Wirtuozowska rola Polka

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Wirtuozowska rola Polka

O „Akompaniatorze” Anny Burzyńskiej w reżyserii Adama Sajnuka z Kujawsko-Pomorskiego Impresaryjnego Teatru Muzycznego w Toruniu gościnnie w Teatrze WARSawy  – pisze Wiesław Kowalski. Muszę przyznać, że do momentu premiery warszawskiej „Akompaniatora”, zrealizowanego przez Adama Sajnuka w Teatrze Muzycznym w Toruniu, dotychczasowe dokonania aktorskie Piotra Polka, zwłaszcza  w teatrze, były mi raczej mało znane. Dlatego ogromną...
Opublikowano: 2019-02-11

O „Akompaniatorze” Anny Burzyńskiej w reżyserii Adama Sajnuka z Kujawsko-Pomorskiego Impresaryjnego Teatru Muzycznego w Toruniu gościnnie w Teatrze WARSawy  – pisze Wiesław Kowalski.

Muszę przyznać, że do momentu premiery warszawskiej „Akompaniatora”, zrealizowanego przez Adama Sajnuka w Teatrze Muzycznym w Toruniu, dotychczasowe dokonania aktorskie Piotra Polka, zwłaszcza  w teatrze, były mi raczej mało znane. Dlatego ogromną satysfakcję czerpałem z tego, jak znakomicie wciela się w postać tytułowego bohatera z dramatu Anny Burzyńskiej, jak staje się coraz bardziej groźny i z jakim pietyzmem prowadzi swoje manipulacyjne gierki w imię uczuciowego, trwającego wiele lat,  uzależnienia.  To rzeczywiście w tej chwili jedna z najbardziej zaskakujących ról, która na długo pozostaje w pamięci. Jednocześnie „Akompaniator” to jeden z najlepszych spektakli Adama Sajnuka w jego dotychczasowej karierze jako reżysera. Wiadomo, że posiada on również spore zdolności aktorskie, które już kilkakrotnie w swoich przedstawieniach z sukcesem wykorzystywał.  

„Akompaniator” Burzyńskiej to rzecz dla teatru świetnie napisana, z dwoma wspaniałymi rolami, i choć śmiech nie raz się pojawia na ustach podczas słuchania tego błyskotliwego i nie pozbawionego groteskowości tekstu, trudno uznać to za wyznacznik jego gatunkowej przynależności czy dramaturgiczną błahostkę. Zresztą Sajnuk pełnymi garściami czerpie bardziej z poszukiwania prawdy  psychologicznych uwarunkowań, niż z momentów dających okazję do bawienia się makabreskowymi czy humorystycznymi niuansami, które w dramacie serwowane są zresztą z inteligentnym  znawstwem ludzkiej natury i sporym intelektualnym zapleczem, tyle że traktowanym przez autorkę z poczuciem swoistej przewrotności i ironii. Stąd jego spektakl bardziej przeraża niż dostarcza wysublimowanej czy finezyjnej rozrywki, choć bywa też, że  w niekończących się aktach zemsty  nietrudno odnaleźć powody do autentycznego śmiechu. Ten balans wybrzmiewa doskonale właśnie dzięki aktorom, którzy potrafią płynnie przechodzić do kolejnych emocjonalnych  zawirowań i burz, tych, które najpierw mogą śmieszyć, choć w ostatecznym rozrachunku  budzą niemały dreszcz emocji – nawet wtedy, kiedy bohaterowie pozostają już tylko z własnym strachem  i niemożnością wyjścia z impasu. To angażujący w każdym momencie, pełen zaskakujących zmagań, pojedynek, w którym akompaniator zamienia się raz w kochanka, to znów w mordercę, a jego obiektem staje się diva operowa (Edyta Olszówka), która zrazu nie przeczuwa tego, jak wielkie pożądanie zawładnęło sercem i duszą mężczyzny – dotąd skromnego i nie zdradzającego się ze swym afektem.  Piotr Polk rozgrywa swoją partię operowego korepetytora  (demiurga – demona  – diabła – kreatora)  – po mistrzowsku, skupia uwagę nie tylko znakomicie podawanym tekstem, ale wachlarzem kreacyjnych możliwości  – od pierwszego monologu, w charakterystyczny sposób wyrzucanego z siebie znad pianina, jest w nim cały bezmiar rozpaczy skrywanych pragnień i niespełnionej miłości. Aktor powołuje ze swojej chorej wyobraźni  do życia kolejne majaki, mary, upiory i wizje,  z pozornego ciamajdy, mizeraka i fajtłapy staje się niepozbawionym okrucieństwa destruktorem, prowokującym demagogiem, manipulatorem, odkrywającym coraz to nowe piętra swojego uczuciowego uzależnienia. Potrafi każdą transgresją, każdym  punktem krytycznym widza nie tylko zaskoczyć, ale i olśnić formą fizyczno-cielesną, w jakie kolejne metamorfozy ubiera. Charakter swojego bohatera Polk wyposażył w całą gamę drobnych ingrediencji, które w geście, spojrzeniu,  a nawet eksponowaniu kostiumy czy nagości składają się na  konsekwentny i precyzyjnie budowany portret człowieka, który potrafi zdobyć się na wszystko i przywołać kolejne warianty zła, byle być skutecznym w osiągnięciu zamierzonego celu. To co się wydarzy w finale i to jak Olszówka z dumnej i nieczułej śpiewaczki przedzierzgnie się w zastraszone i znękane stworzenie,  po raz kolejny nas zaskoczy, bo też Sajnuk z aktorami napięcie tej psychodramy stwarzają niczym  w filmowym thrillerze.

Powodzenie tego typu dramatycznej materii mogą zagwarantować przede wszystkim dobrze obsadzeni aktorzy. I tym razem Sajnuk, a nie zawsze tak się dzieje, czasami nawet podejrzewam, że  również z pozaartystycznych względów,  trafił w dziesiątkę – Polk zagrał bez wątpienia najlepszą jak dotąd rolę w teatrze (nie słyszałem, by za poprzednie zebrał tyle komplementów), a Olszówka  mogła wyjść poza sztafaż przynależny rozkapryszonym artystkom operowym i spróbować zderzyć się i podjąć walkę ze wszystkim intrygami partnera owładniętego toksyczną miłością w sposób nieoczywisty  – aktorka przez cały spektakl zamknięta jest w przezroczystym prostopadłościanie, co wymusza określone środki wyrazu i nie pozwala na jakąkolwiek szarżę. Sajnuk dał jej jednak szansę i w tych niesprzyjających okolicznościach (choć jakże implikujących znaczenia) na rozegranie w partyturze cielesnej własnego „szaleństwa”.  Ma wreszcie aktorka pod koniec spektaklu swoje własne forte  – wtedy już nikt nie patrzy na niego, ważna jest tylko ona i jej walka ptaka niemogącego wyrwać się z klatki.


Fot. Monika Siwak


Wiesław Kowalski – aktor, pedagog, krytyk teatralny. Współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Teatr”, z „Twoją Muzą” i „Presto”. Mieszka w Warszawie.

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL