Czekamy, czekamy

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Czekamy, czekamy

O spektaklu „Fru-Fru”, Olsztyński Teatr Lalek, reż. Karolina Maciejaszek, pisze Kamil Bujny.

Opublikowano: 2019-10-04
fot. Paweł Strzelec

Ależ to piękny spektakl! Olsztyński Teatr Lalek na tegorocznym Festiwalu małych Prapremier oczarował widzów pokazem „Fru-Fru”, który podejmując się niełatwego tematu, jakim jest dorastanie i towarzyszące mu rozczarowanie, pozostaje dla młodszego widza całkowicie przystępny i jak najbardziej atrakcyjny.

W jednej z piosenek Brygady Kryzys mowa o ciągłym czekaniu. Bez wątpienia z tym tekstem mogłaby utożsamić się larwa Fru-Fru, którą teatr w opisie recenzowanego pokazu wymownie określa jako „dziwne ni to, ni owo”. Choć ta charakterystyka brzmi cokolwiek osobliwie, w dodatku mało konkretnie, to wydaje się, że najlepiej oddaje tytułową postać z przedstawienia w reżyserii Karoliny Maciejaszek. Fru-Fru czeka na zmianę. Dokładnie – na transformację. Będąc larwą, liczy na to, że lada moment zamieni się w pięknego motyla. Im bardziej rozciąga się w czasie proces przemiany, im dłużej nic się nie dzieje, tym większa jest jej desperacja i zniecierpliwienie: larwa co chwilę podnosi larum, że to już, że rozpoczęła się właśnie inicjacja, próbując w ten sposób zainteresować żyjące z nią w ogrodzie zwierzęta. Choć owad pokłada głębokie nadzieje w przyszłości, licząc, że doczeka dnia, gdy będzie wreszcie pięknym, barwnym motylem, którego wszyscy będą podziwiać, ostatecznie staje się… muchą.

Olsztyńska produkcja to teatralna adaptacja picture booka „Metamorfoza Fru-Fru” Nguyen Tran Thien Loca. Jak zauważają twórcy, przedstawienie posługuje się niemal autonomicznym tekstem – w przywołanej książce występuje więcej obrazków niż słów, w związku z czym podczas prac nad pokazem należało prawie od podstaw przygotować wypowiadane przez aktorów kwestie. Mam wrażenie, że zaistniała sytuacja znajduje wyraźne odbicie na scenie: w pokazie zdaje się dominować warstwa wizualna, to ona przykuwa uwagę odbiorcy i sprawia, że przedstawienie intryguje. Owszem, relacje między postaciami oraz sama metamorfoza tytułowego Fru-Fru nie pozostają bez znaczenia, jednak recepcja widza koncentruje się przede wszystkim na scenografii (autorstwa Mariki Wojciechowskiej). Nie bez powodu. Została ona bowiem świetnie przygotowana, z wyraźną konsekwencją i zamysłem. Choć w przedstawieniu nie dzieje się za wiele, a jego tempo wyznacza niekończące się czekanie na przemianę Fru-Fru, to zarówno młodszy, jak i starszy widz nie odczują znudzenia – właśnie za sprawą walorów estetycznych. Wojciechowska decyduje się na bardzo żywe kolory kostiumów i rekwizytów, tworząc na scenie klimat letniego ogrodu: pojawiają się kwiaty o mocno nasyconych barwach, dominuje kolor zielony, a lustrzana podłoga pogłębia wrażenie niezwykłości i intensywności kreowanego świata. Na uwagę zasługuje również nowoczesne, elektroniczne umuzycznienie, ciekawie korespondujące nie tylko ze scenografią, ale także z ruchem scenicznym aktorów. Choć „Fru-Fru” daje wrażenie jednolitości (za sprawą zazębiającej się kompozycji obrazu, dźwięku i ruchu), to poszczególne postaci nie tracą na indywidualności – widać to na przykład po sposobie poruszania się.

Przedstawienie stanowi udaną próbę podjęcia tematu dorastania. Co więcej, w tym wypadku mówimy o czymś bardziej uniwersalnym, bo olsztyńska realizacja opowiada nie tyle o stawaniu się dorosłym, ile nie-sobą; kimś po przemianie i po nagromadzeniu wielu różnych doświadczeń. Choć Fru-Fru nie wie, kim będzie po transformacji (prawdę mówiąc, nie wie nawet, czy do takiego przeobrażenia w ogóle dojdzie), to pokłada w niej głębokie nadzieje. Wierząc we własne wyobrażenie przyszłości, ucieleśniające pragnienia i marzenia, larwa żyje złudzeniami i marzeniami. To właśnie one decydują o kształcie jej tożsamości i sposobie postrzegania własnej wartości, a ostatecznie, już po przemianie, o zawiedzeniu i rozczarowaniu. Spektakl w reżyserii Maciejaszek w odważny i dojrzały sposób pokazuje nie tylko rozgoryczenie, które towarzyszy ludzkiemu życiu, ale także niedostępność czy też nierealność wielu pragnień: choć Fru-Fru marzy, by w pięknym i barwnym świecie, w którym żyje, zostać równie cudnym motylem, finalnie staje się muchą. Czy to dobrze? Czy źle? Wydawałoby się, że fatalnie, ale istotnym elementem wymowy tego dzieła jest również proces godzenia się z tym, kim się jest (lub też z tym, kim się nie jest).

Spektakl Olsztyńskiego Teatru Lalek to interesująco zrealizowana opowieść, piękna i mądra, o przepracowywaniu rozczarowań i traum, a także o godzeniu się z tym, co nieuchronne. Warto ją obejrzeć.

Kategorie:

Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL