Tuwim dla dzieci, Tuwim do dzieci

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Tuwim dla dzieci, Tuwim do dzieci

O spektaklu „Tuwim dla dzieci”, reż. Jerzy Jan Połoński, Teatr Miejski w Gliwicach, pisze Kamil Bujny.

Opublikowano: 2019-11-24
fot. Jeremi Astashow

„Tuwim dla dzieci”, reż. Jerzy Jan Połoński, Teatr Miejski w Gliwicach – pisze Kamil Bujny.

W przedstawieniu Połońskiego mamy do czynienia z przemyślanym i ciekawie zrealizowanym zamysłem, który pozwala twórcom „domknąć” ukazywaną na scenie opowieść, sprawić, by mówienie Tuwimem (i o Tuwimie) z jednej strony nie wydawało się bezkontekstowe, a z drugiej – by oferowało widzowi coś więcej niż możliwość wysłuchania znanych i lubianych wierszy.

Gliwicki Tuwim to postać ukazana na kilku poziomach, które można by opisać następująco: poeta w wierszu, wiersz w poecie, poeta w świecie, świat w poecie. Dwie pierwsze realizacje odnoszą się do sposobu ujęcia spuścizny Tuwima, którą w przedstawieniu – oczywiście poza warstwą tekstową – oddają wszechobecne książki: potraktowane jako element scenografii oraz rekwizyty. Twórcy poszli jednak o krok dalej, nie zdecydowali się wyłącznie na taką symboliczną, powierzchowną reprezentację – poeta u Połońskiego niejako „wychodzi” z tych wykorzystywanych i poustawianych w stosy książek, unosi się nad nimi. W wyobrażeniu reżysera autor „Zosi Samosi” nie jest pisarzem schowanym za wierszem, postacią bytującą wyłącznie w podręcznikach do historii literatury, tylko staje się żywą, interesującą, pełną energii osobą. Maciej Piasny, który w pokazie odgrywa (choć nie wiem, czy to najlepsze słowo; należałoby raczej powiedzieć, że symbolizuje lub prezentuje) samego Tuwima, „wyciąga” go zza tekstu – aktor, otwierając i wertując wielką książkę, determinuje bieg wydarzeń: powoduje opowieść, sprawia, że na scenie ucieleśnia się wyobraźnia jednego z najważniejszych artystów dwudziestolecia międzywojennego. Dwie pozostałe realizacje – czyli poeta w świecie i świat w poecie – odnoszą się nie tyle do samego Tuwima, ile do procesu twórczego. Znamienna w przedstawieniu okazuje się jedna ze scen, gdy Piasny na środku sceny pisze w notatniku, a wokół niego dzieje się tworzony właśnie wiersz – tak, jakby widzowi dane było obserwowanie wyobraźni pisarza, dojrzenie tego, co poprzedza moment zapisu, wejście do poetyckiego świata „Lokomotywy” czy „Abecadła”. Ten moment prezentacji z jednej strony pokazuje wyjątkowość i autentyczność poezji Tuwima, a z drugiej strony uwiarygadnia go jako człowieka w oczach młodszego odbiorcy – poeta staję się w tym wypadku kimś namacalnym, autentycznym, nie tyle wymyślającym zabawne i pouczające wiersze, ile spisującym je z otaczającego go świata.

Chwilę po premierze, zaraz po wyjściu z sali teatralnej, moją uwagę przykuł chłopiec, który – komentując plakat (tak na marginesie: rewelacyjny!) promujący „Tuwima dla dzieci” – zauważył, że znajdują się na nim wszystkie rekwizyty, które zostały wykorzystane na scenie – między innymi okulary (do wiersza o wiadomym tytule), skakanka (bo przecież „gdyby [kózka – dod. aut. rec.] nie skakała, / Toby smutne życie miała”) oraz rzepa (którą wszyscy jak jeden mąż ciągnęli i ciągnęli, a wyciągnąć i tak nie umieli). Niby nic takiego, zwykła konstatacja, ale trafnie oddająca porządek rzeczy: twórcy wykreowali na tyle kompletną, spójną i wiarygodną rzeczywistość sceniczną, że wszystko wydaje się w niej uzasadnione i potrzebne. Rekwizyty stają się czymś więcej niż przedmiotami pomagającymi zobrazować tekst – uzmysławiają nam, że świat zabawek (rozumiany jako przestrzeń dziecka) staje się niejako światem Tuwima. Tak jak poeta potrafi uczynić codzienne, zwykłe przedmioty obiektem twórczego zainteresowania, tak też aktorzy – w intuicji reżysera i scenografki (Joanny Martyniuk) – powinni je równie wiarygodnie i „magicznie” ograć (przykładem jest fenomenalnie zaadaptowany „Pan Maluśkiewicz i wieloryb”).

Twórcom w wystawianiu Tuwima nie brakuje wyobraźni, przebojowości i polotu. Przedstawienie Połońskiego zagrane jest z dużą energią i werwą, co sprawia, że zarówno młodszy, jak i starszy widz nie odczuje znużenia – na scenie wiele się dzieje, a aktorzy pozostają cały czas w ruchu. Dobrą decyzją było pokierowanie pokazu w stronę musicalu (na pochwałę zasługują świetne aranżacje Łukasza Damrycha), która okazuje się o tyle trafiona, o ile pozwala z jednej strony utrzymać uwagę młodszego odbiorcy, a z drugiej wykorzystać potencjał gliwickiego zespołu. W „Tuwimie dla dzieci” łatwo zachwycić się scenami zbiorowymi: zarówno choreograficznie, jak i aktorsko przedstawienie zostało przygotowane bez zarzutu – widać dużą pracę z aktorami, ewidentne zgranie i świadomość własnych możliwości. Gliwicka adaptacja zasługuje na uwagę – Połoński przygotował bowiem bardzo ładny, dobrze wyreżyserowany, zagrany i zaśpiewany spektakl, który zdaje się mówić: „czytajmy Tuwima, bawmy się jego wierszami!”. Ja powiem więcej: „czytajmy, a najlepiej wraz z Teatrem Miejskim w Gliwicach!”. Zwłaszcza że niebawem – bo już w styczniu – do oferty dla dzieci dołączy propozycja dla dorosłych. Wszak Tuwim nie tylko o rzepie i lokomotywie pisał…

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL