Kropla drąży skałę

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Kropla drąży skałę

O spektaklu „Dwunastu gniewnych ludzi”, reż. Adam Sajnuk, Teatr Miejski w Gliwicach, pisze Kamil Bujny.

Opublikowano: 2019-12-26
fot. Jeremi Astaszow

„Dwunastu gniewnych ludzi” w reżyserii Adama Sajnuka nie jest spektaklem politycznym. Nie jest, choć przecież mógłby być – tego też pewnie, obserwując dzisiejszą debatę nad stanem praworządności i sprawiedliwości w Polsce, mógłby oczekiwać widz, wchodząc na salę teatralną. Twórcy jednak nie decydują się na taki krok, stronią od doraźnych, politycznych komentarzy, kierują się raczej w stronę bezpiecznej, acz uniwersalnej refleksji nad sprawiedliwością i zaufaniem obywateli wobec instytucji oraz urzędników państwowych.

Czy można być pewnym winy oskarżonego, wydając na niego wyrok? Czy da się przy tym mieć silne przekonanie o własnej nieomylności? Te dwa pytania zdają się determinować refleksję prowadzoną w „Dwunastu gniewnych ludziach”, choć podejmowane są na tyle szeroko, że nie odnoszą się wyłącznie do prawnych kazusów i sądowych realiów. Sajnuka interesuje bardziej to, co moglibyśmy umownie nazwać psychologią i filozofią orzecznictwa – kwestie związane z poczuciem odpowiedzialności za oskarżonego, poczucie sprawiedliwości i obowiązku bycia niechybnym, pewnym podejmowanych decyzji. To, co staje się punktem wyjścia przedstawienia, to niepewność jednego z członków ławy przysięgłych wobec winy mężczyzny oskarżonego o zamordowanie ojca – nie mając całkowitego przekonania o słuszności stawianych mu zarzutów, jeden z przedstawicieli nieobecnej w Polsce instytucji sądowniczej uniemożliwia pozostałym obradującym podjęcie jednomyślnego wyroku. Wprawdzie początkowo wspomniana wątpliwość wzbudza u pozostałych członków rady oburzenie i niekryte pretensje, jednak z czasem przenosi się ona na pozostałych obradujących.

Dobrze się ogląda „Dwunastu gniewnych ludzi”. Z wielu powodów. Po pierwsze, to naprawdę ładnie zrealizowany spektakl – mówię w tym wypadku o jego warstwie wizualnej. Choć na scenie nie dzieje się za wiele, aktorzy pozostają raczej statyczni, a sama scenografia wydaje się bardzo surowa (poza dwunastoma krzesłami, sektorem przeznaczonym dla widzów i schodami, które przecinają horyzontalnie przestrzeń, niczego więcej na scenie nie uświadczymy), to samo przedstawienie intryguje – przede wszystkim przez kompozycyjne i obrazowe myślenie o scenie. Choć to może dalekie skojarzenie, jednak w wielu momentach inscenizacja Sajnuka przywodziła mi na myśl „Makbeta” Agaty Dudy-Gracz z wrocławskiego Capitolu: głównie za sprawą umiejętnego, świadomego oraz plastycznego organizowania i planowania przestrzeni. Wprawdzie przez większość pokazu aktorzy zasiadają przy quasi-stole (który w pewnym momencie przechodzi we wspomniane schody), jednak, gdy od niego odchodzą, zdają się zachowywać i poruszać jak jeden organizm – świadomie, zbiorowo, wspólnotowo. Tak jak ława przysięgłych musi dojść do jednogłośnego wniosku, by móc wydać jakikolwiek wyrok, tak też zobrazowane zostają postaci: kolektywnie, nierozłącznie, gremialnie. Widać, że premierę poprzedziły długie prace z zespołem nad tym, by zarówno ruchowo, jak i psychologicznie aktorzy wypracowali sceniczną wspólnotę – zwłaszcza, że wielu z nich gra w gliwickim teatrze gościnnie. Choć niektóre z postaci zdają się wysuwać na pierwszy plan, to finalnie kluczowy dla tego przedstawienia wydaje się portret zbiorowy – można to zaobserwować przede wszystkim w trakcie tych scen, gdzie dochodzi do sporów (zostaje wówczas zastosowany symboliczny podział na dwie grupy: zwolennicy wydania skazującego wyroku stoją wysoko na schodach, a pod nimi znajdują się jego przeciwnicy). Po drugie, w „Dwunastu gniewnych ludziach” twórcy doskonale panują nad napięciem i atmosferą. Sajnuk wykazuje się doskonałą intuicją, jeżeli chodzi o prowadzenie opowieści – wie, kiedy wprowadzić do pokazu humor, w którym momencie najlepiej grać ciszą, jak spotęgować u widza ciekawość. Pod tym względem na pochwałę zasługują dwie role: Kamilli Baar oraz Izabeli Dąbrowskiej, dzięki którym przedstawienie wydaje się bardziej przystępne – rozładowują one bowiem dość podniosłą atmosferę. Baar stanowi niejako obcy element (zarówno wizualnie, jak i psychologicznie), co sprawia, że oglądający siłą rzeczy skupia na niej swoją uwagę, Dąbrowska wprowadza zaś do spektaklu dużo komizmu. Zostają one skontrastowane z innymi postaciami, bardziej ideowymi, „poważnymi”, mówiącymi o prawdzie, moralności czy odpowiedzialności – choćby z tymi granymi przez Martę Klubowicz czy Błażeja Wójcika.

W „Dwunastu gniewnych ludziach” znajdują odbicie różne społeczne problemy i zjawiska: nietolerancja, stereotypy, uprzedzenia, nieposzanowanie prawa czy brutalizacja języka. Gdy jedne z postaci odwołują się do prymarnych wartości i demokratycznych zasad, takich jak prawo do godności czy sprawiedliwego procesu, inne pozostają poza tym porządkiem, kierują się w stronę ulicznego samosądu – podążają nie za rozsądkiem czy prawem, tylko za własnymi uprzedzeniami lub przedzałożeniami. Jeżeli więc przedstawienie Sajnuka miałoby być odczytywane jako społecznie zaangażowane, to właśnie na tym poziomie: poprzez pokazanie powierzchowności i nieobiektywności wymiaru sprawiedliwości. Gdy w grę wchodzi ludzkie życie i prawo do decydowania o nim (poprzez orzekanie o winie), najważniejsza powinna być przede wszystkim obiektywna ocena faktów i analiza dowodów. „Dwunastu gniewnych ludzi” podważa jednak taką kolej rzeczy: twórcy zdają się negować możliwość obiektywnego osądu, wskazując na jego iluzoryczność; pokazują bowiem, że za każdym wyrokiem stoi człowiek, a za człowiekiem jego przeżycia, doświadczenia, poglądy i lęki. Wszelkie wyroki czy decyzje, wydane choćby przez sądy, w których bezstronność bardzo chcemy wierzyć, zawsze pozostają naznaczone tą subiektywną i emocjonalną perspektywą. Często – niestety – na nieszczęście oskarżonego.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL