Kiedy chcę uciec od życia…

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Kiedy chcę uciec od życia…

O spektaklu “Mój rok relaksu i odpoczynku” Ottessy Moshfegh w reż. Katarzyny Minkowskiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Katarzyna Harłacz.

Opublikowano: 2023-07-11
fot. Monika Stolarska

Teatr Dramatyczny w Warszawie adaptując mroczną (choć jednocześnie przezabawną i pełną ironii) powieść ”Mój rok relaksu i odpoczynku” dramatopisarki Ottessy Moshfegh, głęboko wgryzł się w ciemną stronę ludzkiej psychiki. Spektakl przyjmuje formę wypowiedzi głównej bohaterki na temat swojego życia: smutnej opowieści o potrzebie faszerowania się lekami, wynikającej z chęci ucieczki przed życiem i ludźmi.

Główna bohaterka i zarazem narratorka sztuki jest piękną, inteligentną, dobrze wykształconą i w dodatku bogatą Amerykanką (w tej roli bardzo naturalna, radząca sobie z szerokim wachlarzem emocji i postaw, Izabella Dudziak). Wydaje się, że młoda kobieta ma wszelkie dobra, które są ważne we współczesnym świecie, ale nie ma najważniejszego: radości życia i spokoju ducha.

W trakcie opowiadania o swym życiu (wypowiedzi narratorki były nagrywane kamerą, które to nagranie później, jak się okazuje, będzie wykorzystane) pojawiają się jednocześnie w tle przenikające się obrazy wspominanych chwil. Jakby teraźniejszość i przeszłość nakładały się i nie mogły istnieć bez siebie.

Przeszłość, która ukształtowała dziewczynę, nie była kolorowa. Rodzice nie dali jej poczucia bezpieczeństwa, wiecznie pijana i egocentryczna matka nie mogła sobie poradzić ze sobą, nieobecny emocjonalnie ojciec, który nie potrafił nawiązać kontaktu uczuciowego z matką, uciekał w pracę. Niedojrzała przyjaciółka przytłaczała ją opowieściami o niekończących się dietach, zapatrzeniu w pop gwiazdy i infantylnej miłości do szefa. Do tego męczyła ją relacja z chłopakiem, z którym nie potrafiła się rozstać, mimo że dawno już nic konstruktywnego ich ze sobą nie wiązało – na zmianę sobą manipulowali i wykorzystywali siebie.

Z ważnymi dla niej osobami nie potrafiła spotkać się w prawdziwej bliskości. Z czasem coraz gorzej sobie radzi z rzeczywistością, koszmary wewnętrzne coraz mocniej ją przytłaczają, doskwiera samotność i ból istnienia. Postanawia na rok wyłączyć się z życia i przespać je w nadziei, że po tym czasie sprawy w magiczny sposób same się poukładają. Konsultuje się z psychiatrą, kłamie, że ma problemy z bezsennością. Nawiedzona lekarka bezmyślnie faszeruje pacjentkę lekarstwami jako jedynym antidotum na ból życia (w roli szalonej pani psychiatry wspaniała i prześmieszna Anna Kłos).

Bardzo trafnie został pokazany świat koszmarów – obrazowo i przejmująco odtworzone lęki młodej dziewczyny, jej poczucie bezradności i utknięcie w pułapce umysłu. Zapadanie się w światy równoległe po spożyciu leków psychotropowych przeistaczało się w sceny ekspresyjnej halucynacji – wypełnionej dynamiczną muzyką, grą świateł i szalonym grupowym tańcem. Wszystko to podkreślało, że bohaterka znalazła się w alternatywnej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której odnajdywała tylko swoje lęki – nie mogło być inaczej, jeśli one były jej normą w świecie realnym.

Wpleciony w ten halucynacyjny obłęd, synchroniczny układ tańca dwóch par: matki z ojcem oraz córki z byłym chłopakiem pokazał, jak schemat relacji matki z ojcem stał się odzwierciedleniem podświadomych wzorców zachowania i podejmowania decyzji córki w jej relacjach damsko-męskich.

Sen to stan odpoczynku i wyłączenia świadomości, przywraca organizmowi równowagę po aktywnym dniu – u zdrowej osoby, mającej dobry kontakt ze swym wnętrzem. W przypadku głównej bohaterki sen stał się jedynie ucieczką. Jej historia inspiruje artystę Ping Xi do zrobienia wystawy o ciągłym śnie dziewczyny – nie licząc się zupełnie z jej stanem psychicznym. Zblazowany artysta, zdolny do taniego szokowania i prowokowania, żywił nadzieję na potencjalny rozgłos i zdobycie popularności swoim niebanalnym (jak mu się wydawało) pomysłem.

Bezmyślność, wieczna pogoń za wybujałymi wyobrażeniami, brak zadowolenia z życia i brak współczucia dla drugiego człowieka wychodzi z bohaterów sztuki na każdym kroku – wszyscy pełni są górnolotnych słów, pustych rad i wymyślnych sloganów o życiu, uczuciach czy sztuce. Tak naprawdę każdemu z nich brakuje osadzenia w rzeczywistości i zwykłej radości – radości wynikającej z zaufania w proces życia, fascynacji jego barwami i wewnętrznej zgody na jego złożoność, nieprzewidywalność, ale i na trudy.

Intelektualne idee artystyczne (górnolotne słowa dotyczące sztuki wypowiadane przez artystę i właścicielkę galerii, w której odbyła się wystawa) pokazywały, jak niektórzy ludzie nie potrafią uszanować i doceniać wartości drugiego człowieka – staje się on jedynie przedmiotem, z którego można sobie skorzystać. Nasuwa się tu skojarzenie z dramatem „Kształt rzeczy” amerykańskiego dramaturga Neila LaBute, w którym głównym wątkiem był temat posłużenia się człowiekiem jako przedmiotem kreacji artystycznej.

W finałowej scenie do głównej bohaterki dociera myśl, że przy użyciu czynników zewnętrznymi nie zazna spokoju ducha. Zaczyna rozumieć, że gdzieś indziej trzeba szukać odpowiedzi.

Był to spektakl z głębokim przesłaniem, świetnym pomysłem na realizację i wspaniałym wykonaniem aktorskim. Choć – trzeba przyznać – był nieco za długi (ponad trzygodzinny), można było go nieco skrócić. Nie ze względu na rozwlekłość, bo oglądało się go z zapartym tchem, ale ze względu na ograniczony czas koncentracji uwagi odbiorcy. Niemniej jednak jest to spektakl wyjątkowy, głównie z powodu podjętego tematu dotyczącego złożoności przeżyć ludzkich i trudności z odnalezieniem spokoju wewnętrznego we współczesnym świecie. Także z powodu sposobu przedstawienia tej tematyki niebanalnymi rozwiązaniami scen, nakładającymi się obrazami i liniami czasowymi, i z ekspresyjnie przedstawionym, mrocznym światem niepoukładanej ludzkiej psychiki.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL