W Operze na Zamku Szczecinie trwają próby do premiery baletowej „Lalki” w Roku Karłowicza. Dramaturgiem jest Karol Urbański, choreografem – Grzegorz Brożek, kierownictwo muzyczne objął Kuba Wnuk.
Zapraszamy widzów do odkrycia tej ponadczasowej prozy w zupełnie innej odsłonie, w której wybrane wątki przedstawione zostaną poprzez emocjonujący taniec współczesny z poruszającą muzyką Mieczysława Karłowicza oraz Zygmunta Noskowskiego.
Premiera już 17 października.
Twórcy baletowej „Lalki” Opery na Zamku w Szczecinie sięgnęli po kultowe arcydzieło, by wydobyć z niego najważniejsze przesłanie, a następnie przełożyć je na własny, współczesny język sceniczny. Świat „Lalki” w inscenizacji Opery na Zamku w Szczecinie wyłania się z magmy. Z bezkształtnej materii powoli powstają dwie części skonfliktowanego społeczeństwa: motyle-arystokracja i robaki-mieszczaństwo. Ten podział klasowy staje się osią historii. Bohaterowie próbują wydostać się ze swoich światów, przekroczyć ich granice, zbliżyć do siebie lub… uciec.
W nowatorskiej adaptacji dzieła literackiego twórcy posługują się symbolami: salon, sklep, ulica, Paryż czy pociąg stają się figurami stylistycznymi. Ulica łączy dwa światy, ale jest też granicą. Kładka pozwala się zbliżyć, okno – patrzeć, spojrzenie – spotkać, ale nie zawsze można przejść na drugą stronę. W tym wszystkim znane nam wszystkim postaci: Wokulski, Łęcka, Rzecki, Starski, Stawska, Wąsowska…
W centrum widzimy portrety psychologiczne głównych bohaterów: Łęckiej – narcystycznej arystokratki, zapatrzonej we własne wyobrażenie mężczyzny doskonałego, którego uosabia posąg Apollina, i Wokulskiego – kupca, neurotyka rozdartego między materią a idealizmem, który pochodzi ze świata robaków, ale za wszelką cenę chce dostać się do świata motyli. W jego wyobraźni Łęcka staje się niemal spiżową boginią – obiektem pragnienia i wyobrażeniem świata, do którego chce wejść. Stąd symbolika sceniczna: podążający za Wokulskim cień, bo ten nie potrafi już myśli o Izabeli oddzielić od siebie, a który ona widzi z kolei jako osaczenie… Podobnie jak jego czerwone ręce w snach… Czerwone, zbyt naznaczone życiem „dorobkiewicza”, robaka. Budzą w niej wstręt, Łęcka-motyl żyje tylko fantazmatami.
I tak w świecie dualizmów: romantyzm i pozytywizm, ideał i realizm, szczerość i fałsz oboje, tak jak zaczęli, kończą w magmie. On jako człowiek, którego wciągnęła pustka. Ona jako figura świata, który przestaje istnieć…
Zostaje pytanie: czy z tej samej materii, a może ze złudzeń i marzeń może kiedyś powstać nowy świat – już bez nich?
Opera na Zamku