się żarty; celne, czasem uszczypliwe i odwołujące się do sytuacji sprzed sezonu, niejednokrotnie absurdalne, a przede wszystkim autentycznie zabawne.


Fot. Magda Hueckel


Joanna Raba – studentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL