Zaglądamy dziś do świata radia. Na scenie Teatru Komedia trwa nagranie na żywo programu „Co na to Maria?”. Są z nami dwie prowadzące. Przy mikrofonie – Izabela Dąbrowska, aktorka filmowa, teatralna i dubbingowa, a także artystka kabaretowa. Duchem towarzyszy jej gość specjalny: Maria Czubaszek, ikona polskiej satyry.
Za konsoletą tej niecodziennej audycji stoi reżyserka Agata Biziuk, sprawnie poruszająca się między komediowymi konwencjami. Na scenie usłyszymy piosenki przywodzące na myśl przedwojenny kabaret, ale też kawał dobrego stand-upu. Całości towarzyszy muzyka na żywo– kompozycje Franciszka Dziubka, które współtworzą rytm i atmosferę spektaklu już od wejścia na widownię. W radiowy świat wprowadza nas również głos lektora, Artura Andrusa – kolejnego mistrza komedii, który z wyczuciem podaje puenty i rozgrywa żarty, współtworząc rzeczywistość audycji. Dopełnia ją scenografia Maksa Maca, tworząca przestrzeń dla rozgrywającego się na naszych oczach radiowego widowiska.
Inteligentny dowcip Biziuk konstruuje już na poziomie scenariusza, a następnie umiejętnie rozgrywa go na scenie. W komediowych sytuacjach kryje się uważna obserwacja ludzkich przywar i absurdów codzienności. Do studia Radia Komedia dodzwaniają się kolejne postaci, każda z własnym bagażem problemów. Wszystkie te role bierze na siebie Izabela Dąbrowska, demonstrując imponującą skalę aktorskich możliwości.
Jej interpretacja wykracza poza zwykły popis aktorskiej sprawności. Dąbrowska jest na scenie na więcej niż sto procent: pozostaje sobą – autentyczną, niesilącą się na „wielkie aktorstwo”, obdarzoną niezwykłym wyczuciem komizmu – a jednocześnie staje się Marią Czubaszek, która jakby przez nią przepływa i przemawia jej ustami. A przy tym jest w niej jeszcze coś z każdego z nas.
Co naprawdę powiedziałaby dzisiaj Maria Czubaszek? Jej komentarze, nagrane przez Dąbrowską i przetworzone przy użyciu technologii, brzmią znajomo, niemal jak autentyczny głos satyryczki. Przywołują jej sposób myślenia, język i poczucie humoru. Od jej śmierci minęło już ponad dziesięć lat, a rzeczywistość zdążyła się zmienić – z pewnością dostarczyłaby jej wielu powodów do ironicznych uwag. Czy istnieje taki poziom absurdu, przy którym nawet ona straciłaby ochotę do komentowania? Tego się nie dowiemy. Możemy za to, kierując się jej ponadczasową filozofią, sprawdzić, czy wciąż potrafimy śmiać się z samych siebie. Na przykład w teatrze.
Warto zabrać ze sobą lekarza lub farmaceutę, zapowietrzonego sąsiada albo kogoś, komu od dawna chcemy – z życzliwością – zasugerować, że przydałoby mu się trochę wrzucić na luz. To humor dla tych, którzy nie boją się spojrzeć na siebie z dystansu. Którzy wiedzą, że najcelniejszy żart zawsze trafia w nas samych.
Audycja dobiega końca. Aktorka się przebiera i szybko wygania nas do domu. „Idźcie żyć!” — rzuca. Zostajemy z poczuciem, że udało nam się spotkać z duchem Marii Czubaszek, nie stawiając jej pomnika, którego zapewne sama nie chciałaby oglądać. Ten spektakl to cała ona. Jest jak gorzki dowcip, o który nikt nie prosił, a którego wszyscy potrzebowali. Jak tęsknota za zadymionymi pomieszczeniami. Jak maść na ból duszy – szczypiąca, ale przynosząca ulgę.
Teatr Komedia