ALE TO NIE BYŁ FILM…

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

ALE TO NIE BYŁ FILM…

O spektaklu Rosemary Grzegorza Like w reż. Michała Nowickiego w Teatrze Barakah w Krakowie pisze Monika Oleksa.

Opublikowano: 2023-11-14
fot. mat teatru

Lubię kameralną przestrzeń Teatru Barakah, daje wyjątkową bliskość z aktorami, emocje przenikają między nami. Szczególnie w adaptacjach dzieł filmowych jest to odczuwalne, a w tych – chyba już można tak powiedzieć – Teatr Barakah się wyspecjalizował. 12 listopada na scenie stała czarna kanapa, na niej, w pozycji embrionalnej leżała kobieta, z boku perkusja i muzycy w maskach (stylizowani w ten sposób na bohaterów filmu Polańskiego niezawodni Piotr Korzeniak, Paweł Stus), dalej na ścianie duży obraz – instalacja artystyczna Małgorzaty Wielek przedstawiająca na pierwszym planie kobietę i w odrębnym prostokącie, umiejscowionym na jej łonie, nienarodzone dziecko, a wszystko to w dominujących odcieniach różu. Po bokach – lustra pokryte rozbryzgami, najprawdopodobniej krwi, na jednym z nich widoczny zarys kobiecej obręczy biodrowej.

Tym razem artyści wzięli na warsztat Dziecko Rosemary, kultowy film Romana Polańskiego. Co ciekawe – mąż głównej bohaterki jest pisarzem, a przecież Polański  film oparł na powieści grozy Ira Levina, opublikowanej po raz pierwszy w 1967 roku. Być może to taka mała gra z tytułem i jednocześnie z widzami. Szczególnie, że to nie jest film, to nie jest wierna książce i filmowi adaptacja (tak też było w przypadku Przełamując fale, Marzycieli, czy Twin Peaks), co wybrzmi niezwykle mocno w ostatniej scenie spektaklu. Kiedy gasną światła, milknie perkusja i cisza swą intensywnością zaraża licznie zgromadzoną publiczność, z offu słychać monolog: To znów się wydarzy. (…) Przecież ze mnie może wyjść tylko śmierć. Biorąc pod uwagę późniejszy monolog Roberta możemy przypuszczać, że kobieta straciła dziecko, a teraz będąc w ciąży, obawia się powtórki tego tragicznego scenariusza.

Tak zaczyna się pierwszy poziom historii, którą opowiadają nam Grzegorz Like (autor scenariusza) i Michał Nowicki (reżyser). To realistyczny obrazek: oto małżeństwo – Rosemary, profesorka literatury (w tej roli niezawodna Monika Kufel) i Robert (Michał Badeński), jej były student, pisarz – nieudacznik, autor jednej książki, wprowadzają się do nowego mieszkania na ekskluzywnym, strzeżonym osiedlu Lux Moderna. To tutaj mają zacząć kolejny etap swego życia i wyraźnie odciąć się od przeszłości. Te pierwsze sceny nie nastrajały optymistycznie, aktorzy byli wyraźnie spięci, bardziej wygłaszali swe kwestie niż grali. To często zdarza się w premierowym secie przedstawienia, na szczęście po chwili to się zmieniło. Gdy głównych bohaterów odwiedzają  sąsiedzi zaczyna się robić dziwnie; Agata i Stefan (Aniela Płudowska, Sebastian Oberc) zachowują się raz kulturalnie, raz wyraźnie obcesowo. Zmienne nastroje Roberta pogłębiają się i nie koi ich subtelna jazzowa muzyka, którą on sam lubi, cała trójka szybko osiąga efekt groteskowy, który pogłębiając się przechodzi w psychodelię. Stefan, kreowany na burakowatego szowinistę, manipuluje małżeństwem, robi to sprytnie i sprawnie, a oni, noszący w sobie głęboką traumę, są na to wyjątkowo podatni.

Czas w tej  historii  nie jest precyzyjnie podany, wiemy, że autorzy przenieśli akcję w czasy współczesne, ale dokładne określenie go na podstawie chociażby wypowiedzi bohaterów jest niemożliwe. Wydarzenia takie, lub podobne, mogą się więc rozgrywać kiedykolwiek, równocześnie w różnych miejscach, wydają się potwierdzać to słowa reżysera o kreowaniu tytułowej bohaterki na everywomen. Rosemary często mówi o pętli, od innych słyszymy, że cały czas jest dzisiaj, lub sześć tygodni później. Czas się zapętla. Fajnym zabiegiem, za pomocą którego przechodzimy też w drugi poziom historii, jest podwojenie – oto na scenie są dwie pary bohaterów w różnych konstelacjach, które wzajemnie się “nie widzą”, to zagęszcza akcję, potęguje psychodeliczny klimat…

Trzeci poziom to rytuał, szatański rytuał, w którym pierwsze skrzypce gra Adrian – Szatan. Początkowo gdy słyszymy jego spokojny, a jednocześnie stanowczy głos, kojarzyć się może z terapeutą, bo w tak charakterystyczny sposób zwraca się do siedzących na kanapie Agaty i Stefana.

Kim jest szatan? Póki słyszymy tylko jego głos (Kacper Kujawa, który kapitalnie sprawdza się w tej roli, siedzi w ostatnim rzędzie widowni) jest prowokatorem, manipulatorem, kiedy zaś schodzi na ziemię – scenę staje się w relacji z Rosemary… ludzki. Być może najbardziej ludzki i empatyczny ze wszystkich, którzy ją otaczają, bo to on jako jedyny pyta, jak się czuje, to on mówi jej, że jest utalentowana i wrażliwa, wreszcie to on mówi, że niepotrzebnie żyje w cieniu męża. Więc jak to jest? Czy to szatan rodem z Bułhakowa, który wiecznie zła pragnąc wiecznie dobro czyni? Może tak jak w Mistrzu i Małgorzacie to ludzie są bardziej “diabelscy”? Szczególnie, że sam reżyser mówi o społeczności Lux Moderny, jako o pajęczynie oplatającej Rosemary i Roberta. Ta zamknięta społeczność wymaga dostosowania, podporządkowania się, zło, którym próbują zarazić łamie Roberta. Odniosłam wrażenie, że – przy wszystkich różnicach – czy to społeczność wsi Lipce, czy Lux Moderny, zasada jest ta sama: mieszkańcy muszą się podporządkować, a każdy, kto jest inny, kto próbuje zachować swą odrębność, zostaje wyrzucony poza jej nawias. Rodzą się więc pytania: czy mamy prawo do samostanowienia o sobie? Czy kobieta, jej ciało, jej ciąża, jest własnością publiczną, społeczną, czy jednak to sfera intymna i prywatna? Jak trauma, w tym przypadku doświadczenie utraty dziecka, wpływa na kobietę, na związek? Można postawić wiele innych pytań, o istotę męskości i kobiecości między innymi. Dlatego warto zobaczyć ten spektakl, odczytać symboliczne znaczenia indywidualnie. Szczególnie, że robi wrażenie, wyprowadza widzów ze strefy komfortu. Monika Kufel w rozmowie z Mateuszem  Demskim[1] w Radiu Kraków stwierdziła : Podążamy tropem filmowym (…) Kluczowe jest to, że mamy tytuł “Rosemary”, a nie ‘Dziecko Rosemary’, bo też bardziej jest to wokół Rosemary.

I to ta bohaterka kończy spektakl przejmującym monologiem, zaczynającym się od stwierdzenia ale to nie jest film. Deklaruje tym samym jasno, że tym razem to ona wygrywa – zachowuje prawo do samostanowienia o sobie.


[1] https://off.radiokrakow.pl/podcasty/kobieta-ma-prawo-decydowac-o-sobie-na-deski-teatru-barakah-trafia-interpretacja-dziecka-rosemary

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL