Jubileuszową edycję Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy pt. „Między Innymi” zakończył pokaz spektaklu łączącego polską i białoruską kulturę ludową i będącego próbą jej ocalenia w pamięci zbiorowej.
Scenariusz swojego przedstawienia Żenia Dawidenka oparła na książce XIX-wiecznego pisarza i poety Jana Barszczewskiego „Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach” (choć została napisana w języku polskim, w naszym kraju pozostaje niemal nieznana, podczas gdy na Białorusi zyskała status kultowej), a do realizacji przedstawienia zaprosiła polsko-białoruski zespół aktorski.
Fabuła spektaklu, zbudowana na dawnych opowieściach i pieśniach pogrzebowych, na ginących językach i tradycji ustnej białoruskiej wsi – na Festiwalu Prapremier idealnie wpisała się w przełom października i listopada, czyli szczególny czas w słowiańskim kalendarzu obrzędowym. W rodzimym romantyzmie często opisywanym wyobrażeniami o czasowym powrocie dusz zmarłych do miejsc, w których żyły, z tym że wierzenia te nie wszędzie były jednakowe na dawnych terenach I Rzeczypospolitej, a ich zasięg i szczegółowe formy różniły się regionalnie. Stąd też te z Ziemi Połockiej we współczesnej Polsce zostały kompletnie zapomniane, ale pamiętane są do dziś na Białorusi.
Opowieść opiera się na kolażu kolejnych scen osadzonych pomiędzy baśnią a rzeczywistością, a akcja przedstawienia rozpoczyna się już we foyer teatru śpiewem płaczki i zaproszeniem widzów do starego domu. Tuż przed Nowym Rokiem – w symbolicznym momencie przesilenia – główny bohater Janek (w tej roli Maciej Baka) przyjeżdża na wieś do Stryja (Piotr Srebrowski, także w roli Szlachcica Zawalni) i gdy zasiadają do stołu ze starymi znajomymi, wnętrze wiekowego domu ożywa. Dom napełnia się klechdami Ziemi Połockiej – opowieściami o wilkołakach, duchach i domowych strachach. W swoim spektaklu Dawidenka sięga także po mroczne sprawy ludzi, wyciągając na wierzch ich chciwość, ślepe pragnienia i lęki. Przedstawienie staje się swoistym studium obłędów, przypominającym, że folklor niósł w sobie sygnały ostrzegawcze przed potknięciami, o których współczesny człowiek często w pędzie życia zapomina.
Scenografia zaprojektowana przez Kornelię Dzikowską-Demirską, która stworzyła wnętrze domu z dywanami rozpiętymi na ścianach, ze stołem, z kufrem i łóżkiem z wielką pierzyną, umieszcza akcję w folklorze dawnej wsi. Do folkloru odsyłają również piękne kostiumy białoruskich aktorek i aktorów: Siarhei Artsiomenka, Katsiaryna Zhaludok, Mikita Chabatar, Sviatlana Tsimokhina.
Reżyserka wraz ze scenografką i pięknymi wizualizacjami Volhi Zarouskiej oraz animacjami Aleksandry Babkovej powołały w teatralnej chacie i fantazyjne majaki, i teatr cieni w zjawach zabłąkanych w zakamarkach, a mroczną atmosferę domu podkreślają zapachem kadzidła oraz światłem przygaszonym do maksimum, użyciem nieco „widmowej” pacynki, latarkami czołowymi oraz niepokojącą muzyką Macieja Świniarskiego. Efekty dźwiękowe zbudowane z różnego rodzaju odgłosów dochodzących z drewnianej chaty, pełnej trzasków i złowrogich pogłosów, i śpiew stylizowany na biały – miały przenieść widzów w magiczny świat Ziemi Połoskiej i tak też się staje – tyle że tylko na czas trwania jednej sceny.
Żenia Dawidenka prowadzi zespół aktorski przez wiele odrębnych etiud, w nieco filmowej stylistyce folk-horroru, bardzo sprawnie, dając mu wielokrotnie pole do popisu – jednakże, gdy ten co scenę wychodzi ze swych ról – czar pryska. Kiedy spektakl już zaczyna pulsować, gdy widz niejako duchowo i fizycznie odczuwa wątki bohaterów – ci nagle stają się kolejnymi bohaterami następnej opowieści Barszczewskiego.
Wystarczyło wygaszeniem światła czy też charakterystycznym dźwiękiem postawić kropkę po kolejnej opowieści z pogranicza snu i jawy, ale tak się niestety nie dzieje. Reżyserka pozbawia tym widzów pełnego zmysłowego doświadczenia, jakie być może znają ze spektakli Teatru Wierszalin, tworzącego od lat teatr antropologiczny, nawiązujący do mitów, wierzeń i folkloru. Cóż, do mistrzów z Supraśla Żenia Dawidenka ma jeszcze długą drogę (stonowane brawa widowni Festiwalu Prapremier to potwierdzają), ale w folk-horrorze idzie w dobrym kierunku.
Gdański Teatr Szekspirowski