Zamiast trumny stół

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Zamiast trumny stół

O spektaklu “Śmierć Iwana Iljicza” Lwa Tołstoja w reż. Franciszka Szumińskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku pisze Wiesław Kowalski. Jak opowiadać w teatrze o śmierci, o rzeczach ostatecznych i wzniosłych, które jednocześnie pokazują naszą marność wobec tego, co nieuniknione? I na ile jej się bać, skoro pojawia się dopiero w momencie naszego odchodzenia? Czy żywi...
Opublikowano: 2021-08-21

O spektaklu “Śmierć Iwana Iljicza” Lwa Tołstoja w reż. Franciszka Szumińskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku pisze Wiesław Kowalski.

Jak opowiadać w teatrze o śmierci, o rzeczach ostatecznych i wzniosłych, które jednocześnie pokazują naszą marność wobec tego, co nieuniknione? I na ile jej się bać, skoro pojawia się dopiero w momencie naszego odchodzenia? Czy żywi ludzie mogą jej pragnąć, czy tylko przywoływać jej bardziej osobliwe czy demoniczne oblicza? Lew Tołstoj w swojej literackiej twórczości próbował ją oswajać w różny sposób, czasami wprost, a czasami w informacjach misternie ukrytych w linijkach tekstu. Franciszek Szumiński z Małgorzatą Jakubowską (dramaturgia) postanowili w swojej ascetycznej realizacji, ograniczonej do przedstawiania reakcji tylko pięciorga protagonistów, skupić się na lękach, przypuszczeniach i aberracjach człowieka, który ma przeczucie zbliżającego się kresu. Stworzyli wnikliwe i drobiazgowe studium ludzkiego cierpienia, które zyskało mocny emocjonalny wymiar w znakomitej  interpretacji Krzysztofa Matuszewskiego. Ale nie tylko jego, bo również osób mu najbliższych i pozostających w jego otoczeniu, odnoszących się do słów rezygnacji czy myśli determinujących jakiekolwiek działanie.

Szumiński w swojej strategii reżyserskiej idzie inną drogą niż to zrobił Jerzy Grzegorzewski, wystawiając w 1991 roku opowiadanie Tołstoja w Starym Teatrze w Krakowie. W Wybrzeżu nie ma na scenie łoża, jest za to długi stół, przy którym zasiądzie rodzina tytułowego bohatera, a żona (bardzo dobra Małgorzata Brajner) ze spokojem będzie spełniać obowiązki podczas obiadowego rytuału. Nie ma śpiewów, wybuchów śmiechu, wymuszanych groteską żartów, żadnej kotłowaniny, jest wielowymiarowa i dojmująca poważność włożona w karby misternie tkanej teatralnej formy. Szumiński buduje rzeczywistość sceniczną i emocjonalną przestrzeń swojego przedstawienia z pomału rodzących się słów i znaczeń, które, choć wciąż pozostają w związku z materią, to jednak tnąc powietrze zachodzą na siebie, przenikają się i silnie nawarstwiają. Niespieszny rytm spektaklu jest w nim tak samo istotny, jak pewna powtarzalność aktorskich działań i poruszania się protagonistów w przestrzeni, która pod wpływem światła zaskakująco zmienia swoją fakturę. Niewiele jest w tej realizacji wypowiadanych z żarliwością słów rozpaczy, boleści, majestatu, namaszczenia, jest za to prostota, zwyczajność podniesiona do wyższej rangi. To ona i jej formalna klarowność są naddatkiem, który skupia naszą uwagę, kierując trajektorię myślową spektaklu nie tylko ku samej śmierci, ale i ku tragikomicznemu życiu.

Młody reżyser potraktował opowiadanie Tołstoja zaledwie jako punk wyjścia, by na jego bazie skonstruować, wg własnego klucza i z dużą dozą dystansu, precyzyjnie rozpisaną partyturę ludzkich zachowań, które w scenicznym przebiegu układają się w pełne spójności i intymności studium, zgłębiające tajemnicę odchodzenia, rozstawania i śmierci. Wiele w tej skromnej inscenizacji jest momentów pozwalających na zamyślenie, na refleksję, na oswajanie tego, co ma się wydarzyć czy może już nawet się wydarzyło. Te dwie perspektywy patrzenia na splot okoliczności i bohaterów są też bardzo ciekawe. Aktorzy wybornie korzystają z instrumentów, jakie daje im reżyser. Z wrażliwością i czujnością panują nad każdym słowem, które jakby rodzi się w nich „tu i teraz”. Jednoczy się z pustką, zawiesza w próżni i kroi niczym brzytwa przestrzeń, w której coraz trudniej się oddycha. Pozwala to również bardzo dotkliwie doświadczać całej ulotności naszego życia i jego piękna. Życia, z którym wszyscy będziemy musieli się kiedyś pożegnać. Dlatego tak wstrząsająco wybrzmiewa ostatni monolog tytułowego bohatera, który wreszcie rozbija całą groźbę narastającej przez cały czas ciszy, wciąż dającej o sobie znać w precyzyjnie konstruowanych sytuacyjnych, słownych i emocjonalnych szczelinach, pauzach i zapętleniach.

fot. Dominik Werner

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL