widz_trebicki(nie)poleca: „Cafe Sax”

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

widz_trebicki(nie)poleca: „Cafe Sax”

O spektaklu „Cafe Sax” wg scenariusza i w reż. Cezarego Domagały w Teatrze Rampa w Warszawie pisze Robert Trebicki. Kilka dni temu miałem okazję być w Teatrze Roma w Warszawie na spektaklu-koncercie „Najpiękniejsza” Anny Sroki – Hryń, tym samym mając wielką przyjemność obcowania z piosenkami skomponowanymi do tekstów Agnieszki Osieckiej. Niezwykłość i przepiękna sztuka wykonawcza,...
Opublikowano: 2022-11-07

O spektaklu „Cafe Sax” wg scenariusza i w reż. Cezarego Domagały w Teatrze Rampa w Warszawie pisze Robert Trebicki.

Kilka dni temu miałem okazję być w Teatrze Roma w Warszawie na spektaklu-koncercie „Najpiękniejsza” Anny Sroki – Hryń, tym samym mając wielką przyjemność obcowania z piosenkami skomponowanymi do tekstów Agnieszki Osieckiej. Niezwykłość i przepiękna sztuka wykonawcza, artystyczna, instrumentalna, wyzwalająca we mnie ogrom wzruszeń i szczęścia, spowodowała, że przez kilka kolejnych dni przypomniałem sobie niemal cały repertuar piosenek autorstwa Agnieszki Osieckiej. I bardzo dobrze – stwierdziłem, a co mi szkodzi, na warszawskich deskach teatralnych co jakiś czas pojawiają się przecież spektakle z jej twórczością. „Najpiękniejszą” już obejrzałem i jestem wciąż pod wrażeniem tego, co usłyszałem. Postanowiłem wątek poznawania twórczych interpretacji piosenek naszej niezwykłej poetki kontynuować i wybrałem się na „Cafe Sax” z 2017 roku do Teatru Rampa. To jeszcze pozostałość po poprzedniej dyrekcji, którą dzisiaj z dobrymi rezultatami i niespotykaną aktywnością sprawuje Michał Walczak.

Pierwsza piosenka „Okularnicy” okazuje się być kompletną klapą – aktorzy wychodzą z bocznych drzwi między rzędy widowni i próbują zachęcić niemrawych widzów do wspólnego śpiewania „itede, itepe”. Niestety, odbiorcy nie podejmują tej śpiewnej konwersacji. Po wejściu aktorów na scenę nie jest wcale lepiej. Widzimy bar z obsługującym, śpiewającym i rozmawiającym z klientami „wesołym” barmanem, trzy stoliki i charakterystyczną szklaną konstrukcję, która faktycznie mocno przypomina legendarną kawiarnię. Z tyłu mamy widok domu, który, owszem, jest kawałek dalej na tejże ulicy, ale na pewno nie widać go z okien „Cafe Sax”. Mieszkam na Saskiej Kępie od trzydziestu lat i miałem okazję wypić tam niejedną wódkę. Z tego co najbardziej pamiętam to kłębiący się tumanami papierosowy dym i wieże z popielniczek. Na Targówku widzimy tylko „zabawne” próby przypalania papierosa, udawanie wydmuchiwania dymu i strzepywania popiołu. Wygląda to tyleż komicznie, co żenująco.

Całość spektaklu to zestaw piosenek Osieckiej, które są tak sobie zaaranżowane i dość kiepsko wykonane. Mimo mikroportów, sporej części tekstów nie słychać, a przy układach choreograficznych ciężko cokolwiek zrozumieć.  Na przykład utwór „Nie ma jak pompa” jest kompletnie niezrozumiały. O ile wokalną przeciętność Katarzyny Kozak, Juliana Mere czy  Roberta Kowalskiego jestem w stanie zaakceptować, bo po prostu tak a nie inaczej śpiewają, i pewnie niewiele z tym można zrobić, o tyle wokalne popisy Małgorzaty Dudy-Kozery wywołują u mnie poczucie zawstydzenia. Zupełnie nie przekonuje mnie przesadna artykulacja i ekspresja, wrzaskliwy sposób operowania górnymi rejestrami, do tego zdarzają się nieczystości trudne do zaakceptowania. Legendarna „Małgośka” jawi się w tym spektaklu niczym amatorski wybryk, a o wykonaniu songu „Wariatka tańczy” chce się jak najszybciej zapomnieć.

Między piosenkami słyszymy dialogi, takie niby o życiu, o sprawach damsko-męskich, ale generalnie sprowadzono je do zamówienia następnej kolejki… dżinu, wódeczki czy miejscowego specjału – “haczyka z colą”. Czasem dla relaksu pojawi się na stoliku czarna kawa. Jak już jestem przy czerni, to w scenie, w której wysiadają korki, a na estradzie zapada ciemność, Julian Mere komentuje tę sytuację słowami: „Trzeba kupić węgiel!”. I ta reakcja wywołuje autentyczne brawa i szczery, niepohamowany śmiech na widowni. Zresztą całkiem uzasadniony. Pozostałe występy publiczność nagradza dość niemrawymi oklaskami, choć w finale jedna z pań gwałtownie wstaje i wymachując rękami zachęca koleżanki z grupy do wyrażania radości. Sami aktorzy, widząc niemrawość widzów, “wyciągają” z widowni osoby, zmuszając je do tańca. Całość kończy się owacją na stojąco, co dzisiaj jest już chlebem powszednim i zdarza się we wszystkich teatrach nawet po bardzo słabych spektaklach. Dlatego jakoś szczególnie mnie to nie zdziwiło.

O „Cafe Sax” chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Dzisiaj takie spektakle muzyczne robi się zupełnie inaczej. Wystarczy wybrać się na przedstawienia realizowane przez Annę Srokę – Hryń czy Wojciecha Kościelniaka ze studentami Akademii Teatralnej w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie.

fot. Marek Zimakiewicz

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL