Cieszy powrót do Teatru Polskiego Radia klasyki dramatu polskiego w postaci słuchowiska na podstawie „Snu srebrnego Salomei” Juliusza Słowackiego w adaptacji i reżyserii Tomasza Cyza.
Okazuje się bowiem, że głębokie i – nie bójmy się tego słowa – mądre odczytanie XIX- wiecznego dramatu może powiedzieć o rzeczywiście istotnych problemach współczesnego świata (a przynajmniej bliskiej nam jego części) więcej niż paradramatyczny bełkot dramaturgii stricte współczesnej (w każdym razie sporej jego części).
Juliusz Słowacki lokuje akcję swojego dramatu na terenach dzisiejszej Ukrainy, w okresie jakże dramatycznym w dziejach narodu polskiego i ukraińskiego, jakim była tzw. koliszczyzna, czyli inspirowane z dużą dozą prawdopodobieństwa przez Rosję powstanie chłopskie, skierowane głównie przeciwko szlachcie polskiej w 1768 r. W tym buncie bierze też udział jeden z bohaterów sztuki Słowackiego, Kozak Semenko (w słuchowisku wciela się w niego Wojciech Chorąży). Wątek historyczny wydaje się dla Cyza najistotniejszy i na nim kładzie on szczególny nacisk, dokonując karkołomnej adaptacji pięcioaktowego dramatu na 40-minutowe słuchowisko. Nie pomija przy tym wątku romansowego (sam Słowacki nadał „Snu srebrnemu…” podtytuł „Romans dramatyczny”). Chodzi tu o miłość Salomei Gruszczyńskiej do Leona, syna regimentarza Stempowskiego, na którego dworze dziewczyna przebywa, podczas gdy jej ojciec przebywa na misji wojskowej, tłumiąc bunty. Regimentarz zamierza jednak ożenić potomka z księżniczką Wiśniowiecką. Ten królewski urzędnik nie wie jednak, że owa księżna została uprzednio zaślubiona niejakiemu Sawie (Mateusz Weber), Kozakowi, który zgodnie z proroctwem Wernyhory był jej przeznaczony. Nie to jednak proroctwo ukraińskiego lirnika jest w słuchowisku szczególnie dramatyczne. Najmocniej brzmi jego przepowiednia: „Ukrainy nie będzie” i brak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: „A Polska?”. Zatrważająco aktualnie rezonują te słowa z sytuacją geopolityczną, z którą mamy do czynienia obecnie.
Kluczem do sukcesu tej realizacji jest jej warstwa audialna, za którą odpowiada Maciej Kubera. Opracowanie dźwiękowe tworzy hipnotyzującą i groźną przestrzeń właściwie już od pierwszych chwil słuchowiska, gdy rozbrzmiewają dźwięki ostrzonych kos. Nagłe wyciszenia i pogłosy potęgują wrażenie, że akcja dramatu rozgrywa się na granicy jawy i snu – tytułowego snu, który wieszczy katastrofę. Przestrzeń dźwiękowa zdaje się równoprawnym bohaterem dramatu, budującym napięcie. Równie autonomicznym elementem spektaklu jest muzyka Dominika Strycharskiego. Łączy ona tradycyjne, rzewne motywy ukraińskie z nowoczesną, niepokojącą fakturą brzmieniową. Muzyka wprowadza element fatum: powracające motywy muzyczne przypominają o nieuchronności tragedii, a jednocześnie nadają całości monumentalny, wręcz sakralny charakter.
Ostateczny sukces słuchowiska pieczętują jednak kreacje aktorskie. Reżyser poprowadził znakomity zespół wykonawców w sposób powściągliwy, daleki od XIX-wiecznego, koturnowego deklamowania wiersza. Aktorzy posługują się frazą Słowackiego z naturalnością, nie tracąc przy tym nic z jej poetyckiego piękna. Paulina Gałązka specyficzną modulacją głosu oddaje niewinność swojej bohaterki uwikłanej w tryby historii i niegodziwie potraktowanej przez swojego oblubieńca; Marta Chodorowska buduje Księżnę jako przebiegłą, dwulicową, ale i odważną kobietę, potrafiącą przeciwstawić się woli mężczyzny. Znakomitym rzemiosłem wykazują się wykonawcy ról męskich: Jerzy Radziwiłowicz (Regimentarz), Józef Pawłowski (Leon) i Wernyhora (Jacek Poniedziałek). W ich głosach słyszymy dumę, fanatyzm, ale też głęboki ludzki strach i zagubienie.
Summa summarum: „Sen srebrny Salomei” w reżyserii Tomasza Cyza to realizacja frapujaca i niezwykle dojrzała. To słuchowisko mądre, które nie daje łatwych odpowiedzi na pytania o polsko-ukraińską przeszłość, ale i stawia ważkie pytania o przyszłość obu państw i narodów. Zamiast tego oferuje słuchaczowi głębokie, zmysłowe doświadczenie artystyczne, udowadniając, że klasyka romantyczna, potraktowana z reżyserską dyscypliną i szacunkiem do słowa, wciąż potrafi rezonować we współczesnym odbiorcy z ogromną siłą.
Teatr Polskiego Radia