Josef jest już stary. Rozmawia z Rosą – żoną, z którą spędził niemal całe życie. Byli z sobą tak długo, że trudno już im było oddzielić miłość od przyzwyczajenia, wdzięczność od nagromadzonych pretensji, a czułość od bólu.
Przedstawienie jest rozmową tych dwojga – jedną długą rozmową albo bardzo wieloma krótkimi. Rozmową możliwą już tylko w pamięci Josefa, a jednocześnie złożoną ze słów, które mogły padać między nimi przez dziesiątki lat. Wszystkie te słowa, ale też wszystkie stoły i krzesła, przy których kiedyś siedzieli, składają się na wspólne życie Josefa i Rosy.
Scenografia Agaty Dudy-Gracz jest prosta i malarska. Biel stołu i jasnej części sceny otacza czerń, z której wynurzają się krzesła – cmentarzysko wspólnych chwil. To one, razem z grą punktowych świateł (Katarzyna Łuszczyk), przesuwają historię w stronę snu, czyśćca i ostatnich przebłysków pamięci bohatera.
Nad stołem wisi groteskowa „zła koza”, przywołująca obrazy Marca Chagalla. Jest metaforą tego, co przez całe życie psuło bohaterom krew: dawnych krzywd i pokoleniowej traumy, poczucia niesprawiedliwości i bólu, którego Josef nigdy nie potrafił pozostawić za sobą.
Bohaterowie wracają do dawnych wydarzeń, wypominają sobie krzywdy, próbują je wyjaśniać albo po prostu jeszcze raz opowiedzieć własną wersję życia. Josefa i Rosę grają Daniel Olbrychski i Anna Romantowska – dwoje wielkich aktorów, którzy stworzyli role jednocześnie barwne, realne i poetyckie, dopełniające się i pozostające w stałym, intymnym połączeniu. Towarzyszą im Maja Kleszcz i Wojciech Krzak – wykonują muzykę na żywo, a jednocześnie stanowią młodsze odbicia głównych bohaterów. Dzięki temu przeszłość nie jest tylko przywoływana w rozmowie, lecz przez cały czas rozgrywa się obok nich.
Josef jest agresywny, gwałtowny i skupiony na własnym cierpieniu. Rosa z kolei pozostaje uległa i cierpliwa. Trudno patrzeć na jej bezwarunkowe uczucia w obliczu brutalności męża. Nie unieważnia ona jednak zachowania Josefa ani krzywd, które jej wyrządził. W tej ostatniej rozmowie rozlicza go, dostrzegając jego błędy i własne cierpienia. Przypomina jednak, że wspólnego życia nie da się sprowadzić wyłącznie do rachunku win. Obok rozczarowań i bólu istniały bliskość, radość i miłość –być może niedostrzegane wtedy, gdy trwały. Mimo ran z perspektywy czasu mówi: „Byłam wtedy szczęśliwa”.
Życie Josefa i Rosy naznaczyły doświadczenia, których nie można sprowadzić do zwyczajnych małżeńskich konfliktów. Spektakl jest jednak zaskakująco uniwersalny, ponieważ pokazuje, że dawne lęki, krzywdy i zadry mogą przez lata przenikać codzienne życie. W każdym pokoleniu coś psuje nam krew, a ból zmienia się w złość, obojętność albo niedostępność.
„Przebłyski” są opowieścią o miłości i umieraniu, ale jeszcze bardziej – o możliwości stania się człowiekiem. Przeszłości nie można unieważnić jednym gestem. Można się jednak podnieść. Można zobaczyć coś ponad własnym cierpieniem. Stanąć na dwóch nogach i spróbować stać się człowiekiem – nie niewinnym, nie wolnym od błędów, ale zdolnym je rozpoznać. Dopóki ktoś nadal jest obok.
Monika Gruszfeld
Teatr Gudejko