„Cyrulik…” pod znakiem Klimczaka

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

„Cyrulik…” pod znakiem Klimczaka

“Cyrulik sewilski” w reż. Jitki Stokalskiej w Polskiej Operze Królewskiej – pisze Wiesław Kowalski. Po premierze “Cosi fan tutte” Mozarta, otwierającej lipcowy festiwal Polskiej Opery Królewskiej, byłem pełen podziwu dla konceptów reżyserskich i inscenizacyjnych Jitki Stokalskiej, które doprowadziły do powstania pełnego harmonii i finezji dzieła, zabawnego, czarującego dowcipem, wdziękiem, humorem i lekkością, zgodnego z tym...
Opublikowano: 2019-12-23

“Cyrulik sewilski” w reż. Jitki Stokalskiej w Polskiej Operze Królewskiej – pisze Wiesław Kowalski.

Po premierze “Cosi fan tutte” Mozarta, otwierającej lipcowy festiwal Polskiej Opery Królewskiej, byłem pełen podziwu dla konceptów reżyserskich i inscenizacyjnych Jitki Stokalskiej, które doprowadziły do powstania pełnego harmonii i finezji dzieła, zabawnego, czarującego dowcipem, wdziękiem, humorem i lekkością, zgodnego z tym wszystkim, co wynika ze ścisłego związku muzyki z librettem. Tym samy kluczem teraz próbuje Stokalska otworzyć operę Rossiniego „Cyrulik sewilski”.  I nie ma w tym nic złego, bo to metoda, która dając możliwość  skupienia jak w soczewce fundamentalnych składników operowej inscenizacji już wielokrotnie sprawdziła się przy jej poprzednich realizacjach, również i tego ostatniego tytułu – w Warszawskiej Operze Kameralnej w roku 1989 i 2007.

Tym razem miałem jednak wrażenie, że niektóre sceniczne działania – powiedzmy od razu, dość gęste w ruchu, nie zawsze zresztą sprowadzone do formalnej czystości, a puszczone kilkakrotnie w pogoniach i ucieczkach protagonistów na żywioł i jakby przypadkowe – przeszkadzają nieco muzyce i nie pozwalają wybrzmieć jej z całą intensywnością i nieokiełznanym pięknem. Gdybyż wszystko zamknąć w tak klarownej i precyzyjnie ustawionej sekwencji, jak ostatnia scena pierwszej części przedstawienia, czy choćby scena kąpieli Bartolo, podejrzewam, że efekt końcowy byłby dla całego widowiska dużo ciekawszy i bardziej intrygujący. A tak można momentami odnieść wrażenie, że Stokalska poprzestaje na samym ustawieniu solistów i okonturowaniu ich pracą z rekwizytem lub elementem kostiumu, że zdarzenia dzieją się ot, tak sobie, co zaciera podejmowane przecież przez realizatorów, za to nie do końca satysfakcjonujące, próby interpretacji dzieła Rossiniego. Oczywiście, jest w tym przedstawieniu wiele smaczków wynikających z zabawy operową konwencją, które mogą wywołać uśmiech i publiczność bez trudu je odnajduje, ale ostatecznie do pełnego sukcesu trochę temu spektaklowi brakuje. Być może chodzi tylko o większą dyskretność w dowcipie, tak zachwycającą w „Cosi fan tutte”. W „Cyruliku…” natomiast momentami odnosiłem wrażenie jakby akcja sceniczna była główną siłą napędową twórców i celem samym w sobie, że brakowało zgodności między tym, co niesie przejrzystość muzyki, a tym, co fabularne. Że zmysł humoru zdecydowanie dominuje nad  powściągliwą, wykwintną kantyleną.

Jitka Stokalska, nie wchodząc w aktualne dyskursy czy nowoczesne transformacje, nigdy nie próbowała nadawać swoim inscenizacjom charakteru współczesnego, nie znajdziemy w jej realizacjach ekranów, telewizorów czy kamer, przesunięcia czasowe też nie mają tutaj miejsca, bo uniwersalność czy aktualność przesłania pokazać można na wiele różnych sposobów. Również poprzez zabiegi traktowania samych bohaterów i scenicznych zdarzeń. Znaków dla żywego, przejrzystego, lekkiego i niebanalnego języka teatru poszukuje przede wszystkim w partyturze. Potrafi też nadać postaciom indywidualny wymiar. Dominuje u niej raczej tradycyjny sposób kreowania świata przedstawionego, co akurat w przypadku przestrzeni Teatru Królewskiego może być atutem. Jednak w najnowszym przestawieniu koronkowa praca reżyserki nad całym sztafażem działań ruchowo-gestycznych, które mają wzmagać dowcip sytuacyjny, stawiać scenę w cudzysłów czy pozwolić na obserwowanie bohaterów z przymrużeniem oka, niekiedy nieco się rozłazi. Być może to kwestia precyzji wykonawczej, bo spore roszady obsadowe następowały tuż przed samą premierą; miejmy nadzieję, że w miarę powrotu do spektaklu złożonych chorobą śpiewaków przyjdzie jeszcze czas na to, by pewne rzeczy wyczyścić czy doprecyzować. W tej chwili na scenie króluje od początku do końca Andrzej Klimczak w roli Doktora Bartolo i to jego postać  zdominowała premierowe przedstawienie. Klimczak to śpiewak, który doskonale radzi sobie z każdym zadaniem aktorskim, ma komediowy zmysł, niezwykły temperament, spontaniczność w ekspresji i potrafi z pełną wiarygodnością, prostotą i naturalnością wykorzystać te atuty w budowaniu swojej postaci. Wspaniała rola dyrektora POK.

Poziom wokalny (jakości brzmienia, swoboda i prowadzenie rossinowskiej frazy)  premierowego spektaklu był bardzo przyzwoity. Najbardziej podobać się mogła Iwona Handzlik w partii Rozyny, która czarowała nie tylko urodą, ale giętkością, selektywnością koloratury oraz łatwością z jaką pokonywała kolejne figuracje i ozdobniki. Handzlik była znakomitą partnerką dla zazdrosnego, podstępnego, a nawet groźnego Klimczaka, jak i zakochanego w niej Hrabiego Almavivy (Leszek Świdziński)

Dawid Runtz wydobył z orkiestry wiele promiennego, włoskiego kolorytu w brzmieniu, dobrze też współdziałał z solistami, pomagając im w ostrym kontrastowaniu postaci, dbał o plastyczność frazy i wszystkie crescenda.  Słychać to już było podczas uwertury, kiedy dochodzi do prezentacji postaci dramatu w ich charakterystycznych pozach. Takim samym obrazem Stokalska zamknęła swoje przedstawienie, które może intensywnością działań czy spójnością wizji scenicznej nie zawsze zachwyca, jednak na szczęście omija niebezpieczeństwa rozbijania jedności i teatralnej klarowności.


Fot. Karpati&Zarewicz

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL