Marzenia są silniejsze

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Marzenia są silniejsze

“Człowiek z La Manchy” D. Wassermana, M. Leight, J. Dariona w reż. Anny Wieczór-Bluszcz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski. Anna Wieczur-Bluszcz przygotowała chyba jak dotąd najlepszy musical na scenie warszawskiego Teatru Dramatycznego, który od kilku lat próbuje swoich sił w realizowaniu przedstawień muzycznych opartych na znanych dziełach, pozostających przez wiele lat...
Opublikowano: 2020-02-02

“Człowiek z La Manchy” D. Wassermana, M. Leight, J. Dariona w reż. Anny Wieczór-Bluszcz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie – pisze Wiesław Kowalski.

Anna Wieczur-Bluszcz przygotowała chyba jak dotąd najlepszy musical na scenie warszawskiego Teatru Dramatycznego, który od kilku lat próbuje swoich sił w realizowaniu przedstawień muzycznych opartych na znanych dziełach, pozostających przez wiele lat w repertuarze najpopularniejszych scen na  Broadwa’u czy West Endzie. Jej reżyserska inwencja podparta jest bardzo dobrze zakomponowaną przestrzenią, dyskretną i czystą w wyrazie, oraz kostiumami Ewy Gdowiok, współgrającą z klimatem przedstawienia choreografią Anny Iberszer, multimediami Tadeusza Nowakowskiego i dobrze brzmiącymi, dynamicznymi aranżacjami Adama Sztaby, w których  pełne życia dźwięki flamenco miksują się z rytmami dużo bardziej sentymentalno-romantycznymi, przy okazji powołującymi do życia kolejne sceniczne postaci.

„Człowiek z La Manchy”, od początku do końca zawieszony na terytoriach realności i iluzji, będący opowieścią o pięknym życiu jak ze snu, nie bez kozery rozpoczyna się spowitym w ciemności mrocznym obrazem (może należałoby tę “piekielną kruchtę” nieco rozjaśnić, albowiem aktorom dość trudno jest znajdować światło) w kazamatach Świętej Inkwizycji, która próbuje przesłuchać Miguela de Cervantesa, dziwacznego szlachcica, poetę teatru i magii, dramaturga i aktora, z towarzyszącym mu wiernym, choć może niekoniecznie nadgorliwym sługą. Modest Ruciński, pamiętając cały czas z jak wielowymiarową  i dychotomiczną postacią ma do czynienia, w roli tytułowego bohatera, walczącego o prawo do wolności i do życia pozbawionego fałszywej moralności i okrucieństwa, od początku swego pojedynku ze złem zwraca uwagę swoją innością – w jego pełnym złudnych marzeń zagubieniu charakteryzują go delikatność i subtelność znaczone prostolinijnym gestem i wykwintnym sposobem mówienia. Cervantes pozbawiony możliwości opuszczenia więzienia decyduje się na zaproponowane przez inkwizytorów wejście w grę – również dlatego, by ocalić rękopis wciąż nie do końca opowiedzianej historii zainfekowanego poezją Don Kichota, błędnego rycerza, który do imentu zatracił się w realności zapętlonej z iluzją, mieszając fikcję z prawdą, a także stanąć w obronie idealizmu i mocy poetyckiego ducha. W roziskrzonej uczuciami i potęgowanej wyobraźnią obronie Cervantesa, który sam przywdzieje zbroję stając się swoistym kreatorem i reżyserem zdarzeń, w jego podróży ku poezji i niebu wezmą udział również sami oprawcy, wcielający się w kolejne postaci, z którymi – jak choćby w przypadku bezwstydnych i bestialskich gwałcicieli z gospody, czy też zabawnych Mulników  – przyjdzie mu się w swoich peregrynacjach zmierzyć.  Jego biedny giermek stanie się druhem Sancho Pansą, a w Aldonzie, karczemnej i sprzedajnej dziewce, nasz bohater zobaczy ukochaną  Dylcyneę jako  słodkie uosobienie samej dobroci. I choć żywych koni nie ujrzymy na scenie, to pojawią się ich sylwetki wyświetlane na horyzoncie, w ten sposób wprzęgnięte w akcję, również jako zabawni „rozmówcy” karmiącej ich Aldonzy. Te zamiany ról – pojawianie się tych samych aktorów na wielu polach akcji, ciągła koegzystencja elementów realnych z fikcyjnymi – są bardzo istotnym elementem spektaklu, choć tak naprawdę tych transformacji nie widzimy, jedynie płynne przechodzenie jednej sytuacji w drugą. Ważne okaże się to w samym finale, podczas śmierci Don Kichota, kiedy wszyscy odnajdują wreszcie w sobie takie same pokłady empatii  i wzruszenia.  Aldonza / Dulcynea rozpoczyna śpiewać „Śnić sen”, najbardziej popularną arię tego musicalu, by już za chwilę tę samą melodię podjęli wszyscy pozostali aktorzy będący wcześniej uczestnikami  scenicznych zdarzeń.

Anna Wieczur-Bluszcz stara się raczej unikać mogących ocieplać aurę metafizycznych  ingrediencji, z dużą dozą wrażliwości i scenicznego smaku konstruuje niczym malarz na płótnie impresyjno-wizyjne płaszczyzny, w których precyzyjności i nasza własna wrażliwość może się na różny sposób odnajdywać. Widać to i słychać na widowni, która nie tylko głośno oklaskuje wszystkie songi znakomicie śpiewających aktorów, ale szczerze się uśmiecha i bez wstydu ociera łzy wzruszenia.

Dzieło Mitcha Leigh i Dale’a Wassermana, w rękach utalentowanej reżyserki, objawiło się w dużej mierze jako mądra przypowieść o odbudowywaniu więzi emocjonalnych i przywracaniu człowiekowi roztrwonionej i zabłąkanej czystości. Jako  historia, w której dochodzi nie tylko do konfrontacji marzenia ze wszystkimi przeciwnościami losu, z biedą, bylejakością i głodem, ale także gry skrzydeł fantazji i ludzkiej nieprzewidywalności z mizerią naszego niejednokrotnie tragicznego świata.

Wieczur-Bluszcz doskonale poradziła sobie też z obsadzeniem aktorów, choć zapewne nikogo z bywalców Dramatycznego nie zdziwi rola Sancho Pansy powierzona Krzysztofowi Szczepaniakowi, który czyni z tej postaci prawdziwą kwintesencję ciepłej przyjaźni, czy Modest Ruciński jako Don Kichot. Ten ostatni wykreował niezwykle prostoduszną postać, pełną dobrotliwości, czułości i niekonfliktowej umiejętności patrzenia na świat i zrównoważonego dystansu do otaczającej go rzeczywistości. Ruciński potrafi być momentami groteskowy i jednocześnie błazeński, afektowany, ale zawsze z lekką domieszką humoru, w czym bez wątpienia pomaga mu bardzo dobrze ustawiony głos i umiejętność operowania jego wszystkimi rejestrami. Zaskoczeniem jest na pewno rewelacyjna i zagrana z dużą dozą wyzywającej ekspresji rola Anny Gajewskiej, która potrafiła delikatnie przejść przez drogę od pełnej temperamentu, nie dającej sobie w kaszę dmuchać Aldonzy, skrywającej  jednak pod maską bezceremonialności protest i rozgoryczenie, do dyskretnego zdumienia tęskniącej za lepszym światem i dobrem Dulcynei. Może trochę szkoda, że aktorski wyraz nie do końca podparty jest równie interesującym wokalem, ale rola Gajewskiej na pewno jest godna zapamiętania i warta szczególnych komplementów.

Warszawski spektakl w swojej koncepcji inscenizacyjnej jest poprowadzony bardzo czysto, wykorzystywane przez Wieczur-Bluszcz stylistyki i konwencje są zawsze uzasadnione, tym samym czytelne i klarowne, udanie  łączą wszystkie skrajności – tragizm z komizmem, mistyfikacje i symbolikę z iluzorycznością,  tony patetyczne z bardziej frywolnymi czy persyflaż z gloryfikacją idealistycznych pobudek do walki człowieka z tym, co pospolite, banalne, płytkie, wyświechtane  i stereotypowe.


Fot. Krzysztof Bieliński

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL